Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 15 min czytania

Vallerie Sunnight: Światła Nocy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I Demon.

17 września, moje urodziny. Początek liceum, początek nowego życia i zalążek kolejnych: wypadków, porażek, upokorzeń. Tak, zdaję sobie sprawę, że moje podejście jest bardzo pesymistyczne, lecz każda osoba, będąca w mojej sytuacji myślałaby dokładnie tak samo. Szłam jak w amoku, nie zważając na to, co mnie otacza, prowadzona jedynie impulsem. Kątem oka spoglądałam na otaczający szkołę niewielki trawnik, z posadzonymi na nim różnymi odmianami krzewów iglastych. Niektóre z tych drzewek podrosły troszkę za wysoko, dzięki czemu okna pierwszego piętra były zasłonięte przez gąszcz plączących się gałęzi. Kiedy szłam tędy po raz pierwszy, dopatrzyłam się kilku odmian penduli kanadyjskiej i cyprysików groszkowych. Te krzewy witają uczniów zaraz przy wejściowej bramie, natomiast roztaczający się dalej gąszcz przeróżnego zielska był mi nieznany. Jakaś grupka ubranych na ciemno dziewcząt, o krzykliwych kolorach włosów, wołających z daleka „mamy swój styl!”, wparowała przede mną do środka, popychając mnie do tyłu. Poczułam się lekko zmieszana, ale nie było sensu wykłócać się z nimi o pierwszeństwo, oczywistym było, że nic bym tym nie zyskała, a jedynie narobiłabym sobie wrogów. A w końcu tego chciałam najmniej. Unikać niebezpieczeństwa, i nie wyróżniać się - taki był mój cel. Z bólem serca szłam do kolejnej szkoły, w nowym mieście. Wiedziałam, że wkrótce i tutaj rozniesie się znana pogłoska jakoby „jestem wariatką”, czy też „dziwadłem”. Dla sprostowania – nigdy nim nie byłam, a moja inność wynika z przypadłości, o której za chwile opowiem. Sunęłam po schodach zupełnie nie świadoma, że już od dawna kilka osób mi się przygląda. Doszłam do sali, gdzie miały rozpocząć się zajęcia i usiadłam pod drzwiami razem z resztą klasy. Byłam jak wyrzutek. Czyżby oni już wiedzieli?! Czując na sobie ich przeszywające spojrzenia opuściłam głowę i zaczęłam grzebać w plecaku, aby zabić czas przed pierwszym w tym dniu dzwonkiem. Skupiłam się na tym tak mocno, że nawet nie zauważyłam, że korytarz praktycznie zamilkł. Szmery, w końcu wytrąciły mnie z równowagi. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam stojącą przed sobą grupę ludzi. Nerwowo rozejrzałam się dookoła stwierdzając, że: tak, oni stoją przede mną, patrzą na mnie i to do mnie mają jakąś sprawę. Poczułam się nieswojo. Mierzyli mnie wzrokiem, niektórzy z pogardą, inni z pewną dozą zainteresowania, nic nie mówili, tylko spoglądali, a razem z nimi zostałam przeskanowana, przez całą znajdującą się na tym piętrze szkołę. Pojedyncze osoby patrzyły na siebie nawzajem, ale większość swoje spojrzenie utkwiła we mnie. Jakieś blond dewotki zaczęły chichotać z tyłu, co spotkało się z karcącym komentarzem ze strony starszych kolegów. Lekko uniosłam się na dłoniach, odłożyłam plecak i wstałam by być oko w oko ze stojącą na czele głównej grupki dziewczyną. Popatrzyła na mnie dłuższą chwilę, po czym odezwała się grubym, zupełnie niepasującym do jej postury głosem. - Jesteś Vallerie Jones? – zapytała, a jej ton wydał się całkowicie bez emocji. Nie miałam potrzeby kłamać, ona i tak wiedziała. - Tak się nazywam. - nie dodałam, że tak naprawdę moje nazwisko brzmi inaczej, gdyż całe starania moich rodziców poszłyby na marne gdybym teraz o tym wspomniała. Jednak, nawet Vallerie Jones było niebezpiecznymi danymi personalnymi. Wystarczyło wejść w Google, i wpisać moje imię i nazwisko. Wyskoczyłoby dokładnie czterdzieści stron dotyczących mojej osoby. - A więc to ty jesteś dziewczyną, która wstała z grobu? – uśmiech, jaki wpełzł na usta tej chudej szatynki o ciemno brązowych oczach sprawił, że poczułam się żałośnie i źle, jednak moja twarz pozostała