Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 10 min czytania

Velvet

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Velvet

Wchodziła na wzgórze tym jej zabawnym krokiem. Nie umiała chodzić na obcasach, co wcale nie znaczyło, że chodziła jak chłopak. Miała na sobie czerwoną sukienkę, chyba tylko po to, żeby zrobić mi na złość. Widziałem ją już z daleka, a ona nawet nie spojrzała w moją stronę, choć doskonale wiedziała gdzie siedzę. Zawsze taka była; do końca nie pozwalała uwierzyć w to, że w jakikolwiek sposób ktoś ją interesuje. Cały czas rozmawiała przez telefon. Podchodząc do mnie zaśmiała się serdecznie do telefonu. Przystanęła zaraz przy ławce na której oparciu siedziałem i nawet przez moment na mnie nie spojrzała. Stojąc bokiem cały czas rozmawiała.  no przecież wiem, że z ciebie jest gapa.... i co powiedział... naprawdę? …. no kto by pomyślał.... oj nie wiem, nie wiem..... jak zdążę do może wieczorem – poczułem ukłucie zazdrości, ponieważ chciałem, żeby ten wieczór spędziła ze mną. W końcu skończyła rozmawiać, schowała telefon do torebki i uśmiechnęła się do mnie.  No co tam? - zapytała siadając obok – cóż tak ważnego przyciągnęło mnie dziś na to wzgórze? Nie bardzo wiedziałem co powiedzieć. Każde z nas miało swoje życie, ale co jakiś czas, kilka razy do roku spotykaliśmy się na zalesionym wzgórzu na obrzeżach naszego miasta. Spotykaliśmy się tam, żeby upewnić się, ze nic nie zmieniło się w nas, że nie zmieniło się dziwaczne uczucie, które nas łączyło.  w zasadzie nic, chciałem cię zobaczyć i zapytać co słychać- przymrużyła oczy, co zdecydowanie nie wróżyło nic dobrego.  Nie mogłam ci tego powiedzieć przez telefon?

Nie powiedziałem nic i popatrzyłem na panoramę naszego miasta. Ja nie mieszkałem w nim od dwóch lat, ona od rok. Ja miałem swoją dziewczynę w innym mieście, ona swojego narzeczonego jeszcze w innym. Przez moment pomyślałem, że to takie głupie. Że wszystko powinno być inaczej i to ja powinienem jej o tym powiedzieć. Przez myśli przemknęły mi wszystkie nasze poprzednie spotkania. Zwłaszcza ostatnie sprzed kilku miesięcy.

Nienawidzę Cię i chce, żebyś nie żył rozumiesz? Jesteś dla mnie nikim. Choć nie, jesteś człowiekiem, który zniszczył mi życie. Czego chcesz ode mnie? Mam dla Ciebie rzucić wszystko, żebyś choć przez moment mógł się mną bawić, a potem ze śmiechem mnie zostawić, tak jak robiłeś to za każdym razem? Czego ty oczekujesz? Naprawdę myślisz, że po tym wszystkim uwierzę choć w jedno słowo? Jesteś podły, wiesz? Nie... ty nie jesteś podły, ty jesteś okrutny. Zostaw mnie w końcu w spokoju – płacząc rzuciła we mnie moim plecakiem i pobiegła w dół wzgórza. A ja byłem w środku pusty, pusty jak nigdy dotąd.

 no może powiesz jednak o co naprawdę chodzi?- zapytała. Wyciągnęła z torebki dwa piwa, jedno podała mnie – niechętnie tutaj przyszłam po naszym ostatnim spotkaniu. Po tym co powiedziała, zostało mi już tylko jedno.  tęskniłaś za mną? Odwróciła głowę. Przez moment miałem wrażenie, że wstanie i sobie pójdzie. Ona jednak nic takiego nie zrobiła. Patrzyła gdzieś w dal.  wiesz, że wychodzę za mąż? - zaśmiała się- dokładnie za dwa miesiące, zupełnie zapomniałam Ci o tym powiedzieć – Teraz to ja patrzyłem w zupełnie inne miejsce. Cały plan, cała przemowa, którą tak długo układałem na ten wieczór zupełnie mi uciekła. I znów ta pustka. Miałem wrażenie, że na wzgórzu wszystko umilkło. Owady, ptaki, dalekie dźwięki miasta. Nie wiedziałem co powiedzieć.  Myślałam nawet o tym, żeby Cię zaprosić, ale nie przyszedłbyś, prawda?  Nie, nie przyszedłbym.  Dlaczego?  Przecież wiesz dlaczego, już ci to kiedyś powiedziałem.  Tak – znów się zaśmiała- czy ktoś na tej sali ma coś przeciwko. Nie wierzę, ze zrobiłbyś mi coś takiego. Jesteś na to za słaby mój drogi. Zresztą, co by to zmieniło.  Nic. Dlatego właśnie nie przyjdę. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu.  Pamiętasz jak rozmawialiśmy kiedyś, że byłoby cudownie pojechać do Indii? Tak wiesz, wszystko rzucić i żyć w zupełnej wolności?  Pamiętam.  A gdyby teraz zrobić coś takiego? Rzucić wszystko i po prostu odejść. Patrzyła na mnie bardzo, bardo długo. Nie byłem w stanie wytrzymać jej wzroku.  moglibyśmy zacząć od zamieszkania razem. Wiesz, żeby wszystko przygotować, omówić. Byłoby troszkę zamieszania, ale poradzilibyśmy sobie we dwójkę. Mam znajomego, który niedawno wrócił z dwuletniej podróży po Indiach, on nam we wszystkim pomoże. Moglibyśmy wyjechać nawet za miesiąc. Ja znalazłem już mieszkanie, zrobiłem Ci nawet toaletkę, taką o jakiej zawsze marzyłaś. Możemy tam pojechać jeżeli chciałabyś zobaczyć. Nie mówiła nic. Patrzyła raz na mnie, raz przed siebie. Wyciągnąłem z kieszeni zawiniątko.  Proszę, do prezent na przeprosiny. Za to, że jestem draniem.  Co to jest? - powoli otworzyła pudełeczko.  Za to, że jesteś draniem kupiłeś mi szczoteczkę do zębów? - patrzyła na mnie szczerze zaskoczona.  Wiem, jak lubisz dbać o zęby – uśmiechnąłem się- ale przede wszystkim chodzi o to, że w mieszkaniu, które na ciebie czeka moja już jest w łazience. Chcę, żebyś mogła poczuć się tam jak w domu już dziś.  Jesteś śmieszny – oddała mi szczoteczkę, wstała

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Velvet — czytnik · opowiadania