Przygoda · 18 min czytania
W cieniu płaczącej wierzby
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy sięgniesz pamięcią wstecz, widzisz, jak wiele z naszego życia zmarnowaliśmy w samotności. Każdemu potrzebni są przyjaciele. Van Gogh
Rozdział 1
Wakacje tego roku rozpoczęły się wspaniale. W całej Polsce, od morza po góry, prażyło złociste słońce, które swymi radosnymi promykami docierało nawet do najsmutniejszych ludzkich serc. Napawało nadzieją i dostarczało brakującego optymizmu… Tymczasem dzieci, młodzież jak i dorośli wyjeżdżali na letni odpoczynek. Między innymi Daniel Chojniacki, wysoki, ciemnowłosy szesnastolatek, wyjechał na wakacje do ciotki mieszkającej we wsi Skowronkowo, nad Jeziorem Błękitnym. Teraz chłopiec siedzi w przedziale pociągu jadącego do Tunina, skąd ma go odebrać wujek. Dojeżdżając do stacji zauważył zbliżającą się z przeciwka furmankę, a w niej wujka Andrzeja, wytrwale trzymającego cugle. Był to mężczyzna w podeszłym wieku, z bujną siwą brodą i śnieżnobiałymi, krzaczastymi brwiami, a także z szerokim uśmiechem na twarzy, który sprawiał, że ów mężczyzna wydawał się młodszy, niż był w rzeczywistości. Droga, którą jechał, była dość wyboista, usłana licznymi kamieniami i kałużami błota, w których niespodziewanie można było ugrząźć. Nic więc dziwnego, że woźnica tak mocno zaciskał dłonie na wodzach. Gdy tylko pociąg zatrzymał się, wysiadło z niego zaledwie parę osób, a wśród nich Daniel. Szybkim krokiem podszedł do drewnianej furmanki, pomalowanej mahoniowym lakierem, zaprzężonej w dwa białe kuce. Przywitał się z wujkiem, podając mu dłoń, po czym ruszyli w drogę. Gdy minęli ostatnie zabudowania dworca kolejowego, przed chłopcem rozciągnął się cudowny widok. Wydawał mu się piękniejszy niż zwykle, gdyż jego oczy przywykły patrzeć na szare ulice, zatłoczone samochodami, wydzielającymi szkodliwe spaliny. Poza tym, mieszkając w mieście, rzadko miał okazję podziwiać łono natury, nienaruszone przez człowieka. Kwitnące dookoła krzewy akacji, ich urzekająca woń, zdająca się przywoływać każdego, kto tylko się o nią otarł, rozłożyste wierzby płaczące, które wywierały duże wrażenie na obserwatorze… Do tego wielobarwne pola i łąki, oraz wzgórza, połyskujące soczystą zielenią w świetle słońca… Daniel był zachwycony otoczeniem i wsłuchując się w wesoły świergot ptaków zaczął planować sobie kilka najbliższych dni. W pewnym momencie powóz wybił się w górę przeraźliwie, gdyż jedno z przednich kół najechało na niewielki odłamek skalny. Chłopiec ocknął się z rozmyślań. - Wujku, jak długo jeszcze będziemy jechać? – zapytał, bacznie przyglądając się, jak Andrzej zręcznie unika różnych dziur i kamieni, nie chcąc powtórzyć poprzedniej nieostrożności – Niezły z wujka kierowca – zażartował. - Tak, tak, ale raczej woźnica, bo furmanka to nie samochód, choć pełni podobną funkcję. - A więc jak długo jeszcze potrwa ta podróż? - A może ja cię o coś pierwszy zapytam? Zawsze jesteś taki niecierpliwy? - Nie zawsze, ale w tej chwili akurat doskwiera mi nadmiar ciekawości – odpowiedział. - No, więc – mówiąc spojrzał na zegarek – jeszcze jakieś piętnaście minut. Daniel znów się zamyślił. Przypomniały mu się wakacje sprzed czterech lat, które spędził w Skowronkowie w towarzystwie dwóch rówieśników, mieszkających tam niezależnie od pory roku. Zapragnął powtórzyć przygodę tamtego lata. Uśmiechnął się sam do siebie, przypominając sobie piegowatą twarz Szarego i rude włosy Pcheły. - Co słychać u Szarego i Pcheły? – zapytał niespodziewanie. Andrzej spojrzał zdziwionym wzrokiem na siostrzeńca. Przyglądał mu się przez chwilę, po czym skierował swój wzrok przed siebie i odpowiedział poważnym głosem: - Chłopcy wyjechali dwa lata temu. Myślałem, że wiesz… - Jak to wyjechali?! – krzyknął zaskoczony i jednocześnie rozczarowany chłopiec – Dlaczego?! Gdzie?! - Pan Rogalski otrzymał korzystną ofertę pracy w Jagodowie, w mieście oddalonym od Skowronkowa o sto czterdzieści pięć kilometrów. Najlepszym rozwiązaniem był wyjazd… Sam rozumiesz… Ale nie martw się, na pewno zawrzesz nowe znajomości…
