Przygoda · 14 min czytania
W cieniu płaczącej wierzby
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 2
Następny dzień w zupełności dorównywał swojemu poprzednikowi. Rozpalone słońce znów lśniło na tle lazurowego nieba, na którym nawet najbystrzejsze oko nie mogło dopatrzyć się jakiegokolwiek obłoczka. Patrząc w górę odczuwało się enigmatyczny spokój, jednocześnie serce chciało się śmiać, a nogi podrywały się do skoku. Człowiek czuł się lekko i zwiewnie, jakby unosił się nad ziemią. Jednak błękitne niebo nadal było zbyt daleko, by móc je dosięgnąć. Tymczasem bliżej ziemi panowało krzykliwe zamieszanie. W ogrodzie za domem, pełnym drzew i kwiatów, świergotały wesoło tuziny różnorodnych ptaków. To one właśnie wyrwały o tak wczesnej porze Daniela z łóżka. Mimo tak rychłej pobudki wstał wypoczęty i z niebywałą wesołością. Zastanawiał się przez chwilę, skąd narodził się w nim taki entuzjazm i optymizm, ale doszedł do wniosku, że szkoda by było marnować tak cudowny poranek na bezsensowne dociekanie. Postanowił szybko ubrać się w jakieś luźne ciuchy i udać się choćby na krótki spacer po malowniczej okolicy. Wychodząc z pokoju, zamknął delikatnie drzwi, nie chcąc nikogo obudzić. Jednak było to zbyteczne, gdyż na końcu korytarza, przy niewielkim oknie, stała oparta o ścianę Nadia. Miała na sobie jeszcze piżamę, a jej włosy były nie rozczesane i rozrzucone na plecach. Mimo to mieniły się w blasku słońca, przedzierającego się przez odsłonięty skrawek okna. Daniel powoli zbliżył się do dziewczyny, trochę zaskoczony jej widokiem o tak wczesnej porze. - Jeśli się skradasz, to dość głośno – zagadnęła niespodziewanie Nadia, nie odwracając się. Odkąd tylko usłyszała ledwo dosłyszalne skrzypnięcie drzwi drżała na całym ciele. Znów opanował ją nieznajomy lęk i poczuła na sobie badawczy wzrok. Kolejny raz nie potrafiła znaleźć wytłumaczenia swojej reakcji. Tym bardziej była zdziwiona, że w ogóle się odezwała, bo wcale nie miała takiego zamiaru. „Nadia! Zbierz się w garść!” – powtarzała sobie w myślach i ku wielkiemu zaskoczeniu, pomogło. Odetchnęła z ulgą i spojrzała w kierunku zbliżającego się Daniela. Miał na sobie niebieską podkoszulkę z firmowym logo na prawym rękawku oraz czarne szerokie spodnie z wycieniowanymi nogawkami, bardzo modne w ówczesnym sezonie. Wyglądał całkiem normalnie, tylko dziwnie się uśmiechał… - Cześć Nadia – zawołał po cichu, jakby nie dosłyszał wcześniejszej uwagi dziewczyny, która w śnieżnobiałej koszuli nocnej i rozpuszczonych włosach wyglądała jak anioł. „Tylko jej skrzydeł i aureoli brak!” – zaśmiał się w duchu. – Co tu robisz o tak wczesnej porze? – zapytał, starając się zachować powagę, chowając radość do najgłębszej kieszeni w sercu. - O to samo mogłabym zapytać ciebie – odparła, kierując wzrok z powrotem na widok za oknem. Przyrzekła sobie poprzedniego dnia w ogrodzie, że nigdy więcej nie powtórzy się podobna sytuacja, więc kategorycznie zapanowała nad swoimi emocjami i nie dopuszczała do siebie myśli o Danielu, które mogłyby ponownie wprawić ją w ten tajemniczy stan. - Ja wstałem wcześniej, by wybrać się na spacer jeszcze przed śniadaniem. Teraz twoja kolej. - Ja chciałam popatrzeć przez okno. Z mojego pokoju nie rozciąga się tak piękny widok. - A nie byłoby piękniej należeć do tego cudownego obrazu, który podziwiasz przez szybę? – zapytał z nadzieją, że Nadia zgodzi się na wspólny spacer. - Może i masz rację, ale patrząc przez