Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 16 min czytania

Uwikłani w pustkę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Doganiają nas. Sieć już jest zbyt blisko. Uciekamy starymi korytarzami wentylacyjnymi. Gdzieniegdzie prześwituje umarły świat. Pełno tam toksycznych ślepi, które czają się wśród tego rumowiska maszyn. Nie damy rady się wymknąć. Musimy się ukryć, wkroczyć w rumowisko. Nie, to szaleństwo. Cisza. Agenci są sprytni. Tropią idealnie. Byli do tego przygotowywani przez całe życie. Podchodzi do nas. Co my teraz zrobimy. Żeby tylko nikt nie puścił. Przygląda się. Działa ten kamuflaż zakupiony kilka dni temu, naprawdę zadziałał, ale o tym później. Odeszli. Gdzie jesteś? Halo, GDZIE JESTEŚ? Coś musiało go porwać. Muszę tam wkroczyć i go odnaleźć. Muszę. Ej, znów wkraczają te błędne ogniki, te stare przekładnie, które szczerzą się swymi parszywymi mordami. Czekają. Są cwane. Zaatakują cię wtedy, kiedy będziesz się najmniej tego spodziewał. Musisz uważać. Dobrze. Też będę cwany. Co to za harpie? O, nie! Czy to już ósmy krąg? Czy te drzewa nie zaczną zaraz jęczeć? Te pokraczne surogaty przyrody. Drzewa, w których zamiast łyka są rury. Kora z miedzi. One patrzą. Wystrzegaj się. Uważaj! Coś nadchodzi bardzo szybko. Biegnij. Tam do cienia, teraz. To jest twój moment. Jeśli tego nie zrobisz, ugrzęźniesz tu na zawsze. Zostaniesz jednym z tych drzew wyjących. Wcześniejsze poczwary to były wyższe stopnie demonów. Teraz rozumiesz, że chciały cię już wcześniej zwerbować. Taki byłeś podły. Ale skuteczny. Jesteś na dnie. Tutaj nie masz już prawa głosu. Tylko smutek, gdy wplatają w ciebie kable i rury. To nie boli. Później dostrzeżesz siebie, ale to nie będziesz ty. Tutaj wszyscy już są odarci ze złudzeń. Tu zostaje tylko podłość. Dlatego wszyscy jesteście tacy sami. Dobra, może zaraz się uda. Jeszcze nic straconego, zawsze musi być coś dalej. Może tam w końcu trafię na jakiś ślad. Właśnie, przecież wszystko zaczęło się od tego dochodzenia w starej stodole. Kiedy to było? Ile już zgrzytów musiało minąć. Kiedy o tym zapomniałem? Nie wiem, jakoś tak. I jestem tutaj. W tym lesie. Muszę odtworzyć to, co się stało. To konieczność. Zepsuł nam się samochód. Pół drogi musieliśmy iść pieszo. Nie pamiętam, czy to była jesień czy zima. Pamiętam jednak wieczorny chłód, który był jeszcze bardziej odczuwalny przez cienie lasu. I te światła. Jedna lampa co kilometr. Nie wiedzieliśmy, gdzie dojdziemy. Ale było zgłoszenie, trzeba jechać. Weszliśmy w zabudowania. Trochę pobłądziliśmy, ale uśpieni mieszkańcy zdawali się nas nie dostrzegać. Jakby nas w ogóle nie było. Wtedy to się stało. Jakieś światło, jedno, drugie. Tam niczego nie było. Tylko ta bomba. Chcieli nas wrobić. Niedaleko podrzucili jakieś niewygodne papiery, że niby my je wykradliśmy, ale to nie było nic ważnego. To był psikus polityczny. I my mieliśmy zginąć, ot, tak sobie. Udało nam się wtedy uciec, ale teraz zaczęli nas gonić. O co w tym wszystkim chodzi? Gdzie są granice? Spłynęły w głąb strumienia nonsensu, poszliśmy dalej bez precedensu. Sensu, stary, skończyły się granice, więc wróciliśmy na dzielnicę, Wicek, stary bokser pokazał nam drogę, mogę przyznać było ciężko, wśród cieni, tam już nic nie zmienisz. Musisz osnuć się dymem na rozkminę, płynę więc dalej razem z nim, osnuci w ten dym, wnet zza rogu wyjdzie patrol. Oficjalnie tam zginęliśmy. Wykradliśmy akta i wysadziliśmy się w powietrze, zostawiając je na wierzchu. Jak to głupio brzmi. I wszyscy w to uwierzyli. Na ulicy Krokodyli szukaliśmy schronienia. Zmory, byliśmy już w podziemiach. Tych pierwszych. Wśród widm osnutych w dymy nonsensu i zaprzeczeń. Pogubieni, dokładnie, zbłąkane dusze szukające wyjścia. Przedsionek piekieł. Stamtąd można było jeszcze uciec. Zaszyliśmy się na jakimś strychu. Prowadziły tam ukryte schody, które znaleźliśmy przez przypadek. Wyglądał na dawno opuszczony. Zbierałem informacje od poszczególnych