Horror · 37 min czytania
Vana Imago
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Zważaj na to, kogo chcesz dymać, bo on może wydymać Ciebie.
Widząc czarnego luda nie czekaj, tylko wypieprzaj jak najdalej.
Hepe (Michał L.)
Komputer odliczył właściwą sumę i bankomat wypluł pokwitowanie wypłaty. Rafał wziął je i schował do portfela razem z pieniędzmi. Wsiadł do samochodu i ruszył do Beaty. Zgodziła się wyskoczyć z nim na miasto już trzeci raz z rzędu. Pewnie musiała go lubić. Przyszedł już czas na zrobienie czegoś więcej. Zapyta się jej o chodzenie. Nie chciał już tego robić, lecz tak mu się spodobała, iż jeszcze z nią spróbuje. Jeżeli jednak dostanie od niej kosza, to koniec. Żadnych kobiet. Zajmie się już tylko pracą, a płeć odmienna przestanie dla niego istnieć. Praca to dobre zapomnienie. W pieniądzach zawsze miał szczęście. W swoim wieku miał już bardzo dobrą pracę. Potrafił pertraktować i walczyć o swoje, co zawsze podobało się pracodawcom. Miał już na koncie przyzwoitą sumkę pieniędzy i myślał, co z nimi zrobić. Jeżeli dostanie kosza, może pomyśli, czy nie otworzyć własnego interesu, albo wynajmie mieszkanie. W chwili obecnej ulokowany był nadal u kumpla. Dawid miał mieszkanie, którego sam nie mógł spłacać, więc Rafał jakiś czas temu wyprowadził się z rodzinnego domu i przeniósł tutaj. Zawsze dawało mu to większą swobodę na robienie tego, co chciał. Nie wiedział jednak jak długo może to potrwać, bo przypuszczalnie wkrótce Dawid zamieszka z dziewczyną. On z kobietami natomiast miał problem, pecha, najzwyczajniejszego pecha. Może nie był najprzystojniejszy, lecz nie był także brzydki. Nie wiadomo, czemu kobiety bardzo chciały tylko się z nim zaprzyjaźniać. Nie potrafił tego wyjaśnić. Wiedział tylko, że z czasem było coraz gorzej, gdyż ciągłe niepowodzenia stale zmieniały mu charakter. Stał się oschły i nieugięty, tylko trochę brakowało mu do bycia bezwzględnym. No cóż, takie jest życie. Chamskie i już. Zaparkował przed domem Beaty. Miał przeczucie jakby miał ją niedługo skreślić.
Oczy kobiety zabieliły się. Ciało upadło na podłoże szarego wymiaru. Kahhra przykucnął dotykając głowy nieboszczki jednym z palców. Ciało zajarzyło się jaskrawym światłem i znikło. Kilka centymetrów nad ziemią pozostało unoszące się białe światełko. Kahhra wziął je w dłoń i podniósł się. Wolną rękę uniósł nad siebie. Wykonał kilka skomplikowanych ruchów palcami i wypowiedział trzy słowa stanowiące klucz do przejścia. Słowa w języku znanym tylko jego rasie. Portal bezgłośnie otworzył się w powietrzu. Jarzył się hipnotyzującym błękitnym światłem. Kahhra dźwignął w jego stronę dłoń z duszą i rozluźnił uchwyt. Światełko zawisło w powietrzu na chwilę, jakby nie mogąc się zdecydować. W końcu wleciało w błękitne przejście. Portal zamknął się równie bezgłośnie jak otworzył. Kahhra wyjął z kieszeni płaszcza zwój papieru. Imię kobiety rozmyło się a jego miejsce zajęło następne. Człowiek z Francji. Umarł w tej samej sekundzie, co ta ze Słowacji. Zajmie się nim później. Najpierw musi się przespać. Nie musiał się śpieszyć. Jako Quetarianin nie był zmuszony do przejmowania się czasem. Mając możliwość podróży między wymiarami, mógł cofać się także w czasie. Gdyby Quetarianie tego nie potrafili nigdy nie zdołaliby wykonać przeznaczonej im pracy. Pomyślał o domu. Płaszczyzna zawirowała. Skok międzywymiarowy nie wywarł na nim żadnego wrażenia. Wszedł do domu. Odpocznie, a później cofnie się na ziemską płaszczyznę po duszę tego Francuza.
