Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 8 min czytania

W APTECE

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Z serii MADE IN POLAND.

W APTECE

Wszedłem do apteki. Wiadomo po co. Nie, zboczuszki, nie po gumki. Ani po viagrę. Na nią byłem jeszcze za młody. I nie miałem najmniejszych problemów z tymi sprawami. Chociaż… Dobra, bo odbiegłem od tematu. Rzecz jasna wpadłem do apteki po to, aby chociaż w najmniejszym stopniu przysłużyć się do upadku Narodowego Funduszu Zabijania i skrócenia w przyszłym roku listy leków refundowanych. Miałem szczęście, bo w aptece, nie licząc aptekarki, była tylko jedna osoba. Jakiś facet po sześćdziesiątce, który na pewno co wieczór żarliwie się modlił, aby w najbliższych trzech latach rząd nie podniósł wieku emerytalnego. Ewentualnie był już na rencie, więc co wieczór żarliwie się modlił, aby Zakład Ubezpieczeń Społecznych dał radę i nie zbankrutował jeszcze chociaż przez najbliższe dwadzieścia lat. Wnosząc po jego zniszczonym prochowcu o wiele prawdopodobniejsza wydawała się być ta druga ewentualność. Jak wspomniałem myślałem, że miałem szczęście, bo aptekarka kończyła realizować receptę. A właściwie recepty, bo na jednej tych dwudziestu specyfików, które leżały przed rencistą nie upchnąłby żaden lekarz. Nawet piszący maczkiem. - To już wszystkie - oznajmiła aptekarka. - Nabijać na kasę? - Chwiiiiiileeeeeeczkę - oznajmił starszy mężczyzna strasznie przeciągając ten krótki wyraz niczym pewien żółw z bajki. Wyjął z zanadrza prochowca komórkę i wybrał jakiś numer. - Zooooosiu, pooooooosłuuuuchaaaaaaj. Ten Asdan kooooosztuje dwaaaaaadzieścia złooootyyych. To braaaaaać czy nieee? Rzecz jasna nie usłyszałem, co odpowiedziała mu Zosia, ale lek został odsunięty na bok. Do ręki został wzięty następny. - Spectron kooooosztuje sieeeeedemnaaaaaście złoooootyyych i pięćdzieeeeeesiąt groooooszy. To brać gooo czyyyy nieeee? Jaaaak móóóóówiiiiszzzzz? Ponownie nie usłyszałem odpowiedzi, ale lek dołączył do poprzednika. Rencista wziął do ręki następny. Należy nadmienić, że jego ruchy w pełni dorównywały szybkością mowie. Zaraz, przestraszyłem się. Chyba nie zamierzasz pytać żony, czy kim tam jest dla ciebie ta Zosia, o każde lekarstwo. - Zooooosiuuuuu…

Pół godziny i siedem nowych osób w kolejce później…

- … zaaaaaaraaaaaz zaaaaapyyytaaaam. - Rencista odjął na chwilę telefon od ucha i spojrzał na aptekarkę. - Jeeeeest jaaaaaakiś taaaaaańszy zaaaaaaaamienniiiik? Zapytana sprawdziła w komputerze. - Są dwa. Jeden kosztuje… W tym momencie zadzwoniła moja komórka. - Gdzie jesteś? - zapytała moja druga połówka. - W aptece. - Rodzisz ten Apap? - Spokojnie, kochanie. Zaraz u ciebie będę. - Mi tu głowa pęka, a ty szlajasz się Bóg wie gdzie. - Mówiłem już, skarbie. Jestem w aptece. - Tyle czasu? - Tylko pan przede mną zrealizuję recepty i już do ciebie pędzę. Gdyby na naszym zadupiu była druga apteka, albo żebym mógł kupić ten Apap lub coś w tym stylu gdzie indziej, wyraziłem w myśli pobożne życzenie. - Paaaaaanii móóóóówiii, że są dwaaaaa zaaaaamiennikiii…

Czterdzieści pięć minut i dodatkowe cztery zdenerwowane osoby w kolejce później…

- Tooo braaaaać gooooo czy nieeee braaaać? Ponownie odezwał się mój telefon. Anielski głos Adele zapowiedział wściekły wybranki mojego serca. - Gdzie ty, kurwa, jeszcze jesteś? - W aptece. - Nadal?! Jaja sobie ze mnie robisz? - Spokojnie, kochanie, naprawdę jestem jeszcze w aptece. Wiem, że bardzo cię boli, ale robię co mogę. - Widać niewiele możesz. Albo ci na mnie nie zależy. - Kotku, przecież wiesz, że wygadujesz w tej chwili bzdury. Jesteś jedyną osobą, na której mi zależy. Nie licząc mojej matki. I ojca. Siostry. Brata. No i psa. Będę u ciebie najszybciej jak to tylko możliwe. - Ja tak cierpię. - Wiem,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W APTECE — czytnik · opowiadania