Psychologia · 7 min czytania
UWIERZYĆ - prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Biegnij! Szybciej! Jeszcze szybciej! Nie możesz zostawać w tyle, pamiętaj! Nie teraz, nie dzisiaj, nie jutro, nigdy. Świat wymaga od Ciebie doskonałości, samodzielności, krwiożerczości. Musisz być widoczny, doskonały, musisz być perfekcyjnym indywiduum. Musisz, masz, trzeba, należy, wypada. Nigdy może. Jedynie morze, morze możliwości, które musisz, masz, trzeba, należy, wypada. Dlaczego nikt nigdy nie wymagał od Ciebie, abyś uwierzył…? ***
Nie schowasz się przed Światem - i tak Cię znajdzie. Dorwie w najciemniejszym zakątku chorego umysłu, zgwałci, pobije, wypatroszy i porzuci. A Ty będziesz wić się z bólu i umierać w samotności. Umrzesz wyruchany przez Świat. Czyż to nie drastyczna wersja końca? A tak bardzo chciałeś zginąć w imię miłości do ojczyzny, z szablą w dłoni. A potem ostatnia droga, droga na cmentarz z marszem pogrzebowym odegranym na tą okazję przez Miejską Orkiestrę Dętą i tabliczka - "Tu spoczywa nasz Bohater Narodowy. Wypruwał sobie żyły, żeby udowodnić jak bardzo różni się od reszty świń wegetujących jeszcze resztką sił na tym pieprzonym padole. Wyruchał go Świat. Wyruchało go Życie. Miał zginąć twarzą do ziemi, zdechł z parszywą mordą w piachu." Ale po co zaczynać od końca? Zaczynać należy od początku. Od początku poczęcia. A na początku był chaos, albo ciemność jak kto woli. Chaos rodzi chaos a sztuka dla sztuki. Nie dla ludu, plebsu, hołoty. A tak naprawdę, to nie ma już sztuki. Sztuka została pożarta przez wielkiego Big Maca w restauracji pana Donalda-McDonalda. Spauperyzowana, spopartyzowana, spieprzona po prostu. Ostatkiem sił próbuje się bronić, uniemożliwiając do siebie dostęp nieuprzywilejowanym. Zosiu, Kasiu i Marysiu! Nie ruszajcie sztuki, nie dotykajcie! Zofio! Katarzyno! Marianno! Proszę, dotknijcie, zobaczcie, possijcie, nadgryźcie, dajcie sztuce małe buzi. Mój Boże, w którego nie wierzę! Co ja pierdolę! Jedyna Katarzyna jaką znam może possać coś zupełnie innego, a ze sztuką niewiele ma wspólnego. Ale właśnie na takim świecie żyję. Na takim świecie się urodziłem w roku pańskim tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym, amen. Na świecie, który na koniec mnie wydyma, porzuci, zostawi sam na sam z myślami. Z myślami o sensie i bezsensie. Myślami o tym, co zrobiłem, a czego zrobić nie zdążyłem. Nie, nie mnie. Nie tylko mnie. Nas! Ciebie i Ciebie i Ciebie też! Nie myśl, że uda Ci się uciec. Nie zostawisz chyba całej ludzkości. Nie wyłamiesz się, mimo iż całe życie chciałeś się wyłamać. Brak silnej woli. We mnie i w Was. W Nas. Dlatego do dziś nie rzuciłem palenia, chociaż zbieram się z tym od lat kilku. Mój Boże, w którego nie wierzę! Ależ ze mnie niewychowany cham (tak jakby istniały wychowane chamy)! Zapomniałem się przedstawić. Mariusz. Mariusz Stasiak. Dla przyjaciół Marian. Ale nie dla Was. Wy moimi przyjaciółmi nigdy nie byliście i nie sądzę, byście być mogli. Dla was Mariusz. Mariusz Stasiak. Stasiak Mariusz. Wiek: 24. Stan cywilny: kawaler do wzięcia, już-nie-prawiczek. Rodzice: matka - Teresa z domu Dąbrowska; ojciec - Józef. Józef Stasiak. Stasiak Józef. Wujek Józio z bujnym wąsem. I że też kurwa jego mać nie może od tylu lat zrozumieć, że wąsy wyszły z mody. Ja się brzydzę wąsem. Tak, jak brzydzę się tymi śmierdzącymi wydrami, szczurami, biorącymi udział w odwiecznym wyścigu. Kto szybszy, kto lepszy - ten wygrywa wakacje w ciepłych krajach. Dwa tygodnie nad Morzem Śródziemnym na koszt firmy. Ale najpierw bierzcie nadgodziny, nadmiesiące, nadżycia!…