Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 18 min czytania

W Ciemności Metra|Roz. I|Witamy W Metrze

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Z tego piekielnego dnia nie pamiętam zbyt wiele, rano wszystko było dobrze, poszedłem normalnie do szkoły, potem do Patryka, mojego najlepszego przyjaciela aż po dziś dzień. Mieliśmy iść do kina, ale najpierw wróciliśmy do mojego domu po bilety i trochę drobnych na przekąski. Wtedy to się zdarzyło pamiętam tylko że Kamil, mój tata przybiegł i kazał zejść do piwnicy. Nie wiedzieliśmy co się działo ale tata krzyczał że nie ma czasu. Potem było coś jak trzęsienie ziemi. Upadłem i uderzyłem się o głowę. Obudziłem się obok Patryka w namiocie.Według Patryka byłem nieprzytomny dwa dni. Nasz namiot był prawie pusty. W środku były dwie poduszki i duży stary koc.Dziwiłem się czemu jesteśmy w namiocie. Powoli wychyliłem się z namiotu, to co zobaczyłem odjęło mi mowę. Znajdowaliśmy się w metrze Warszawskim. Na stacji „Anin”. Patryk wyjaśnił mi że na centrum Polski spadła bomba nuklearna. Rażenie było tak duże że pochłonęło większość Ziemi. A jedynym schronieniem dla żywych było metro. Pomyśleć tylko że było to parę miesięcy temu.Mamy rok 2033 a życie tutaj pod ziemią jest całkiem innej. Rzadko teraz ufa się ludziom z obcej stacji, rodziny trzymają się razem za wszelką cenę. W razie ataku nawet dzieci wiedzą co zrobić żeby naładować broń i kogoś zabić. Straszne, ale prawdziwe. Przetrwanie tutaj byłoby nie możliwe gdyby nie wzajemna pomoc ludzi z jednej stacji. Niestety nasi rodzice umarli w metrze podczas ataku mutantów. Cały czas o nich myślę… tak bardzo mi ich brak. Mutanci brutalnie zamordowali nam rodziców, te przeklęte bestie nie znają granic. Przychodzą z tuneli czyz powierzchni, cholera wie. Mordują każdego prócz własnych. Zazwyczaj atakują w małych grupach po 5-6 osobników. Ale czasem….czasem atakują falami. Nie da się ich zliczyć wciąż ich przybywa a ludzi ubywa. Ostatnio taka fala była hmmm chyba rok temu. Zmierzenie tego byłoby niemożliwe gdyby nie zegary i kalendarze. Sprowadzone jeszcze w dniu wybuchu, nauczyliśmy się liczyć jaki jest dzień i kiedy wypada rok przystępny. Proste ale skuteczne. Na stacji mam dużo zadań. Ale ludzi nie brakuje, codziennie ktoś ma zmianę, raz pilnuje tuneli. Raz pracuje przy bramkach i pilnuje kto z czym i gdzie jedzie.

Wojtek jesteś w namiocie?! – Krzyczał Patryk podchodząc do namiotu.

Obróciłem głowę a notatnik szybko schowałem pod poduszkę. Nie chciałem mu powiedzieć że spisuje informacje z przed wybuchu i po. Nie wspominał o tym co było ani co będzie. A w szczególności nie wspominał o swoich i moich rodzicach. Jego rodzice zginęli gdy miał 12 lat. Mieszkał u wujka i cioci. Bez rodziców było nam ciężko ale wychował nas Piotrek nasz sąsiad z powierzchni. Tamtego dnia wyniósł nas z piwnicy, tylko dzięki niemu żyjemy. Sam mógł się ratować ale uratował jeszcze nas. Teraz to jest dla nas ojciec, no prawie, ale nas kocha jak synów.

Patryk stał pod namiotem i wydzierał się - Wojtek do cholery jasnej! Musisz się ogarnąć i wyjść, Michał przyszedł i jest ranny, WYCHODŹ!

- Dobra wyjdź i zaraz przyjdę.- Skłamałem tak naprawdę chciałem dalej pisać w notatniku .

– Nie, nie i będzie tak jak wtedy ja wyszedłem a ty spałeś. Poczekam sobie tu aż wyjdziesz - Nalegał Patryk –Wchodzę i wyciągnę cię siłą jeśli chcesz.

Patryk wchodził już do namiotu, brudny i zaspany. Miał na sobie bluzę i długie spodnie dżinsowe. Przełożony przez ramie automat, magazynki przy pasie, latarka i zapasowe baterie. Na plecach miał plecak i to wszystko.

Dobra już dobra ale ty się chociaż umyłeś? Bo jesteś brudny na twarzy. – Zaproponowałem