nieruchoma. Zanim udzieliłam jej jakiejkolwiek odpowiedzi, przebiegłam wzrokiem po towarzyszących jej osobach, w większości były to dziewczyny, na końcu, pełniąc rolę obstawy, stało dwóch chłopaków, z kręconymi, długimi włosami, gdyby nie fakt, że różnili się wzrostem i kolorem burzy bujnych loków powiedziałabym, że są spokrewnieni - cóż może faktycznie byli?! Znów zwróciłam się ku wścibskiej dziewczynie, a jej wyraz twarzy tym razem wydał mi się zabawny, niżeli groźny. I to miał być postrach szkoły?! - Tak, to ja. Ale, ktoś wprowadził Cię w błąd, ponieważ nigdy nie umarłam. Po zebranych w około ludziach przeszedł szmer, powątpiewanie, strach, rozdrażnienie, zirytowanie. Te emocje łatwo było wyczuć. Szatynka zrobiła krok do tyłu, i pstryknęła palcami. Jej towarzysze wycofali się wraz z nią. Odetchnęłam głęboko widząc jak odchodzą. Podparłam się o ścianę, zaraz po tym jak wszyscy zaczęli zajmować się swoimi sprawami. Moje serce waliło głośno i szybko, jak nigdy. Gdy uwaga ludzi na moment odpłynęła gdzie indziej, zerwałam się z miejsca i przemknęłam przez tłum wpadając do toalety. Była tam tylko jakaś torba i dwie dziewczyny zupełnie oderwane od rzeczywistości. Rozmawiały w najlepsze o pewnym piątkowym zdarzeniu. Zatrzymałam się przy umywalce, i spojrzałam w wiszące nad nią lustro. Miałam przed sobą niską, rudowłosą dziewczynę o zielonych oczach, zarysowanych ciemnymi brwiami i rzęsami. Zobaczyłam na jej twarzy przerażenie. - Koleżanko? Wszystko w porządku? - odezwała się jedna z dziewcząt siedzących pod oknem. - Tak, dzięki - odparłam speszona, nawet nie patrząc w ich stronę. One naprawdę nie zdawały sobie sprawy z tego, co przed chwilą działo się na korytarzu, jak gdyby nigdy nic, znów zajęły się rozmową. Czy to właściwie zadawać pytania w takiej chwili?! A dlaczego by nie, postanowiłam zapytać je o szatynkę? Byłam „nowa”, a pewnie i tak większość ludzi w tej szkole , dzięki sympatycznej, ciemnowłosej koleżance, miała juz wyrobioną opinię na mój temat, jednak te dwie wyglądały na zupełnie neutralne. Nic mi nie zaszkodzi dowiedzieć się, co siedzi w ich małych główkach, pomyślałam, zupełnie ignorując fakt, że od ponad minuty nie słyszę ich chichotu. Odwróciłam się gwałtownie w stronę tamtych dwóch i ku mojemu zaskoczeniu, już ich tam nie było. Złapałam mocniej umywalkę i poczułam, że moja ręka znów się trzęsie. Mogłam założyć się o pięćdziesiąt dolców, że nikt ani nie wchodził ani nie wychodził z tego pomieszczenia. Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Ktoś z impetem wpadł do łazienki, a ja korzystając z otwartych na oścież drzwi wyskoczyłam przez nie z szybkością strzały. Podbiegłam pod salę, i mimo, że wywołało to niewielkie poruszenie wśród moich klasowych „towarzyszy” powiedziałam im, że dziś nie będzie mnie w szkole i zbiegłam na parter. Po drodze zderzyłam się z dwiema, nie bardziej niż ja zdumionymi panienkami. Dziewczyny uśmiechnęły się przyjaźnie, po czym wchodząc po schodach rozpłynęły się we mgle. - Cholera! - powiedziałam sama do siebie, i wciąż zapatrzona na znikającą dłoń wyższej z dziewcząt pobiegłam dalej. Poczułam odbicie od czyjegoś ciała i zawahałam się prawie spadając z ostatniego stopnia. Ktoś złapał mnie za rękę. Odruchowo zamknęłam oczy, aby uniknąć widoku ciemnej posadzki, przy upadku, a kiedy je otworzyłam, okazało się, że tajemnicza dłoń należała do nieznajomego chłopaka, starszego, być może nawet absolwenta. Na pewno nie był już uczniem. - Nic ci się nie stało? - zapytał dziwnie roztargniony. Podtrzymywana na jego ręce postawiłam całą stopę na schodach. - W porządku. Dzięki i przepraszam! - mruknęłam i pobiegłam w stronę wyjścia, nawet nie do końca przyjrzawszy się jego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Vallerie Sunnight: Światła Nocy — czytnik · opowiadania