Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 29 min czytania

W deszczu nie widać łez.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PROLOG Lubię kiedy pada, tak jak teraz. Deszcz to łzy aniołów, które płaczą nad ludźmi współczując im. W tych kroplach można się skryć i obserwować świat, który ucieka, śpieszy się. Widzimy matkę z dzieckiem próbujących schronić się, myślących "byle nie zmoknąć", maluchy, wskakujące w każdą kałużę i wieeele istot ludzkich spieszących do pracy bądź szkoły z ponurymi minami. A ja? Ja siedzą na ławeczce spokojnie przypatrując się życiu miasta, szczęśliwa, że nikt mnie nie zauważa, czując jak deszcz mnie obmywa z przykrych myśli i wspomnień. A poza tym, w deszczu nie widać łez... *** Podczas kolejnego nudnego wykładu naszego wychowawcy drzwi otworzyły się nagle. Weszła wysoka blondynka o smukłych nogach. Skierowała się do biurka nauczyciela. On spojrzał tylko na nią znudzonym wzrokiem i powiedział: - To jest Lajla, od dzisiaj będzie chodzić do waszej klasy. Mam nadzieję, że będziecie dla niej mili - wszyscy chłopcy pokiwali energicznie głowami. - Usiądź w jakiejś pustej ławce. Dopiero kiedy dziewczyna podeszła do mnie to zorientowałem się, że jedyne wolne miejsce znajduje się koło mnie. Zabrałem swoje rzeczy z jej części stolika i przedstawiłem się szeptem. Blondynka spojrzała na mnie dużymi, niebieskimi oczami i uśmiechnęła się nieśmiało. Kiedy lekcja się skończyła podszedł do nas mój przyjaciel - Mat. To z nim siedziałem wcześniej, ale przesadzono nas, bo za dużo gadaliśmy. - Hej siostra, chodź, oprowadzę cię. Wytrzeszczyłem oczy, przywołałem chłopaka do siebie i poprosiłem o wyjaśnienia. - To jest moja przyrodnia siostra. Mój tata miał romans z jej matką, ale ona zmarła już kilka lat temu. Pierwszy rok po jej śmierci Lajla mieszkała z jej chłopakiem, ale on... - chłopak wziął głęboki oddech i westchnął - on, źle ją traktował... - Źle traktował?? Możesz wytłumaczyć?- przerwałem mu. - Nie mogę, obiecałem, jak ona będzie chciała to ci powie, ale nie teraz. Potem poszła do sierocińca, tam spędziła ponad trzy lata i mieszkała by tak jeszcze kilka kolejnych, ale ojciec organizował imprezę charytatywną dla tego domu dziecka i wtedy dostał spis dzieci. Okazało się, ze ten sku..., że mój ojciec wiedział, że ma córkę, ale nic z tym nie zrobił, bo nie chciał, żeby matka od niego odeszła, ale kiedy ten fakt wyszedł na jaw, musiał ją adoptować, żeby nie popsuć sobie opinii, tylko, że nie chciał, mama go zmusiła. Powiedziała, że dziecko nie będzie cierpieć za błędy rodzica. To wszystko działo się w wakacje, wiem, że jest już drugi semestr i przepraszam, że nic nie mówiłem, ale nic nie było pewne. Lajla wprowadziła się tydzień temu, ale dwa dni po jej przyjeździe tata rozmawiał z nią w swoim gabinecie, ponad dwie godziny, potem ona zamknęła się w swoim pokoju i płakała. Poszedłem do niego i zrobiłem mu awanturę, ale nic nie powiedział, a kiedy chciałem z nią pogadać to od razu uciekła do siebie. Widzę, że ona się go boi, kiedy on wchodzi do pokoju, ona wychodzi. -Usłyszeliśmy chrząknięcie. Zupełnie zapomnieliśmy o dziewczynie. - Skoro już się nagadaliście to chodźmy stąd, obiecaliście, że mnie oprowadzicie - zmieszaliśmy się bardzo, ale ona tylko się zaśmiała.