Ale Daniel nie słuchał już. Łzy napłynęły mu do błękitnych oczu, choć ani jedna kropla nie spłynęła po policzku. Powstrzymał się, choć tłumił w sobie złość i rozczarowanie. Uzmysłowił sobie, że będzie musiał spędzić dwa upragnione miesiące u boku wujostwa, co nie wróżyło niczego przyjemnego. W końcu nikt i nic nie zdoła zastąpić kolegów… Przez resztę drogi, Daniel jechał w milczeniu, pół zamyślony, pół obrażony. Był przekonany, że te wakacje wejdą na jego czarną listę wspomnień. Nie potrafił sobie wyobrazić samotnych kąpieli w jeziorze, ani pojedynczych spacerów po polach i łąkach. Tak bardzo zapragnął wrócić do domu… Wreszcie dojechali do Skowronkowa, gdzie Daniel miał spędzić okrągłe dwa miesiące. Jak się okazało, dom wujostwa znajdował się na skraju wsi. Był to kremowy, dwupiętrowy budynek w kształcie prostopadłościanu, z brunatnym spadzistym dachem i werandą we frontowej części zabudowania. Do „centrum” Skowronkowa było około pół kilometra, jednak nie można było ujrzeć nawet najbliższego domu, gdyż widok zasłaniały ogromne dęby, kasztanowce oraz rozłożyste wierzby, które stanowiły najistotniejszy element przyrody otaczającej dom. Ciocia Maryla bardzo ciepło i radośnie przywitała swojego siostrzeńca, częstując go gorącą herbatą i maślanymi herbatnikami. Nie zabrakło również specjalnie upieczonego na tę okazję placka drożdżowego, jednak pomimo cudownego zapachu i smakowitego wyglądu ciasta, Daniel nie miał ochoty na słodkości i gdy tylko nadarzyła się okazja, udał się do swojego pokoju pod pretekstem zmęczenia. Tak naprawdę chciał przemyśleć swoją sytuację, która w jego oczach wydawała się bardzo marna. Nie mógł znaleźć sposobu, który pozwoliłby z niej wybrnąć. Przerażało go również to, że nigdy więcej nie zobaczy Pcheły i Szarego i będzie musiał samotnie poznawać kolejne tajemnicze zakątki Skowronkowa. Najlepszym rozwiązaniem byłby powrót do domu, ale i tam spędzałby całe dnie samotnie. Rodzice od rana do wieczora byli w pracy, a koledzy na letnich koloniach i obozach… „W takim wypadku, lepiej wdychać świeże powietrze niż niezdrowe spaliny” - pomyślał, leżąc na łóżku z rękoma zaplecionymi za głową. W tym samym momencie do jego uszu dotarły skrawki czyjejś rozmowy prowadzonej na korytarzu. Daniel wstał, podszedł do drzwi i przyłożył ucho do zimnego drewna. - …Dziękuję…Tak…Na pewno… - mówiła jakaś kobieta. - Tak…Jutro, kwadrans po ósmej… - chłopiec rozpoznał głos cioci Maryli. - Jeszcze raz dziękuję…z pewnością… - znów dało się usłyszeć głos obcej kobiety Daniel przysłuchiwał się jeszcze przez chwilę, ale rozmowa przemieniła się w szept i niewiele mógł z niej zrozumieć. Jakiś czas jeszcze, za drzwiami dały się słyszeć tajemnicze szmery i trzaski, które w końcu ucichły i przemieniły się w śmiertelną ciszę. Zdziwiony i jednocześnie zaciekawiony tym wydarzeniem położył się do łóżka, po czym szybko zasnął. Następnego dnia, Daniel wstał wypoczęty i z dużym zapasem energii na cały dzień. Ciekawość związana z nocnym wydarzeniem sprawiła, że chłopiec w zaskakującym tempie ubrał świeże i czyste ubranie, podkoszulkę i szerokie spodnie, i zbiegł po schodach na parter, gdzie mieściła się jadalnia. Usiadł przy stole, na którym znajdowało się sześć nakryć i wytężył słuch w oczekiwaniu na echo kroków cioci Maryli, która lada moment powinna zjawić się ze śniadaniem. Po kilku sekundach do jadalni weszła starsza kobieta, z włosami spiętymi w kok, zafarbowanymi na srebrzysty blond. Na nosie miała okulary w złocistej oprawie, które sprawiały, że wzrok Maryli zdawał się być bardzo przenikliwy, przed którym nic by nie mogło ujść uwadze. Ubrana była w letnią sukienkę w kwiatki, które idealnie oddawały nastrój Maryli, która cieszyła się z każdego nowego dnia, ze wschodu słońca i nadchodzącej wiosny. Potrafiła docenić każdą chwilę i wszelkie piękno… - Dzień dobry ciociu! – zawołał na przywitanie Daniel uśmiechając się do nieco zaskoczonej Maryli. - Dzień dobry! Tak wcześnie wstałeś? Właśnie zamierzałam cię obudzić, ale jak widzę oszczędziłeś mi spaceru na drugie piętro. Jak ci się spało? – zapytała, kładąc szklany dzbanek z herbatą na stole. - Całkiem dobrze, choć w środku nocy był duży ruch na piętrze, jakby ktoś przyjechał – wywnioskował Daniel. - Masz rację. Przyjechał pan Staszek oraz Lucynka z Nadią. Co roku tu spędzają wakacje. Pewnie pana Kropnickiego i Lucynki nie pamiętasz, a Nadii nie możesz znać, gdyż pierwszy raz była tu w zeszłe lato… - Ciociu, mogę cię o coś spytać? – przerwał Maryli Daniel. - Ależ oczywiście – odparła zdumiona niespodziewanym pytaniem chłopca – Odpowiem na każde twoje pytanie. - A więc powiedz…