Patryk podszedł do lustra i staliśmy obok siebie na równi. Nie wyglądaliśmy na 20 latków. Ale w końcu mogłem porównać nas jak się zmieniliśmy od wybuchu. Patryk wyglądał na 180 cm. Blondyn o niebieskich oczach wysportowany, chudy . W porównaniu ze mną jest o wiele niższy. Moje szaroniebieskie oczy nie pasują zbytnio do szatynowych włosów. Byłem mniej wysportowany od Patryka ale ciągle ćwiczyłem i chciałem mu dorównać. Obaj się umyliśmy, ja ubrałem , spodnie znalezione przez Piotrka, trochę ciasne ale przynajmniej nie byłem nagi. Kurtka też niewiadomego pochodzenia. Była zniszczona i wyblakła. Najbardziej cieszyło mnie to, że miała na rękawie małą flagę Polski. Zawsze dbałem w niej tylko o tą flagę. Ubrałem wojskowe buty, nie były z naszego kraju to na pewno. Miały dziwne napisy ale nie obchodziło mnie to.Przełożyłem przez ramie automat, w bardzo dobrym stanie to on nie był. Zacinał się i miał małą celność ale na bliskiej odległości był świetny. Wziąłem plecak spakowałem notatnik i długopis, butelkę wody, kawałek mięsa, latarkę, kilka baterii i wyszedłem z namiotu. Spojrzałem na stacje, była mała ale przytulna. Ściany były zakurzone i nie było widać co się na nich znajdowało. Nasza stacja słynęła z dość taniego targu. Można było kupić wszystko tylko może nie najlepsze. Stacja miała po jednej stronie pole namiotowe. Można było ujrzeć małe, duże, ogromne szare lub kolorowe.Po drugiej tuż obok tuneli były ogniska. Na stacji było zimno, zawsze. Ludzie chodzą w kurtkach, bluzach lub wiatrówkach. W dzień ognisko to rzecz normalna. Na naszej stacji wiszą lampy duże i cenne. Bardzo o nie dbamy a zniszczenie grozi dużą karą. Oświetlały całą stację więc nie można było narzekać. Rozejrzałem się, ludzie powoli wychodzili z namiotów, większość jeszcze spała. Wstali tylko ci którzy mieli zmianę, chcieli dostać z targu wczorajsze towary taniej lub po prostu szybko wstawali. Na naszej stacji znajdował się wagon w prawie nienaruszonym stanie. Każdy kto przejeżdżał przez stację zatrzymywał się i podziwiał wagon. W środku mam cenne rzeczy z powierzchni. Każdy kto coś ma cennego posiada tam małą szafkę i każdy tam ceni czyjąś prywatność. Ja jej nie mam bo nie mam nic co warto tam schować. W oddali spostrzegłem Michała i Piotrka przy ognisku, Patryk przyśpieszył i zanim się obejrzałem już był przy Michale i rozmawiał z Piotrkiem. Przyśpieszyłem kroku. Gdy dobiegłem zobaczyłem że Michał ma rozcięte podbrzusze ale jakby go to nie obchodziło. Rozmawiał z Piotrkiem i opowiadał co zobaczył. Gdy całkiem podszedłem usłyszałem ich rozmowę. Była tam cała masa, nie wiedziałem co mam zrobić ale Rafał był opanowany. Odparliśmy jeden atak, a jeden z mutantów skoczył na mnie i zostałem ranny a Rafał został porwany przez te mutanty.-opowiadał Michał – Całe szczęście mutanty pobiegły głębiej a ja wróciłem o własnych nogach inaczej bym… O Wojtek jesteś! – Michał zauważył mnie po chwili.

Tak, cześć co się działo na trzechsetnym metrze? A ta rana to poważna jest?- Niepokoiłem się i zadawałem pełno pytań.- Na razie stacji nic nie zagraża? Bo to już czwarty taki atak w okolicach naszej stacji. Nie niepokoicie się o dobro stacji?

Oj tam Wojtek nie gadaj, nic na razie nam nie zagraża, każda fala zostaje eliminowana, no może prawie. -Piotrek odpowiedział z lekkim niedowierzaniem we własne słowa. Spojrzałem z niedowierzaniem to na Piotrka to na ranę Michała i wyjąkałem: - Jesteś pewien? Ja to bym się jednak martwił. – Palcem wskazałem na ogromną ranę Michała w okolicach podbrzusza. Piotrek nie spojrzał mi w oczy tylko przyłożył szmatkę do rany. Co i tak nie pomogło bo szmatką przybrała ciemno czerwony kolor. Usiadliśmy przy ognisku, wokół nas był tylko jakiś chłopiec z matką, i dwóch aktualnie stojących na straży mężczyzn. Pilnowali tuneli. Piotrek opatrywał ranę Michała, Patryk czytał książkę a Ja powoli głodniałem. Wyjąłem z plecaka mięso owinięte folią. Znalazłem w plecaku nóż przetarłem o nogę i nabiłem na mięso. Starałem się je jakoś upiec. Przez chwilę machałem mięsem jak idiota. Potem włożyłem głęboko w ogień i po paru sekundach wyjąłem. Mięso było zdatne do zjedzenia. Powoli je przeżuwałem, nie było najlepszej jakości. W sumie czego się spodziewać na naszej stacji i w ogóle pod ziemią. Wyjątkiem było mięso ze stacji Zagościniec. Ale rzadko do nas podjeżdżali a nasi straganiarze tam nie jeździli bo „za daleko i niebezpiecznie”. Popiłem wodą. Folie wrzuciłem w ogień a butelkę włożyłem do plecaka. Zacząłem po nim grzebać i znalazłem aż 23 „kulki”! „Kulki” czyli świetnie wyprofilowane, idealne w każdej broni. Zabójcze i cenne naboje wojskowe. W większości stacji używana jako waluta, w tym u nas. A w kilku to zwykła amunicja. Głównie na biednych stacjach gdzie ludzie się wymieniali albo oddawali za darmo. U nas ceny były przystępne. Mieliśmy blisko do wszystkich większych stacji na których można było zakupić towary lepsze niż na naszej. Towary z dalszych stacji sprzedawano u nas po cenach które odbierają dech w piersiach. Ceny wahają się w granicach kilkuset kulek za coś. Dalej znalazłem trzy magazynki do broni. Książkę pt. „Przygody Krasnoluda I Olbrzyma”. W metrze bardzo ceni się książki. Są cennymi „zabytkami” po normalnym życiu. Dbamy o nie jak o nie jedną broń. Mamy również duży zbiór w którym można wybrać książkę i za parę kulek kupić na stałe. A za jedną kulkę wypożyczyć aż do przeczytania. Dalej, sznurek i i to wszystko prócz rzeczy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%