- Nie będę się gniewać, ale pod warunkiem, że nie będziecie już grzebać w moim życiorysie. Chodźmy - zdążyła to powiedzieć, a zadzwonił dzwonek obwieszczający początek historii sztuki. Zgodziliśmy się na warunek koleżanki i popędziliśmy do sali. Weszliśmy tuż przed nauczycielem, kiedy zajęliśmy miejsca, on spojrzał na nas mściwie i od razu zaczął bombardować Lajlę pytaniami znacznie wykraczającymi poza poziom naszej klasy. O dziwo dziewczyna ani razu się nie pomyliła. Wszyscy byli pod wrażeniem, nawet nasz "mentor". Po lekcji poszliśmy na obiad. - Nie wiedziałem, że w sierocińcu jest taki wysoki poziom - kiedy to powiedziałem Lajla rozejrzała się bacznie po sali. - Bo nie jest, to po pierwsze, a po drugie, mów ciszej nie chcę, żeby ktoś dowiedział się, że jestem sierotą. - Ale ty nie jesteś sierotą - powiedział Mat. Dziewczyna pochyliła głowę - Niech ci będzie. - dodała cicho. - No dobra, ale skąd tyle wiesz? - drążyłem. - Jestem ambitna, lubię się uczyć, dużo siedziałam w bibliotece i tam gdzie mieszkałam, to w gruncie rzeczy, chodziłam do klasy maturalnej - uśmiechnęła się. - Przeskoczyłaś dwa lata? - Tak wyszło. - To dlaczego tutaj jesteś w tej klasie? - Bo dla niektórych dzieci z sierocińca nie mogą być mądre. Chodźcie do domu, dobra? Już skończyliście. - Ok- zgodziliśmy się od razu. Kiedy wracaliśmy ze szkoły Lajla była tak pogrążona w swoich myślach, że nie zauważyła cichej wymiany zdań między mną, a moim przyjacielem. - Daniel, ona ci się podoba - powiedział oskarżycielskim tonem Mat. - Ja nie ma nic przeciwko, ale jeśli ona będzie przez ciebie płakać to ty rozpłaczesz się przeze mnie. - chłopak mówił serio, nie do końca to rozumiałem, mieszka z nią od tygodnia, a zachowuje się jak jej ochroniarz. - Wyluzuj! To nie twoja córka, spoko serio nie skrzywdzę jej, już ci mówiłem. - Wiem, ponosi mnie, ja jej chcę po części zastąpić ojca, bo na tego biologicznego nie może liczyć. W tej chwili doszliśmy do chwili, kiedy musimy się rozstać, mieszkamy w domach na przeciwko siebie. Kiedy rodzeństwo weszło do domu Mat zawołał od progu: - Cześć!! Już jesteśmy. - Dzień dobry - powiedziała cicho Lajla i od razu poszła do swojego pokoju. Chłopaka zdziwiło to zachowanie , ale po chwili zapomniał już o siostrze, bo wniknął w internetowy świat z przyjaciółmi, nie wiedział że kiedy on po kilku godzinach kończył rozmowy, za ścianą ktoś płakał. Następnego dnia wraz z rodzeństwem poszliśmy do szkoły. Pierwszą lekcją była plastyka. Okazało się, że moja nowa koleżanka ma niesamowity talent. Rysowaliśmy portret osoby, która siedzi koło nas. Między mną, a Matem siedział Lajla, więc oboje ją szkicowaliśmy, ona tworzyła właśnie kontury twarzy mojego przyjaciela. Chociaż miała na razie tylko oczy i twarz to, była to naprawdę wierna kopia oryginału. Chłopak wyglądał jak żywy, obrazek przedstawiał moment kiedy wpatrywał się gdzieś w dal z tęsknotą i troską. Dopiero pod koniec lekcji Mat zorientował się kto został ofiarą dziewczyny i teraz zaglądał jej przez ramię z otwartymi ustami. - Przestań, wiem, że nie rysuję najlepiej, ale ty też nie grzeszysz talentem - nie wytrzymała i zaśmiała się. - Żartujesz sobie?? - Nie, serio uważam, że mógłbyś się bardziej przyłożyć, na 100% stać cię na więcej. - Ale mi nie chodzi o moją pracę, tylko TWOJĄ. Jak to nie rysujesz najlepiej, przecież to dzieło sztuki. Ale to pewnie moja zasługa, jetem idealnym modelem. - Ale z ciebie narcyz, a ja nie umiem tworzyć dzieł sztuki. - Jak nie? - zapytałem. - Zaraz zapytamy nauczycielkę - nasza plastyczka była bardzo miła, zawsze dawała tylko piątki i szóstki, bez względu na wykonanie. Zwykle krążyła między ławkami i dawała podpowiedzi, ale dzisiaj ani razu nie podeszła do naszej ławki. - Proszę pani! - krzyknąłem, ale nawet się nie odwróciła. Może nie słyszy? Trudno, nie chce mi się do niej podchodzić. Tuż przed dzwonkiem Lajla i ja poszliśmy oddać prace do oceny, Mat został jeszcze dokończyć rysunek. Pierwsza podeszła dziewczyna. Nauczycielka spojrzała i powiedziała: - Dwa. - Ale proszę