Romans · 6 min czytania
W Cieniu Lata ( cześć 1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tak właśnie, zaczęła się nasza opowieść. Spotkanie w pracy. Tak prosto i zwyczajnie jak fakt, że po nocy przychodzi dzień.Piotrek bo tak miał na imię, zaczął pracować u mojego pracodawcy, jako malarz. Widywałam go codziennie. Nigdy nie zapomnę, jak pewnego dnia zaniosłam mu szklankę mleka-tak po prostu. Podeszłam i powiedziałam: -Piotrek pokaż mi swoje oczy? Spojrzał na mnie zdziwiony. Tak były zaczerwienione, jeszcze godzinka i odpłynie, wdychając opary tej farby.-Pomyślałam. Wyciągnęłam rękę i podałam mu szklankę z mlekiem. -Wypij to-powiedziałam troszkę rozkazująco, wiedziałam, ze musi to wypić i ze to najlepsze lekarstwo, na podtrucie olejną farbą. Był zdziwiony, ale wypił. Dziękuje Ci-powiedział z uśmiechem. Spojrzał w moje oczy. Uciekłam wzrokiem, pesząc się. Chyba mocniej wtedy zaświeciło słońce? Odeszłam do swojej pracy. Podobał się mi -tak przyznaje. Ale jakoś nie mogłam uwierzyć...Że mogłabym....Że mógłby...Że moglibyśmy...Że..... Nie nawet nie śmiałam o tym marzyć. Nie... Innego dnia podeszłam i zapytałam go, czy nie znajdzie się w jego firmie jakaś praca dla mojego chłopaka? Odpowiedział, że przyda mu się ktoś jeszcze. Od tego dnia zaczęła się ich przyjaźń, a ja zaczęłam spotykać go nie tylko w pracy, ale również w moim domu. Gdybym wiedziała jak to wtedy się potoczy, nigdy bym go nie zapytała. -----------------------------------------------------
Był lipiec, ciepły i słoneczny. Piotr codziennie przychodził do naszego domu. Mojego i Johna, z którym mieszkałam już od kilku lat. Planowaliśmy ślub w niedalekiej przyszłości. Teraz chłopcy pracowali razem. Często siadaliśmy w trójkę, w naszej małej i przytulnej kuchni i rozmawialiśmy o wszystkim. Śmialiśmy się wtedy i życie wydawało się być cudowne. Piotr opowiadał z nieukrywanym żalem,że nie może porozumieć się z żoną.Z Izą był już 7 lat i mieli 7 letniego synka, Piotrusia.Ja i John próbowaliśmy wspólnie, jakoś go pocieszyć i coś doradzić. Dziś myślę, że nie powinniśmy zupełnie się w to wtrącać. Któregoś dnia zobaczył u nas w domu gitarę. Leżała sobie w koncie samotnie, zbierając tylko kurz. Nie grałam na niej od kilku lat. -Mogę? -Zapytał i wziął ją do rąk. Nie była nawet nastrojona i brakowało jednej struny. Oglądał ją uważnie. -Grasz? -Zapytałam -Kiedyś grałem.-A ty? -Ja też kiedyś. Ale to było dawno i już nieprawda...-Zaśmiałam się I nagle powiedział: -Choć pójdziemy do sklepu, kupimy struny i pogramy wieczorem. -Teraz? -Zdziwiłam się -Teraz,no chyba, że John boji się ciebie ze mną puścić? John możemy iść razem? -Zapytał patrząc na niego. - Czemu? Nie mam nic przeciwko temu. Ja poczekam na was, bo w ogóle nie znam się na gitarach i na pewno bym wam w wyborze strun nie pomógł-odpowiedział. Ubrałam się i wyszliśmy. Po zakupie odpowiednich strun w sklepie muzycznym Piotr zaproponował, żebyśmy wstąpili gdzieś i napili się czegoś. Czemu nie- pomyślałam- to mój wolny dzień. Usiedliśmy w…