Solennie, jak każdy Quetarianin, Kahhra przychodził i odbierał ziemskie życia umożliwiając dalszą wędrówkę duszy. Takie było jego zadanie, jak każdego z jego rasy. Wykonywali je, aż do momentu upłynięcia określonego czasu. Niedługo zbliżała się jego emerytura. Wtedy jego miejsce zajmie inny, a on odejdzie nawet nie wiedząc gdzie. Nie wiedział, co będzie później, ani co było wcześniej. Pamiętał tylko moment jak pojawił się w tym wymiarze. Od razu wiedział, co ma robić, jak otwierać bramę i znał wszystkie tajniki. Nie wiedział nawet, kto nadał mu imię, pomimo, że je znał. Stworzył sobie dom, w którym mógł odpoczywać i zajął się wypełnianiem zadania. Do jego terenu należy większa część Europy. Resztą zajmowali się inni. Czasami spotykali się, lecz to rzadkie przypadki. Quetarianie z natury są odludkami. Mają do wykonania zadanie i reszta mało ich obchodziła. Ludzie nazywali ich śmierć, kostucha, czy jakkolwiek inaczej. Nie mogli Quaterian zobaczyć, chyba, że w chwili śmierci. Zdarzały się sporadyczne przypadki zauważenia Quetarianina w ciężkich stanach chorobowych, lub pod wpływem wysokiej gorączki. Wtedy ludzie myśleli, że widzieli diabła albo demona, byli oni dla nich ulotnymi duchami, zauważalnymi tylko przez króciutki momencik. Nieważne. On tylko ich zabierał, aż wykona zadanie i będzie mógł dalej odbyć swoją podróż. Usiadł w fotelu. Zanim przysnął zdążył pomyśleć, czemu Quetarianie się męczą będąc stworzonymi tylko do jednego?
Idealne parkowanie między dwoma ciasno ustawionymi samochodami poprawiło mu humor. Odpowiedział na smsa od Dawida i schował telefon do kieszeni. Wyszedł z auta. Wiatr uderzył go w twarz sporą partią śnieżnych płatków. Cholera, nie dość, że nadal był wściekły po dostaniu kosza od Beaty to jeszcze pogoda musiała się zwalić. Zima zawsze była do dupy. Przeskoczył przez kopczyk śniegu i skierował się na drugą stronę ulicy do super marketu. Niestety była jego kolej uzupełnienia lodówki, a ponieważ jeść trzeba, trzeba też było zrobić zakupy.
Część 22 / 2
Aha!- Kahhra obudził się z nową świadomością. Tego dnia miał zabrać swoją dziesięciomilionową duszę. Wydatnie pomogły mu w tym obie Wojny Światowe. Z jakiegoś powodu stało się tradycją, aby taka dusza miał przywileje. Mogła ona wyrazić życzenie, które należało spełnić. Nie mogła sobie życzyć wszystkiego, dlatego Quetarianie nie informowali o tym wprost. Czekali, aż człowiek sam coś powie i naprowadzali go tak, aby życzenie było możliwe do spełnienia. Ciekawe, co z tego wyjdzie- pomyślał. Rozwinął pergamin sprawdzając, kto to będzie. Mężczyzna w młodym wieku. Dobra, zobaczymy. Najpierw jednakże ma jeszcze dwunastu innych do zabrania.