okno zdaje mi się, że patrzę na coś nieosiągalnego, przez co wydaje się to być piękniejsze, niż jest w rzeczywistości. Tak samo jest z marzeniami – mówiła bardzo poważnym tonem – im są one trudniej osiągalne tym przyjemniej się o nich myśli. - A co jest twoim marzeniem? – niespodziewanie wypalił Daniel. - Nie twoja sprawa. Swoich marzeń nie powinno się ujawniać, bo mogą się nie spełnić. - No dobra. Skoro nie chcesz iść ze mną na spacer to nie… - Nawet nie spytałeś, czy chciałabym z tobą pójść – stwierdziła nieco ironicznym tonem Nadia. - A chciałabyś iść? – zapytał dla formalności, bo odpowiedź znał. Łatwo mógł ją wywnioskować z rozmowy, w której dało się poczuć niezłą dawkę ironii. Nadia nie odpowiedziała. Odwróciła się na pięcie i wróciła do swojego pokoju. Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie Danielowi i zatrzasnęła za sobą drzwi. On tymczasem spojrzał na widok za oknem. Był naprawdę cudowny. Tyle zieleni nie widział od bardzo dawna. W mieście można liczyć tylko na skąpe parki, jeśli chce się odpocząć wśród pachnących drzew i świergotu ptaków. Chłopiec nie zastanawiał się dłużej. Zbiegł po schodach na dół i mijając opustoszały salon wybiegł na podwórze. Biegł przed siebie najszybciej jak potrafił. W parę sekund opuścił teren należący do posiadłości wujostwa i wbiegł w wysokie trawy. Choć nie było tu ścieżki, pamiętał tę drogę bardzo dokładnie. Przemierzał ją każdego dnia, gdy spędzał u wujostwa wakacje. Tylko, że wtedy towarzyszyli mu dwaj rówieśnicy, Szary i Pcheła. Na samo wspomnienie przyjaciół, Daniel posmutniał. Bardzo brakowało mu towarzystwa. Z wujkiem można co prawda pogadać jak z dobrym kumplem, ale i tak nie można powiedzieć mu wszystkiego. Cioci tym bardziej. A Nadia? „Jest dziewczyną! – wykrzyknął w myślach – a dziewczynom nic się nie mówi, bo mają długie języki! Ale czy wszystkie takie są? – rozważał nieustannie biegnąc – Może Nadia jest inna…? Tylko dlaczego miałaby być inna niż wszystkie inne moje koleżanki ze szkoły i podwórka?” Daniel sposępniał. W gruncie rzeczy to chciałby, by Nadia była przeciwieństwem jego koleżanek, ale nie chciał wierzyć w to, że mogłaby być inna, by później nie ulec rozczarowaniu. Po co dokładać sobie nowych zmartwień? Na ukwieconej łące, którą biegł Daniel, zaczęły pojawiać się z rzadka pojedyncze drzewa. Z każdym krokiem chłopca pojawiało się ich coraz więcej. W końcu Daniel stanął u progu świetlistego lasu, na środku dość szerokiej ścieżki, która obiegała las dookoła. W tym miejscu, w którym stał szesnastolatek, ścieżka skręcała w głąb lasu. Chłopiec wziął głęboki wdech i z rozpędem wkroczył w czeluści zielonego, świeżo pachnącego lasu. Biegł co tchu opustoszałą ścieżką, ciesząc się niezmiernie. Czuł się jak ptak. Wolny! Nikt i nic nie mogło mu teraz przeszkodzić w zażywaniu nieograniczonej wolności, za którą tęskni praktycznie każdy człowiek. Z daleka dostrzegł przeciwległy koniec lasu i barwną od kwiatów polanę, która pięła się po niewielkim wzgórzu. Za tym niedużym pagórkiem czekały na Daniela kolejne wspomnienia - przeszłość zaklęta w jasnoniebieskiej otchłani Jeziora Błękitnego. Jezioro zawdzięczało swą nazwę lazurowemu niebu, które odbijało się w lustrze jeziora nadając mu błękitny kolor. To właśnie nad tą wodą spędzał wszystkie wolne chwile w towarzystwie Pcheły i Szarego, tu nauczył się pływać, radzić w trudnych sytuacjach. To tu zawsze przychodził, gdy chciał wyrzucić z siebie swój