Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Varads

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Vardas

Deszcz, wszędzie deszcz, z liści lecą małe strumienie wody. Pod kopytami konia słychać plusk wody. Za kołnierzem woda, w butach mokro, siodło nasiąknięte wodą. Zimne dreszcze przechodzą po całym ciele. Okropne zimno w letni dzień. Wszędzie woda! Czy kiedykolwiek czuliście smutek i radość jednocześnie – Jak ja? Ktoś może powiedzieć, że uciekam, ale ja tak naprawdę uchodzę ze zwycięskim sztandarem w dłoni. Jestem człowiekiem tylko, a może aż. Tego nikt się nie dowie nawet ja. Pytacie, kim jestem, a może, kim byłem. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Tyle pytań a tak mało czasu. Dlaczego tak musi być? Zabijałem i byłem tym, którego próbowali zabić, żałuję, że tego nie zrobili. A może nie. Tyle pytań a tak mało …. Wszystko zaczęło się jak zwykle w takich historiach, biedny dzieciak, żądza zysku, zbyt duże ambicje. To wszystko jest temu winne. A może nie, może to ja jestem temu winien. To by była historia jak wiele innych gdyby nie fakt, że byłem, nadal jestem najlepszy. Kto to zresztą wie, chyba tylko ci których zabiłem. Czwarty dzień nowego roku, tak czwarty nowego życia.

-Ej ty mały, chcesz zarobić to dostarcz tę paczkę. -A, co z tego będę miał. -Nie, co będziesz miał a co stracisz. -No nie wiem, dużo ryzykuję. -Dobra są tysiące, chętnych do pracy. -Nie boisz się, że ucieknę z paczką albo doniosę na ciebie, kto wie, co może w sobie ukrywać. -Nie boje się, a wiesz, czemu bo to ja pierwszy cię znajdę. Masz tu adres smarkaczu i idź zanim coś ci zrobię.

Teraz to wiem, jednak wtedy tego nie wiedziałem. Byłem głupi. Kradłem owoce, aby przeżyć. Robiłem wszystko, co pozwoliło żyć mi jeden dzień dłużej. Pytacie, czemu, co skłoniło mnie do życia. Zemsta! I nic nie trzeba wyjaśniać. Dostarczyłem paczkę.

-Dobrze się spisałeś, teraz dam ci następną paczkę. Ty ją posłusznie zaniesiesz jak piesek w zębach. Tylko nie obśliń zbyt bardzo. Gdy to mówił, czułem każde słowo przeszywające mnie jak strzała z łuku, tyle że z większym impetem. Ból jednak został wyleczony, a ja dostałem pierwszą broń. Długi na dwadzieścia centymetrów sztylet z metalową rękojeścią okręconą paskiem skóry. -Masz ten skromny nóż i to, możesz zrobić z tymi pieniędzmi, co chcesz. Ale jeżeli będziesz potrzebował czegoś, to wiesz, co robić….

Następną noc spędziłem jak zwykle, pod jakimś murem owinięty szmatami. Pieniądze zostawiłem wiedziałem, że przydadzą się później. W końcu jak czegoś mi brakowało, ktoś to tracił…. Spałem czujnie jak kot. Byłem przyszykowany do ucieczki przed strażą. To niestety niebyła straż.

-Szukać go on tu musi być, to tylko mały bezdomny dzieciak! Wyjąłem sztylet raczej to był odruch, instynkt niż chęć zabijania. Stałem za murem. Dwóch wyjęło miecze, trzeci pozostał pilnie rozglądając się. Było ciemno, ręce mi drżały, pot spływał po czole. Podszedł zbyt blisko, instynkt zadziałał. Sztylet przebił krtań, nie krzyczał. Zacząłem uciekać z zakrwawionym ostrzem w dłoni. Już nie drżałem, rządził mną instynkt. Jednak następny cień chwycił mnie mocno za ramię. W szarpaninie przegrał, sztylet już smakował z następnego pucharu. Musiał przegrać ile to razy wyrywałem się, gdy złapali mnie strażnicy. Ile razy wyrywałem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%