Reklamówki miał pełne. Z najpotrzebniejszych rzeczy wziął to, co prawie zawsze: ser jakąś wędlinę i tym podobne. Dodatkowo nakupował parę paczek chipsów, na które nabrał ochoty. Obładowany wyszedł na zewnątrz. Śnieg nadal zacinał ograniczając widoczność. Na ulicy panował spory ruch. Kiedy z lewej strony zrobiło się trochę miejsca wszedł na jezdnię. Chciał zatrzymać się na środku i przepuścić samochód z prawej jadący ze sporą prędkością, lecz podłoże w tym miejscu było zbyt śliskie. Prawa noga „pojechała” mu w zupełnie innym kierunku. Zaczął machać siatkami i manewrować nogami. Złapał równowagę w ostatniej chwili stając pewnie. W tym momencie usłyszał głos klaksonu. Zauważył maskę samochodu dopiero na metr przed nim. Pędząca maszyna uderzyła go w nogi. Zgiął się w pół, wpadając na maskę. Kiedy auto zatrzymało się spadł z maski uderzając dodatkowo głową w lód. Nie odczuł już tego zbytnio. Właściwie nic już nie czuł.
Zanim otworzył oczy odniósł wrażenie, że nie jest już zimno. Uniósł powieki. Krajobraz dokoła pociemniał i przybrał szary odcień, jakby kolory wypłowiały. Rafał zauważył, że stoi z powrotem na ulicy. Spojrzał pod nogi i zauważył coś, co zmroziło mu krew. Stał nad własnym ciałem. Ludzie podbiegali właśnie i starali się go ocucić. Odezwał się do nich, lecz w ogóle go nie zauważali. Zupełnie jakby znalazł się w innej rzeczywistości. Nagle poczuł za sobą dziwną obecność. Odwrócił się tylko po to, by stanąć oko w oko z ciemnym stworzeniem. Śmierć stała na dwa kroki przed nim w absolutnej ciszy. Z rękoma schowanymi w rękawach płaszcza i głową w kapturze. Z ciemności panującej pod kapturem widać było jedynie jasnozielone gałki. Chłopak żachnął się przez chwilę, ale szybko ogarnął go spokój. Nie bał się. Jak każdy w tej chwili wiedział, kim jest postać przed nim. - Więc ja ... – nie potrafił wypowiedzieć tego słowa. Zamiast tego wskazał ręką na siebie leżącego między ludźmi. - Tak.- usłyszał odpowiedź. Nie za pomocą słuchu jak zawsze, lecz bezpośrednio we własnej głowie. Otrzymanie odpowiedzi zaskoczyło go. Raczej nie spodziewał się wyjaśnień, lecz zaraz usłyszał w głowie ciąg dalszy wypowiedzi. - Na każdego przychodzi pora, ale nie przejmuj się to tylko etap przed dalszą podróżą.- śmierć zbliżyła się. - Nie! Czekaj!- chciał protestować.- Przecież ja nie mogę jeszcze umrzeć. - Większość tak mówi. - Ale ja jestem za młody, mam dopiero 20 lat. Kahhra słyszał to już setki razy. - A co mają powiedzieć dzieci ginące w wypadkach lub umierające tuż po narodzinach?- odpowiedział- Poza tym przecież chciałeś już nie raz umrzeć. Faktycznie, śmierć trafiła w sedno, w końcu pewnie wszystko o nim wiedziała. Chciał umrzeć już nie raz. Po każdym nieudanym zakończeniu z dziewczyną przestawało go obchodzić czy dożyje następnego tygodnia czy nie. Nie popełniał samobójstwa tylko, dlatego, że nie miał na to odwagi i miał przyjaciół, dzięki którym wracał na ziemię. Kolejnym punktem trzymającym go jako tako ku woli życia było posiadanie pieniędzy, dzięki którym stać go było na życiowe pocieszki. Dzięki temu można było jakoś egzystować. Dlatego teraz stając oko w oko z przeznaczeniem zareagował odruchowo i sprzeciwił się odejściu ze świata. - Ale ja ...