Romans · 11 min czytania
W Cieniu Lata(część 5)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tej miłości towarzyszyła wielka namiętność powiązana z nieopisanym bólem. Wielka radość i potężny smutek. Jednak trwała nadal.Liście za oknem powoli żółkły, nadchodziła jesień. Szczęście? Co to właściwie jest? Dla innych to piękny dom z ogródkiem i dobry drogi samochód. Dla drugich to wiecznie wyciągnięta dłoń i możliwość obudzenia się przy ukochanym rano. Przy Piotrku czułam się tak, jak nie czułam się, przy żadnym innym mężczyźnie. Mogłam spać na gołych deskach, byle z nim. Miłości kupić nie można. Albo ona jest, albo jej nie ma. Ale kiedy jest, nie patrzy na nic. Nic nie jest od niej ważniejsze. Miłość to też odpowiedzialność. Ja chciałam już być odpowiedzialna za tą miłość, nie mogłam jej już dłużej ukrywać. Nie potrafiłam okłamywać Johna, bo to było niesprawiedliwe , wstrętne i podłe. Nie umiałam dłużej z tym żyć i wyjawiłam to pewnego dnia Piotrowi. - Jeśli ty powiesz Johnowi, ja powiem Izie-powiedział stanowczo. A więc klamka zapadła-pomyślałam. Chociaż jeszcze nie wiedziałam jak i kiedy to powiem Johnowi. Wiedziałam tylko, że już muszę. Dłużej po prostu nie mogę tego przed nim ukrywać. Los chciał żeby stało się to, szybciej niż przypuszczałam.
Na drugi dzień John wrócił do domu i powiedział mi, że mają z Piotrem do pomalowania sklep na Krupówkach. Żeby to zrobić szybko jak klient chce, będą pracować w nocy. Chciałam im pomóc, żeby jak najszybciej mogli skączyć. John nie chciał tego, mówił żebym została w domu. Kiedy jednak poszli nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Coś mnie ciągnęło do nich. Tego dnia byłam jak granat z odbezpieczoną zawleczką. Może czułam ze to ten dzień? Dzień, kiedy uwolnię się od tego ciężaru i wszystko się wyjaśni? Szybko się ubrałam i poszłam do nich. Pomagałam im w malowaniu. Kiedy praca dobiegła do końca, Piotr szybko się przebrał i wyszedł czekając na nas przed sklepem. John i ja jeszcze się przebieraliśmy. W końcu do niego podeszłam i patrząc mu w oczy powiedziałam.
- John, musze ci coś powiedzieć – zaczęłam. - Chyba wiem, co chcesz mi powiedzieć,…ale mów, słucham- powiedział spokojnie na mnie patrząc. - Nie mogę już dłużej cię okłamywać, zakochałam się,…wiesz, w kim. - Pewnie się zdziwisz, ale wiem. W Piotrku, tak? -.Zapytał. Popatrzyłam na niego i tylko kiwnęłam głową. - Czułem to cały czas, tylko jakoś nie chciałem w to uwierzyć. - Przepraszam…- powiedziałam cicho, chociaż wiedziałam, że to już nic nie da. Zraniłam go. - Idź do niego, bo czeka na ciebie- powiedział stanowczo. Spodziewałam się innej reakcji Johna. .Ale chociaż starał się nad sobą panować, nie sposób było nie widzieć jak bardzo to nim wstrząsnęło. Wyszłam przed sklep, gdzie stał Piotr i palił papierosa. Podeszłam do niego i powiedziałam. - Piotrek John już wie. Powiedziałam mu… Piotr zbladł, a papieros, który trzymał w ręce po prostu wypadł mu z ręki. - I co ci powiedział?- Zapytał. - Właściwie nic…-odpowiedziałam. Łzy same zaczęły napływać mi do oczu, chociaż starałam się ich uniknąć. Czułam jak całe to napięcie, które czułam przez cały dzień ze mnie uszło. Piotra dłoń była wtedy jedynym moim schronieniem. Dlatego uchwyciłam się jej jak tonący brzytwy. Chciałam wierzyć, że ochroni mnie przed całym złem tego świata. John właśnie w tej chwili wyszedł ze sklepu. Popatrzył na nas i powiedział do Piotra. - Tego chciałeś? No to masz. Tylko pamiętaj, jeśli ją zranisz znajdę cię wszędzie…a teraz róbcie co chcecie.-Spojrzał na mnie i odszedł. A my mimo wszystko poszliśmy za Johnem. Piotr cały czas trzymał mnie za rękę, chyba chciał mnie pocieszyć. - Stało się- powiedział w pewnej chwili. - Teraz ja powiem Izie.-Dodał. A ja nagle pomyślałam, że to koniec wszystkiego i ze go stracę na zawsze. Nie wiem skąd naszła mnie taka myśl, a może to było jakieś moje przeczucie? Ale nie powiedziałam o tym Piotrkowi. Doszliśmy do ulicy, przy której stał nasz dom. Mój i Johna. I wtedy uświadomiłam sobie, że tak nie mogę już myśleć. To już przecież nie jest mój dom. Przekreśliłam to wszystko i zniszczyłam. Nie należę już do świata, w którym jest John. Zobaczyłam, że on siedzi na ławce przed domem. - Co on robi? – Pomyślałam.- Dlaczego tu siedzi? Może nie chce już wracać do pustego domu? A może próbuje sobie to wszystko jakoś poukładać?. Kiedy podeszliśmy do niego Zapytał. - I co dalej myślicie z tym robić? Powiedzieć Izie? Podejrzewam, że z nią nie pójdzie wam tak łatwo jak ze mną. Czy wy w ogóle wiecie, co robicie?- Powiedział z pogardą. Nie potrafiliśmy odpowiedzieć na jego pytania. Tej nocy zasnęłam w jednym łóżku z Piotrem, przytulona do niego. Tym razem role się odwróciły, bo to John spał na drugim łóżku. Nie przypuszczałam nawet, co przyniesie mi nowy dzień i że stoję nad przepaścią, w którą niebawem wpadnę.
Następnego dnia rano, kiedy otworzyłam oczy, okazało się, że jestem sama w domu. Kiedy dotarło do mnie co się wczoraj stało wczoraj, przeraziłam się. Wstałam i zaczęłam się szybko ubierać. Chciałam wyjść z tego domu, do którego już przecież nie należałam i pobiec do Piotra. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł, John. Popatrzył na mnie, a ja czułam, że nie zniosę tego jego spojrzenia. Wiedziałam, że go zraniłam, ale nie chciałam już o tym mówić. - Asia gdzie idziesz?- Zapytał z troską. - Do niego…przecież wiesz.-Odpowiedziałam. - Proszę cię nie idź tam.-Powiedział. Spojrzałam na niego zdziwiona.…