Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

"Veronica" - Epizod 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Vera? – zaspana Gośka przetarła oczy ze zdziwienia – Co ty tu robisz? - Dostał się na staż… - rzuciłam i rozpłakałam się na dobre. - Wchodź – przyjaciółka objęła mnie ramieniem i wprowadziła do środka. Gośka i Jacek mieszkali sami. Oboje pochodzili z małego miasteczka oddalonego o ponad pięćdziesiąt kilometrów. Matka za nic nie chciała się zgodzić na internat czy stancję i takim oto sposobem bliźniacze rodzeństwo zamieszkało w niewielkim mieszkanku w samym centrum miasta. Wolność i swoboda – odkąd ich znałam zawsze im tego zazdrościłam. Od przyjazdu do Polski mama pilnowała mnie praktycznie przez cały czas. Nie, żeby stała nade mną z zegarkiem i patelnią, gdy wracałam późno do domu. Taki luz miałam. Ale zazdrościłam im własnego mieszkania i odpowiadania za siebie. - Jaki staż? Mała, o co chodzi? – skuliłam się na kanapie i wtuliłam twarz w poduszkę – Mów w tej chwili. Gdy zapaliła małą lampkę na stoliku obok kanapy i zobaczyłam ją w rozciągniętej piżamie i roztrzepanych włosach dotarło do mnie, jak późno musi być. Spojrzałam na zegarek – druga trzydzieści sześć. - Pójdę już. Nie powinnam tu w ogóle przychodzić o tej porze – zerwałam się na równe nogi, ale Gośka chwyciła mnie za rękę i na siłę znów posadziła na tyłku. - Przestań się unosić honorem, bo i tak cię nie wypuszczę. Mów, co się dzieje. Co za staż? - W Londynie… - Co tu się dzieje? – w drzwiach stanął równie zaspany co przed chwilą siostra Jacek – Co ty tu robisz? Zapytał zauważając mnie. - Marek dostał się na jakiś staż… - Aaaa… Ten o który tak go męczyłaś pół roku temu? Cholera! Wszyscy musieli to pamiętać?! Znów wtuliłam się w aksamitną poduszkę. - A no faktycznie… Było coś takiego… No, ale nie ważne. Mów, co się dziej teraz! - Oddzwonili do niego. Dostał się. Wyjeżdża na co najmniej pół roku… Cholera! – wybuchałam – Miesiąc temu nie zrobiłoby to na mnie najmniejszego wrażenia! Wręcz przeciwnie. Zachwyciłabym się takim obrotem sprawy! A teraz? Po co mu się zebrało na te całe amory… - Chodź tu – oboje przytulili mnie mocno – Jeśli to było wam pisane, przetrwa, jeśli nie, nie masz czego żałować. - Skąd w tobie takie psychologiczne gadki, co? – zapytałam. Uspokoiłam się już trochę i przestałam płakać. Po mojej rozpaczy pozostał już tylko rozmazany makijaż i mokra poduszka. - Startuję na psychologię – Jacek wyszczerzył się. - CO?! – wrzasnęłyśmy jednocześnie. - Zamknąć się tam na górze! – najwyraźniej wyrwany ze snu sąsiad z dołu zaczął rytmicznie stukać miotłą w sufit i wyrzucać pod naszym adresem masę nieprzyzwoitych sów. - Sam się zamknij! Jak ty robisz imprezy po nocach, to ja na policję nie dzwonię! – Jacek włączył się do jednostronnej do niedawna wymiany zdań, a my tylko parsknęłyśmy śmiechem. - Kiedy wyjeżdża? - Pojutrze – spojrzałam na zegarek – W sumie to jutro wieczorem. - Więc teraz idziemy spać. Z samego rana trzeba się wziąć za przyjęcie pożegnalne. - Dzięki – przytuliłam ją – Jesteś kochana. - Ej no weź się już przymknij, co?! – Jacek stał na balkonie i darł się tak, że pewnie pół miasta go słyszało – Wiesz, która godzina? - On też – roześmiałyśmy się.

- Wszystko już przygotowane? – biegałam jak szalona po całym klubie. Chciałam, żeby wszystko było idealnie. Żeby przez cały ten czas, gdy Marek będzie daleko, miał we wspomnieniach ten wieczór. - Tak, kochana – Jacek chwycił mnie za ramiona i przytrzymał, żebym nie mogła już nigdzie pobiec – Uspokój się. Wszystko będzie idealnie. Idź teraz po Marka. My się wszystkim zajmiemy, jasne? - Jasne – odpowiedziałam. - Uśmiechnij się – wyszczerzyłam się prezentując szereg zębów w sztucznym uśmiechu – Ech… No może być. Idź po niego. - No idę, idę… Chwyciłam torebkę leżącą na blacie, przerzuciłam ją przez ramię i ruszyłam przed siebie. Marek mieszkał trzy ulice dalej, nie czekała mnie więc długa droga. Miałam czas, żeby się trochę ogarnąć. Nie chciałam i nie mogłam pozwolić mu, żeby widział, że źle mi z tym, że wyjeżdża… Za bardzo mu zależało na tym stażu. Szybkim krokiem pokonałam całą drogę i po chwili byłam pod drzwiami mieszkania Marka. Oparłam się o ścianę i zadzwoniłam. - Cześć – w drzwiach stanęła Majka, czternastoletnia siostra Marka – Wejdź. - Cześć – przywitałam się przekraczając próg – Jest Marek? - Jest u siebie w pokoju. Wiesz, gdzie iść – nie byłam pewna, czy mnie zapytała, czy to po prostu stwierdziła. - Jasne – rzuciłam i skierowałam się do salonu. Trzeba było przez niego przejść, żeby dostać się do pokoju Marka. Zatrzymałam się przed drzwiami i zapukałam cicho. - Proszę – usłyszałam i nacisnęłam klamkę. - Witam – uśmiechnęłam się a jego widok. Odwdzięczył się tym samym, ale widziałam, że coś jest nie tak. Przeszłam przez cały pokój i usiadłam obok niego. Nic nie powiedzieliśmy. Marek po prostu przyciągnął mnie do siebie i przytulił. - Będę za tobą tęsknić – odezwałam się w końcu. - Nie będziesz… - Przestań……

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Veronica" - Epizod 2 — czytnik · opowiadania