Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 7 min czytania

W amoku (część - prolog i jedynka)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PROLOG

Za raj mnie obrałeś, do raju przywiodłeś. Byłeś mi światłem i Bogiem. Światło zgasło, a Bóg okazał się być cholernym, namacalnym masochistą, o pedantycznych skłonnościach do układania produktów w lodówce według daty ważności. (Czy to Bóg cię takim stworzył, czy to był przypadek?). Może, gdyby nie wyłączyli (tego aniechbytoszlagtrafił) prądu, nadal razem z tobą przestrzegałabym zasady: co ważne do tego tygodnia – górna półka lodówki, co nadaje się do skonsumowania w przeciągu czternastu dni – druga od góry i tak dalej, i tym podobnie. Światełko w lodówce zgasło i dzięki Bogu, Bogu dzięki. Przebudzenie w piekle (zaznawszy raju) jest o wiele milsze, niż błoga nieświadomość realizmu, u boku chorobliwego zazdrośnika, kierującego twą każdą czynnością życiową. Mogę siusiu?

***

Za raj mnie obrałaś, do raju przywiodłaś. Wciąż lśniłaś na niebie, cnotliwy aniele. Wtem spadłaś dość nieszczęśliwie (połamałaś skrzydła, może?), rozpryskując szklaną aureolę czaru, którym się otaczałaś (i zaznając urazu głowy). Anioł pokazał różki i wyrósł mu ogonek, z którym nie było mu do twarzy, uwierz. Znikł blask, znikł urok – jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Próbowałem sklecić twe piórka, obsadzić (z powrotem) aureolę na czubku twej, już nie tak niewinnej, główki. Gotów na bieganie za twą personą z poduszką (by się skrzydełka nie połamały), nie zauważyłem twego diabelskiego uśmieszku. Szczerzyłaś kiełki, a ja w akcie kompletnej desperacji starałem utrzymać cię przy mnie. Wszelkimi sposobami. Chciałbym znów ci przybliżyć szczyptę raju, uchylić nieba. Pozwól sobie tylko zapiąć smycz, założyć kaganiec i przykryć oczy maską, by trwać w wiecznym apogeum namiętności, której zaznać nie mogą zwykli śmiertelnicy pokroju twego diabelskiego wcielenia. Pragnę tylko twego oddania, nic więcej. Kochanie.

***

Spadłeś niczym gwiazda z nieba – tuż pod moje nogi (pamiętam, pożyczyłam wtedy buty od Kate – ze złotymi cekinami, Dolce&Gabbana), prawie mnie nie przewracając. Pierwszy raz na obcasach nie jest łatwy, uwierz. Przez twoje „najmocniej panią przepraszam!” uciekł mi autobus, młokosie! Czarowałeś i sypałeś komplementami jak najęty, miałam wrażenie, że coś słodkiego utkwiło mi w przełyku. Tak, już wtedy chciałeś mnie udusić! Podły, nikczemny arystokrata od siedmiu boleści! Jak ja mogłam być taka ślepa? Omotałeś mnie wokół palca z dziecinną łatwością. Wystarczyło, że nie zasypiałeś od razu po upojnej nocy, nie zostawiałeś śmierdzących skarpetek pod łóżkiem i stać cię było na zrobienie mi śniadania. Przy tym miałeś kasę, kasę, kasę. Cholerna egoistka ze mnie. Ale ty nie jesteś lepszy, wiesz? Zawiązałeś mi kokardę na czubku głowy i myślałeś, że, częstując kolejnymi pysznymi słodkościami, nie dopuścisz do tego, bym dorosła. Że zawsze będę twoją małą Poppy, przynoszącą ci gazetę i zaspokajającą seksualne rządze kiedy-tylko-masz-ochotę. Pablo, jesteś nikim. Najlepiej zajmij się przetrząsaniem lodówki w celu znalezienia przeterminowanego twarożku, a nie wiąż się w związki z małymi dziewczynkami, jak sam to ująłeś. Czy ja jestem małą dziewczynką? Bezczelny, stary dziad.

***

Spadłaś niczym gwiazda z nieba – nagle i niespodziewanie, nim zdążyłem wypowiedzieć życzenie. Wiesz, jakby ono brzmiało? Nie wiesz. Może to i lepiej?

Tęsknię za tobą, Poppy. Za twoimi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%