- szukał argumentów do obrony, lecz widząc niewzruszoność śmierci zrezygnował z buntowniczej postawy – Ja nawet jeszcze nie byłem z dziewczyną.- wybąkał w końcu najważniejsze, co przyszło mu na myśl – nigdy no tego. Normalnie ciemna istota nie zwracałaby już uwag na argumentację śmiertelnika, lecz miała dobry nastrój i to w końcu był jej jubileuszowy klient. - O co ci chodzi?- zapytała. - No, bo ja jeszcze nie... wiesz byłem z dziewczyną, wiesz, o co chodzi. I nie zaznałem miłości. - Miłość, miłość, tani bzdet poniektórych śmiertelników. Na tym świecie nie ma miłości- skwitował Kahhra. Słysząc te słowa Rafał poparł śmierć w myślach, bo miał już takie samo zdanie na ten temat, ale nie dał nic po sobie poznać. Śmierć nadal z nim rozmawiała, więc to nie koniec pertraktacji. Kostucha spojrzała na niego. - Nazwij to tak jak jest, chodzi ci tylko o to, aby, jak wy to mówicie, zaliczyć panienkę. - Nie tylko, chodzi mi o to żeby mieć kogoś i...- istota przewiercała go wzrokiem, przez co zgubił wątek - ....a zresztą nazywaj to jak chcesz. Może rzeczywiście wszystko sprowadza się tylko do tego. Chyba lepiej wiesz, co ludzie myślą będąc... no tym, czym jesteś. - Właśnie- przytaknęła śmierć. - Tak, więc niech będzie chciałbym jeszcze za życia zaliczyć dziewczynę, czy to jakaś różnica?- wpatrywał się w zielone oczy ledwo wytrzymując to dziwne spojrzenie. - Może.- stwierdziła ciemna istota. – Tak, więc chciałbyś, aby nie zabierać cię, aż nie zdobędziesz dziewczyny? Rafał zastanowił się, o czym właściwie rozmawiali. Naprawdę nie o to mu chodziło, ale może warto było przyjąć zasady, jakie nałożyła śmierć. - No, tak tylko na tym mi zależy.- stwierdził. Śmierć mruknęła coś pod nosem. - Pomyślmy- odrzekła i cofnęła się w panujący dokoła cień. Człowiek został sam w pustej przestrzeni. Zaczął zastanawiać się, co tak właściwie się dzieje. Rozmawia ze śmiercią i stwierdza, że nie chce jeszcze umierać a kosiarz zamiast go zabrać wdaje się z nim w dyskusję. Na dodatek zastanawia się chyba nad jego prośbą. Może jednak śmierć jest głupsza niż przypuszczał, bo jak się nad tym zastanowić to idealne wyjście. Jeżeli zgodziłaby się na tą prośbę mógłby żyć ile zechce. Po prostu nigdy nie przeleciałby panienki. Na pewno odczuwałby samotność i cierpiałby bez towarzyszki życia, ale mając pieniądze można się ze wszystkiego wyleczyć. Uśmiechnął się w duchu, mógłby żyć wiecznie. Wieczne życie, rozmyślał, ale czym prędzej przerwał te spekulacje. Cholera. Dlaczego nie pomyślał wcześniej. Rozejrzał się dokoła. Ciemno. Skarcił się w duchu. Przecież śmierć mogła czytać mu cały czas w myślach. Kurde. Mając nadzieję, że tak nie było zaczął myśleć tylko o pragnieniu życia i miłości.