pani, ten szkic jest doskonały - próbowałem bronić koleżanki zaskoczony. - Daniel, czy studiowałeś na ASP (Akademii Sztuk Pięknych)? - zebrał się już mały tłumek. - No nie, ale nie trzeba mieć dyplomu, żeby docenić tę pracę- warknąłem już zły na nią, bo zwykle jest bardzo miła. Koledzy z klasy zaczęli mnie popierać. - Cisza, ten kto zaraz nie usiądzie też będzie miał dwóję - zostaliśmy tylko Lajla i ja, ale dziewczyna wyszeptała mi do ucha: - Usiądź, na przerwie wszystko ci wytłumaczę. Proszę... - spojrzała na mnie swoimi niebieskimi, hipnotyzującymi oczami. W końcu usiadłem, dostałem sześć, tak jak cała reszta klasy z jednym wyjątkiem - Lajli. Na przerwie podszedłem do dziewczyny. Westchnęła na mój widok i pociągnęła do jakiejś pustej klasy. - Powiem o co chodzi, ale nie mów mojemu bratu, bo on się tylko zdenerwuje, a na to nic nie poradzi i bez tego ma dość kłopotów przeze mnie - nie pytałem co to za kłopoty, bo wiedziałem, że i tak mi nie powie. Zgodziłem się na jej warunek z ciężkim sercem, ponieważ nie lubię okłamywać przyjaciela. - Powiedz mi tylko czemu się z nią nie kłóciłaś, wiesz przecież, że powinnaś mieć o wiele lepszą ocenę. - Bo to by nie miało sensu - znowu westchnęła. - Tu nie chodzi o zwykłą ocenę. Ja domyślam się, czemu ona się tak zachowuje, ale nie mam pewności- oznajmiła zrezygnowana dziewczyna. - To może mi wyjaśnij, bo nadal nie rozumiem. - Hmm, jak by ci to wyjaśnić. W tej szkole ojciec Mata jest bardzo lubiany, a przede wszystkim szanowany. Nie przepada się tutaj też za sierotami, zwłaszcza takimi, które burząc czyjeś życie, gdzie wszystko miało swoje miejsce i zastosowanie, ja tam nie pasuje i to wszystko zniszczyłam - roześmiałem się. Ludzie nie mogli być tak głupi. Nie mogli, to niemożliwa. Niemożliwe. Niemożliwe, prawda? Zacząłem intensywnie myśleć o tym, czego się dowiedziałem i z przerażeniem stwierdziłem, że to może być prawda! Plastyczka przyjaźniła się z ojcem mojego przyjaciela i podziwiała go. Popatrzyłem na nią i zobaczyłem, że wesołe ogniki w jej oczach zgasły. - Wiesz, że Mat tak, czy siak się o tym dowie. - Wiem, ale na razie nic mu nie mów. Nie chcę, żeby się o mnie martwił, a będzie zły, bo nic z tym nie będzie mógł zrobić Kiedy tylko wyszliśmy z klasy, to wpadliśmy na Mata, który jak się okazało szukał nas. Szybko wyjaśniłem mu, że zostawiłem w kurtce telefon i poprosiłem Lajlę, by ze mną po niego poszła. - A właśnie, podaj mi swój numer - dziewczyna lekko poróżowiała. - Nie mam komórki - Mat zaklął cicho. - Przepraszam cię, zupełnie zapomniałem, dla mnie oczywiste, jest, że każdy ją ma, jak tylko wrócimy do domu to powiem tacie i razem pojedziemy kupić coś fajnego. - Nie, naprawdę, nie trzeba. - Żartujesz sobie?! - spytał Mat. Każdy normalny ma telefon - dziewczyna spojrzała na niego krzywo. - Tam gdzie mieszkałam nikt NORMALNY nie ma komórki - chłopak dopiero teraz uzmysłowił sobie jaką palnął gafę. - Nie chodziło mi o to, że jesteś inna, czy coś, ale...- nieudolnie próbował się tłumaczyć. - Dobra. Cicho, już się nie pogrążaj - siostra zlitowała się nad bratem. Weszliśmy do sali, a po chwili wszedł już i nasz nauczyciel, a potem zajął miejsce przy swoim biurku. Następnie ku zaskoczeniu wszystkich zaczął odpytywać nie Lajlę, a Mata! Na szczęście dziewczyna wpadła na doskonały pomysł, pisała mu odpowiedzi na kartce. Jednak po dzwonku miny naszej trójki zrzedły, bo pedagog zatrzymał Lajlę. Byliśmy pewni, że chodzi o to, że podpowiadała. - Usiądź. Nie bój się, ja nie gryzę - zaśmiał się. - Proszę pana, ja wszystko wyjaśnię... - Ależ nie musisz, ja dzisiaj specjalnie wziąłem twojego brata - na te słowa dziewczyna jeszcze