ludzi, kto za tym wszystkim stoi. Ciągle w cieniu. W niepewności. Wbrew pozorom duchy są bardzo rozmowne. Musisz tylko wiedzieć, czego chcą. Wtedy powiedzą ci wszystko. Ten gnojek z wydziału jest za to odpowiedzialny. Przyszedł do nas pracować kilka miesięcy temu. Pamiętasz? Nikt nie wiedział, skąd się pojawił. Typowy twardziel. Nie pasowało ani ściągnięcie przez kogoś z rodziny, ani nic innego. Nikt po prostu nie był w stanie wyjaśnić, dlaczego on został naszym szefem. To wtyka z góry. Jestem tego pewien. Co ty gadasz, masz jakieś dowody? Co ty robisz całymi dniami wśród tych widm? Znalazłeś coś konkretnego? Tak. Ale pamiętaj, że tu nie istnieje dzień ani noc. Tu jest tylko mgła albo pustka. Jeśli jest mgła, pokątna egzystencja funkcjonuje, jeśli jest pustka, wszyscy milczą. Dość bzdur! Masz coś, czy nie? Jak długo jeszcze będziemy musieli udawać, że jesteśmy martwi? Skąd mam to wiedzieć? Przepraszam, po prostu już nie mogę. Dasz radę, już niedługo. W każdym razie zdobyłem dostęp do gmachu. Którego? Nie, naprawdę. Tak. Udało mi się dogadać z kilkoma zmorami i wkroczymy tam wraz z poranną mgłą. A co będzie jeśli cię rozpoznają? Nie rozpoznają. Nie martw się o to. Stara piwnica naprawdę cuchnęła stęchlizna. Przywykłem do życia w różnych dziwnych miejscach, ale tego nie mogłem znieść. Wszyscy tam już byli. Ten chudy, wysoki rudzielec z pustym spojrzeniem, wąsaty cwaniak i przystojny akrobata. Co ich łączy? Zastanawiałem się, gdy rozkładali przede mną plany gmachu. Jak takie osobliwości spotkały się i zaczęły współpracować? Nie, teraz nie ma czasu na rozważania. Tylko w tym miejscu da się wyłączyć alarm. Zaraz po tym będziesz miał jakieś trzy minuty, żeby dostać się do folderów. Rozumiesz? Są sprytni. Skąd mają te plany? Rudy jest jakiś podejrzany. Nic nie mówi i ciągle patrzy w przestrzeń. O co tu.. Rozumiesz? Tak rozumiem. Kto odetnie alarm? Akrobata. Tylko on będzie w stanie się tam dostać. Wskoczy przez okno. Zawsze zostawiają jedno otwarte. Dobra, a co wy będziecie robić. Rudy na warcie, a ja rozejrzę się za tym czego potrzebuje. Wiedziałem, że tak bezinteresownie mi nie pomagają, mają w tym swój interes. Zamykałem takich jak oni. Teraz sam staje się powiernikiem mgły. Nawet o nic już nie pytam. Ta egzystencja jest dużo bardziej skomplikowana, niż mi się wcześniej wydawało. Tyle tu zasad. Ciężko się w tym wszystkim połapać. Wszystko jest mówione wprost, ale to co pozostaję w milczeniu, jest dostępne tylko dla nielicznych. Jest. Znalazłem go. Cholera, prawie zaaplikowali mu kable. Żyje, jeszcze nie podłączyli go do centrali. Musimy stąd wiać. Przed siebie. Agenci ciągle nas śledzą, nie odpuszczą nawet tutaj. Nie mamy z nimi szans. Jak się trzymasz? Dasz radę iść dalej? Musimy brnąć w głąb koszmaru, może na jego drugim końcu znajdzie się jakieś rozwiązanie. Wiesz gdzie iść? Jesteś pewien, że z tego rumowiska jest jakieś inne wyjście? Nie, ale trzeba zaryzykować. To miejsce kiedyś było zupełnie inne. Tryby wszelkich maszyn chodziły precyzyjnie i wtedy, jakże innowacyjna siatka rozwijała się powiększając swoje terytorium. Byliśmy wszędzie. Poukrywani, w milczeniu czekaliśmy na instrukcje. Teraz jest inaczej. Wszystko zaszło zbyt daleko. Postęp zniszczył wszystko. Nie byliśmy w stanie dalej funkcjonować i zostaliśmy tylko skromnymi jednostkami na rumowisku, które padło po prostu ofiarą czasu. Teraz rozumiem czemu opowiadał mi tą historię. Wszystko poszło gładko. Akrobata wyłączył alarm. On poszedł w swoją stronę. Ja w swoją. Miałem szczęście, że wyjście z archiwum prowadziło prosto na ulicę. Inaczej nigdy nie byłbym w stanie stamtąd uciec. Miałem informacje. Tuż przed tym jak na ulicach zapadło milczenie, udało mi się wrócić do nas na poddasze. Rozłożyłem wszystkie papiery na biurku. Błąd w sztuce lekarskiej. Ktoś podał mu płyn nieznanego pochodzenia. Kim…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Uwikłani w pustkę — czytnik · opowiadania