Jakieś kilka wymiarów dalej Kahhra pogrążony był we własnych myślach. Nie poniżał się do czytania ludzkich. Miał przed sobą nietypowy przypadek. Ludzie zawsze prosili o to, aby jeszcze ich nie zabierać, a to z powodu chorych dzieci, osierocenia ich czy wielu innych. Często argumentem było „dopiero, co poznałem miłość- albo jestem szczęśliwy- a już mam umierać”. Nieczęsto ktoś chciał żyć, do momentu zaliczenia panienki. Tym bardziej, jeżeli nie chodziło tylko o to, lecz o poznanie tej tzw. miłości. Przeważnie osoby samotne, mające pecha w tych sprawach chciały umierać i po prostu godziły się z tym, lub same popełniały samobójstwo. Ten tutaj natomiast nieraz chciał umrzeć, chociaż tak naprawdę wcale tego nie chciał. Raz tak, raz tak. Chłopak nie był głupi jak większość tego ziemskiego rodu. Może po części nieświadomie, ale dobrze sformułowana prośba mogła powodować łamanie praw natury. Na dodatek Quetarianin musiał na nią przystać. Nie mógł jednakże dawać komuś całego życia w prezencie. Jakieś przedłużenie życia tak, lecz coś większego nie przejdzie. Nie mógł pozwolić mu czekać na to, czego naprawdę pragnął, czyli prawdziwą miłość. Musiał znaleźć rozwiązanie sytuacji, przecież to tylko śmiertelnik. Nie zastanawiając się nad problemem zbyt długo wiedział już, co zrobić. Znalazł wyjście, które zadowoli obie strony. W końcu, kto tu może być mądrzejszy. Wyszedł z cienia stając przed człowiekiem. Czekał spokojnie na odpowiedź. - Dobrze- oznajmił mu- Możesz myśleć, że masz swój szczęśliwy dzień. Nie musisz wiedzieć dlaczego, ale przychylę twojej prośbie. Rafał nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. - Mimo wszystko ...-śmierć kontynuowała- twoje warunki dają ci bardzo duże pole manewru, dlatego mam inną propozycję. Warunek jest następujący, masz czas do 24 urodzin, czyli trochę ponad trzy ziemskie lata na to, aby być z dziewczyną. Jeżeli do tego czasu ci się to nie uda wtedy cię zabiorę. Jeśli wszelako do tego czasu zaliczysz dziewczynę- Rafał skrzywił się na to określenie- wtedy pozwolę dożyć ci spokojnej starości. Rozumiesz? - Muszę sekundę pomyśleć.– szybko przeleciał daną propozycję. Śmierć albo była taka dobra, albo taka głupia. Wystarczyło, że w ciągu pięciu lat prześpi się z kobietą i ma gwarantowaną starość. - Mogę się przespać z obojętnie jaką dziewczyną, czy to musi być moja miłość?- upewnił się. - Obojętnie. Więc jak zgadzasz się czy nie, bo muszę mieć twoją zgodę, a czas leci? - Tak, pewnie, czemu nie. Zgadzam się. - Na pewno? - Tak. - Dobrze. W takim razie masz to.- śmierć nie wykonała żadnego ruchu, a mimo tego Rafał poczuł pieczenie na przedramieniu. Podniósł rękę by sprawdzić, co się dzieje. Tuż przed zgięciem łokcia pojawił się tatuaż. - Masz od teraz cztery lata na wypełnienie warunku. Tatuaż jest znakiem, że przynależysz do mnie. Będzie on ci wskazywał upływający czas, będzie bladł, aż po upływie terminu zniknie zupełnie. Wtedy cię zabiorę, lub nie to już zależy od ciebie. Zrozumiałeś wszystko? - Chyba tak.- odrzekł i podniósł wzrok z tatuażu przed siebie. Śmierci już nie było.