bardziej pochyliła głowę - do odpowiedzi, wiedząc, że nie umie. Chciałem sprawdzić twoją wiedzę, a przede wszystkim to, jak się zachowasz. Bo widzisz, niedawno zabrała się rada w sprawie tego, czy cie przyjąć do szkoły. Większość profesorów była za, w tym i ja, ale duża część była przeciwna, chcieli cię chyba ukarać, czego już pewnie doświadczyłaś. Już w twoim podaniu było widać, że jesteś bardzo mądra, a na tych dwóch lekcjach bardzo mi zaimponowałaś. - Nie rozumiem. - Twoi koledzy na pewno mówili ci, że komu, jak komu, ale mnie lepiej nie podpaść. Pokazałaś ile znaczy dla ciebie przyjaźń, i że się nie boisz. Tego drugiego nie rozumiem, biorąc pod uwagę to, co cię spotkało. - Ale mnie nic złego nie spotkało. Śmierci matki doświadczyło wiele dzieci, a w sierocińcu nie jest jak na filmach, nikt się nad nami nie znęcał. - Tylko, że mi chodzi o ten czas, który spędziłaś przed pójściem do domu dziecka - Lajla wstała. - Proszę pana, po pierwsze to tylko i wyłącznie moja sprawa, a po drugie skąd pan to może wiedzieć? - Ja kiedyś znałem tego człowieka...- dziewczyna przeraziła się teraz nie na żarty. - Zrobię wszystko, by nikt się nie dowiedział -wyszeptała tylko i uciekła. Trwała teraz długa przerwa, wszyscy byli na obiedzie, więc nikt nie zatrzymywał Lajli biegnącej korytarzem w stronę drzwi. Dlaczego? - myślała dziewczyna. Aż za dobrze pamiętała jego słowa: "Nigdy się ode mnie nie uwolnisz, nieważne dokąd uciekniesz". Dlaczego on zawsze musiał mieć rację? Dlaczego to zawsze tak cholernie boli? Ale nie, tym razem nie ucieknę - wstała z murku i wróciła po plecak, zamierzała zaczekać na chłopców w parku. Usiadła na ławeczce i wyjęła książkę, nagle zobaczyła jakąś postać między drzewami. Wydawała jej się znajoma, więc podeszła bliżej. Jej oczom ukazał się nauczyciel historii sztuki. Odwróciła się na pięcie i szybko popędziła do szkoły. Zdyszana osunęła się na podłogę, nie patrząc nawet gdzie się znajduje. Po chwili usłyszała gwar i na korytarz wylała się cała szkoła. W tłumie dostrzegła swoich przyjaciół, już chciała do nich podejść kiedy zauważyła, że nie są sami. Rozmawiali z grupką osób, których ona nie znała. - No tak – pomyślała. - Oni mają swoich znajomych. Przez to, że spędzają ze mną tyle czasu to pewnie ich zaniedbują... - poszła w stronę drzwi i wróciła do domu. *** - Mat, jej tu nie ma, szukamy jej przeszło 20 minut. Pewnie poszła do domu. Chodźmy... - Chyba masz rację. Wracamy. - A co myślisz o tym balu? - Myślę, że to niezły pomysł. - A wiesz już z kim pójdziesz? - Nie mam pojęcia. Najwyżej pójdę z Lajlą. Jest nowa, pewnie nikt jej nie zaprosi. - Oj, nie wydaje mi się, nie wiesz ilu chłopaków pytało mnie, czy jest wolna? - No co ty... - Serio. Załóżmy się. Stawiam, że dostanie więcej, niż 7 propozycji. - Ok. O co? - zaśmiał się. - O bilety na mecz. - Dobra – rozeszli się do swoich domów. Mat wszedł do pomieszczenia. - Lajla! Jesteś?! - Tak! - chłopak odetchnął z ulgą. - Czemu na nas nie poczekałaś? - stanął w drzwiach pokoju siostry. Było to bardzo ładne pomieszczenie z zielonymi ścianami i pięknymi drewnianymi meblami. Było tam wielkie okno, które wychodziło na pobliski park. - Bo nie chciałam wam przeszkadzać, zapewne macie zaległości w życiu towarzyskim, nie możecie ciągle ze mną chodzić. - Nie wygłupiaj się, oni chcą cię poznać, a doskonałą okazją będzie bal. - Jaki bal? - Podczas obiadu dyrektor ogłosił, że w ten piątek odbędzie się zabawa, wszyscy muszą przyjść z parą. - Ehh... To ja nie idę. - Dlaczego? - Bo nie mam chłopaka. - Ja też nie mam pary, możemy pójść razem. - Nie przepadam za tańcem.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%