Fantastyka · 7 min czytania
Vivre la Vie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Energicznym ruchem odgarnął warstwę śmieci zalegajacą na biurku. Połyskliwe opakowania po chipsach zamortyzowały upadek pudełek z niedokończonymi paluszkami rybnymi i kilku puszek po coli, które potoczyły się w kąt pokoju. Odsunął krzesło i kilkoma ruchami bosej nogi rozprawił się z resztą bałaganu. Jaką przyjemnoscią jest zapaść się w miękki, pokryty nieco już wytartą tkaniną fotel i w końcu włączyć... Dwanaście wiatraczków skrytych pod błękitną obudową wydało łagodny szelest budząc się do życia. Odchylił się do tyłu i westchnął, wyraźnie zadowolony. Migały różnokolorowe diody a na ekranie sto tysięcy pikseli ułożyło się w znajomy napis “Cześć Patryku. Nie było cię już trzy godzny dwanaście minut i pięć sekund”. Zagrały twarde dyski zapamiętale mieląc nowe informacje wczoraj zainstalowanego systemu operacyjnego. Uśmiechnął się, czyste szczęście człowieka spełnionego małowało się na jego pucułowatej i zarośniętej twarzy. “Jeżeli gdzieś tam istnieje ten cholerny raj to tutaj zaraz będę miał jego wcale niezły kawałek, wcale niezły” - pomyślał i chichot wstrząsnał jego grubym ciałem. Oddech przyspieszył, czuł wyraźnie bicie serca. Wiedział, że tylko on, tylko on i może jeszcze paru ludzi na swiecie mają trzydziestą piątą wersję beta .Nie żadne tam dema, żadne triale – może parę bugów ale wszystko powinno chodzić jak złoto. Nikt nie widział jeszcze tych trójwymiarowych okienek kryjących całkiem nowe ikony, nikt nie mógł zagrać w Undeath II. Zwłaszcza Undeath – w końcu pełen fotorealizm, w końcu głowy rozpadajace się na tyle kawałków co trzeba, a nie na tyle ile mógł przeliczyć stary, beznadziejny silnik graficzny. Nareszcie realny świat zamknięty w dwudziestojednocalowym panelu LCD. I to on pierwszy, on tutaj, on zaraz wkroczy do tej doskonałości. I nie będzei już przeskoków grafiki, nie będzie nieznośnej pikselozy na krawędziach postaci. Czy ktoś potrzebuje czegos więcej by byc szczęśliwym? Palce mu drżały, ślizgając się po poczerniłych, błyszczących tłustym brudem klawiszach. Sporą trudność sprawiało poruszanie myszą po nierównościach rozgniecionych przekąsek . Nic jednak nie było w stanie zatrzymać teraz Patryka. Król technologii obejmował swoje krótkotrwałe rządy. Do następnego update'u. Uruchamiał kolejne testy i łzy wzruszenia ciekły mu po policzkach wsiąkając w nieregularną brodę. SysSpeed – dwanaście tysięcy, 3dTest pięć tysięcy, GraphCheck – dziesięć tysięcy punktów! Na chwilę zdjął ręce z klawiatury. Przetarł ręką spoconą twarz. Nie wierzył. Warto było zbierać pieniądze przez ostatnie dwa lata, warto było mniej jeść i wytrzymywać obelgi innych sprzętowców. Z dołu ekranu powolutku wypełzło okienko. Rozwinęło się w niebieski prostokącik “Masz wiadomość”. Znowu ten napuszony idiota MacGraham. Szef jest szefem, ale mógłby dać człowiekowi chociaż chwilę wolnego w sobotę rano.Mimo tych oczywistych nieprzyjemności lubił swoją robotę. Była prosta i nie wymagała wychodzenia – dwie wartości które cenił sobie najbardziej. Dostawał grę, testował, pisał – po dwóch danich wpływały pieniądze. To była dobra praca w dobrym kraju. Wygodnym kraju. Wszystko pod drzwi, od hamburgerów po to błyszczące pudełko z płytkami, które dostał dziś rano. Nikt nie mógł wymyśleć nic lepszego. Podobnym systemem wartości kierowali się chyba jego współlokatorzy, których kroki…