Uderzenia sukcesywnie wybudzały go z nieprzytomności. Ktoś klepał go po policzku. Otworzył oczy. Leżał na chodniku, pośrodku zbiegowiska. Kobieta klepiąca go, widząc reakcję zaprzestała czynności. Rafał uniósł się do pozycji siedzącej. Kobieta zaczęła mówić, że jest pielęgniarką i żeby się nie podnosił, bo może mieć coś złamane, albo jeszcze gorzej. Nie słuchał jej. Nic go nie bolało, był jedynie jakby trochę oszołomiony. Wstał i zaczął przedzierać się przez zgromadzony tłumek. Ktoś chciał go powstrzymać, ale wyrwał się. Przedarł się i wydostał poza zbiegowisko. Ruszył truchcikiem. Po chwili biegł już byle dalej. Zatrzymał się dopiero po pewnym czasie w ciemnej bramie. Musiał odpocząć i ogarnąć to, co się przed chwilą stało. Nie wiedział, co robić. Podwinął rękaw. Złowieszczy tatuaż znajdował się tam gdzie zostawiła go śmierć. - Kurwa mać.- skomentował odkrycie. Więc to była prawda. Jak to możliwe, on nie wierzył w takie rzeczy. Niemniej jednak dowód miał przed sobą. Poza tym przed chwilą porządnie potrącił go samochód, a mimo tego raczej nie odniósł żadnej szkody. Obmacał się po całym ciele. Nic. Wyszedł z bramy uporczywie myśląc. To znaczyło, że miał trzy lata na znalezienie dziewczyny i będzie miał pewność szczęśliwej starości. Nie jest źle, nawet, jeśli nie znajdzie dziewczyny, co w jego przypadku zakładał, wynajmie sobie prostytutkę i będzie miał z głowy. Ta śmierć jednak była głupia. Śmierć. Cholera przecież to niemożliwe co się stało, to musiał być zwid wywołany wypadkiem. Z drugiej strony ten tatuaż. Przecież nie miał go wcześniej. - W dupę jeża.- zaklął pod nosem.- Jeżeli to wszystko prawda to chcę jakiegoś dowodu.- pomyślał, po czym krzyknął w powietrze – Nie wierzę w to! Nie zamknął jeszcze ust po ostatnim słowie, gdy coś z głośnym plaśnięciem spadło tuż przed nim. Rozejrzał się dokoła, ulica była pusta. Powoli spojrzał pod nogi. Tuż przed nim leżał martwy gołąb. Główkę miał prawie odciętą od reszty ciała. Zupełnie jak przy użyciu noża, albo ......albo kosy. Tylko to mu wpadło do głowy. - Dobra to mi wystarczy.- mruknął do siebie i wymijając gołębia ruszył do domu. Nie miał daleko, więc się przejdzie, a po samochód wróci później. W domu ogarnął się na tyle, żeby dobrze wyglądać. Mimo wszystko nie ustrzegł się zadrapań na ciele, łącznie z twarzą. Miał nadzieję zdołać to jakoś wytłumaczyć. Z tatuażem będzie gorzej, ale zawsze może powiedzieć, że bardzo mu się spodobał. Przeważnie robił to, co mu się podoba, więc Dawid, co najwyżej pomarudzi, że nie wziął go ze sobą. Gorzej było z jedzeniem. Przecież te wszystkie zakupy leżały rozpieprzone na środku ulicy. Uśmiechnął się do siebie na ten widok. Wywinął niezłego kozła. Pełne reklamówki rozwalone, wszystko wala się dokoła. Niech sobie ludzie biorą. Nie ma co, po drodze po samochód musi się wybrać jeszcze raz do sklepu. Dobrze by było, żeby nikt z gapiów nie widział, że to jego auto, bo sytuacja jeszcze się zagmatwa.
Życie pozagrobowe, albo wieczne. Przez najbliższe dni myślał tylko o tym. Mógł już sobie pogratulować długiego życia. Jeżeli przez te trzy lata nie załatwi sobie panienki, skorzysta z usług. Śmierć nie mogła już nic zrobić, układ to układ, jak obiecała tak będzie. Z czasem myślał o niewiarygodnym przeżyciu coraz mniej. Zajął się pracą i imprezowaniem, a dziewczyny sobie odpuścił. Były jedynie stratą czasu. Pewnego dnia Dawid pojawił się z wiadomością o powrocie swojej kuzynki Izy. Dziewczyna podobno mieszkała przez kilka lat w Holandii i wracała teraz do Polski, żeby zamieszkać tu na stałe. Była dwa lata młodsza od…