Romans · 9 min czytania
''W co ja się wpakowałam ? '' cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
''Choć była noc leżałam na łóżku, trzymając w jednej dłoni kieliszek z czerwonym winem, i niczym zaczarowana patrzyłam w sufit. Przez chwilę wydawało mi się, że leżałam na jakiejś łące i wpatrywałam się w gwiaździste niebo, licząc na to, iż zdołam w końcu zobaczyć wielki wóz. W tle leciała piosenka, która choć miała smutne słowa była jedną z moich ulubionych. Gdy tylko słyszałam ''Żałuję'' Eweliny Flinty nuciłam sobie pod nosem tą melodię. Z zamyślenia wyrwał mnie sygnał ''otrzymałeś wiadomość'', który wydobył się z mojego laptopa. Jak miło, że nieznajomi i całkiem obcy mi ludzie życzyli mi szczęścia na nowej drodze życia. Może to głupie, ale właśnie tamtego wieczoru weszłam na jedno z internetowych forum na temat małżeństwa i podzieliłam się z innymi moimi radościami. Skądże, nie byłam jeszcze mężatką, ale akurat nazajutrz miałam wyjść z mąż za najbardziej urodziwego, najwspanialszego faceta, o jakim mogłabym zamarzyć. A co robiłam tamtego wieczoru przy komputerze zamiast zajmować się ostatnimi przygotowaniami do ślubu ? Otóż mój przyszły małżonek szykował dla mnie niespodziankę i prosił bym tego ostatniego dnia, kiedy jeszcze jestem wolna jeśli chodzi o stan cywilny miała trochę czasu dla siebie. Byłam już wyszykowana; moje ciało ozdabiała aksamitna, czarna sukienka, wiązana z tyłu na kokardkę, włosy ułożone były w niesforny nieład, który był w tamtym sezonie bardzo modną fryzurą. Brakowało mi tylko butów. Oczywiście, marzyłam wtedy o butach od najlepszych projektantów, ale doszłam do wniosku, że nawet najdroższe buty nie dadzą kobiecie szczęścia, jeżeli nie zazna ciepła prawdziwego mężczyzny. Moje przyjaciółki, Sara i Weronika miały zjawić się z nową parą moich czarnych szpilek, które kilka dni wcześniej zaniosłam z reklamacją do sklepu, iż złamałam w nich obcas. To były skutki chwalenia się przed koleżankami z pracy nową zdobyczą za, hmmmm, 300 złotych. Byłam tak nimi podekscytowana, ze nawet nie pomyślałam o tym ,że mogę mieć dużo zleceń i będę musiała biegać w kółko, by odbierać wciąż nową korespondencję. I trach ! Obcas niewiadomo w którym momencie i jak szlag trafił. Odpisałam na wiadomość od kobiety o nicku Smutna_23 i podziękowałam bardzo za życzenia, które mi złożyła. Z czystej ciekawości zapytałam co się stało i dlaczego ukrywa się pod taką negatywną nazwą. Odpowiedziała, że nie chciałaby o tym mówić, ale skoro byłam tak miła i zapytałam to odpisuje, iż właśnie dowiedziała się, że ma raka, i że człowiek, w którym widziała nie tylko przyjaciela, zdradził ją na własnych oczach. Zrobiło mi się przykro. Zaczęłam się dość długo zastanawiać nad losem innych osób. Dlaczego tak w życiu jest, że jedni wciąż mają szczęście, a inni muszą przezwyciężać tyle trudnośći ? Z kolejnego zamyslenia obudził mnie dzwonek do drzwi. Ech, to pewnie dziewczyny z butami, pomyślałam. To musiały być one, ponieważ tylko te dwie umieją tak nachalnie dzwonić do kogoś nie tylko, gdy stoją pod drzwiami. - Już wam otwieram - krzyknęłam, ledwo unosząc się z łożka. Przyznam, całkiem wygodnie mi się leżało na tamtej pościeli w motyle, którą razem z Markiem wybraliśmy, by umilić sobie sen we dwoje. - Przestańcie już dzwonić. - Ech, nareszcie - odparła zdyszana Weronika, od razu opadając na moją ulubioną, fioletową sofę. Twarz miała naprawdę zmęczoną. - Nie masz pojęcia ile ludzi dziś przyszło na zakupy. Kolejka była aż po samą rotundę. Roześmiałam się i spytałam, czy nie chciałby się czasem napić czegoś mocniejszego. Obie zdecydowanym głosem powiedziały ''poproszę''. - Hm, prosiłam was o jedną parę butów, nie o trzy - znowu się roześmiałam i spojrzałam uważnie na przyjaciółki, które z prawdziwym zmęczeniem popijały wino, od czasu do czasu mówiąc przy łyknięciu ''mmmm, dobre'' albo ''mmmm, fantastyczne''. - Och, nie dobijaj mnie, Anka, ok ? Razem z Weronika mamy być Twoimi druchnami, zapomniałaś ? Uświadomiłam sobie, że rzeczywiście tak było, więc przytaknęłam, oglądając buty z każdej strony. Trochę mnie zdziwiło, że wybrały czarne obuwie do fioletowych sukien, które moim zdanie nadawały mój własny styl ceremonii. Ale nie miałam już zamiaru narzekać. Spojrzałam na zegarek i odskoczyłam jak oparzona. Było po dziewiątej, a ja właśnie o dziewiątej umówiłam się z Markiem w samym centrum Warszawy. Złapałam szybko za telefon i zaczęłam zamawiać taksówkę. - Za 10 minut będę, proszę pani - usłyszała głos w słuchawce. Był to głos mężczyzny w średnim wieku, lecz dość…