Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 9 min czytania

W Dolinie Duchów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rankiem, gdy świt pukał w okna, białą drogą prowadzącą do Doliny Duchów biegła drewniana dziewczynka. Tajemnicza dolina, której nie ma na żadnej z map, dawno urzekła Brendę czymś, co przerasta granice słów. Słońce przygrzewało. Kilka nieśmiałych chmurek wędrowało po niebie. Ciepły wiatr muskał liście starych, dostojnych dębów. W ich rozłożystych koronach kłóciły się ptaki. Szelest i skrzypienia zielonych pędów i stłoczonych gałęzi pieściły małe uszy cichą melodią lasu. Brenda zwolniła, by uważnie przyjrzeć się ulubionym krzakom wawrzynu. Uschnięty liść z rzadka odrywał się od ich gałązek i zataczając łagodne kręgi i opadał na ziemię. Wdrapała się na strome zbocze. Rozciągnięty między dwoma wstęgami lasu staw przyciągał wzrok wymyślną linią brzegu i czystą barwą kryształowej toni. Dziewczynka przysiadła nad wodą, na kępie bujnej trawy chciała ostudzić samotność. Lubiła to miejsce, dawało jej wytchnienie od szkoły i innych, zwykłych, codziennych spraw. Na jej dłoni przysiadł kolorowy motyl, za chwilę drugi. Inne wesoło goniły się w rozedrganym powietrzu. Dobre duchy, strażnicy doliny były nieobecne, wyjechały do Londynu. Nie było wiadomo kiedy wrócą. Z głębokiej zadumy Brendę zbudził wiatr, nasilał się, szybko oplótł drzewa i krzewy. Przebiegł przez plątaninę gałązek, wywołał tysiące szeptów i szelestów pośród zaniepokojonych liści. Przywiał zamiast słodkiej woni fiołków, przykry zapach i jakiś podejrzane odgłosy. Zdawały się dochodzić ze wszystkich stron naraz. Nie było to szemranie strumyka ani szept deszczu. Sielankowy nastrój prysł. Serce dziewczynki zabiło żywiej i zanim zrozumiała co się dzieje, czym prędzej dała nurka w ciemną gęstwinę pobliskich krzaków. Przycupnęła, odczekała kilka minut i ostrożnie zaczęła skradać się w kierunku źródła hałasu. Szmery nasilały się. Brenda czuła, że dzieje się coś niedobrego. Przez moment nie była pewna, czy to co widzi dzieje się naprawdę, przetarła oczy, radość szybko spełzła z jej twarzy. - To te paskudne Głuptaki! Jak zwykle oni.- wyszeptała rzucając gniewne spojrzenie. Tuż przed nią, na pokrytej dywanem turkusowej trawy polanie, Wielki Głuptak, pod bacznym okiem swego równie olbrzymiego kolegi, zawzięcie robił zamaszyste pompki. Powtarzał tę czynność wiele razy. Na zmianę, robił pokraczne przysiady trzymając wielkie hantle w kosmatych łapach. Z wysiłku przeraźliwie sapał, jego twarz nabierała krwistych rumieńców, pot ślizgał się po kudłatych plecach. Śmiesznie wyglądał, robiąc dużo zbędnych ruchów. Drugi Głuptak o pulchnych policzkach i o czuprynie ściętej na grzybka, nawet na minutę nie dawał mu wytchnąć.

- Wielki Głuptaku, nie ma jak forma i zdrowie, do roboty, jeszcze sto razy! - ponaglał chrapliwym głosem kolegę.

- Sto razy? - zdziwił się Wielki Głuptak.

- Co? Za dużo?

- Nie, w porządku.

W chwilę potem wyczerpany stracił równowagę i wylądował z nosem w sterczącej z trawy kupie mokrego piasku. Brenda miała ochotę prychnąć śmiechem. Byłaby to z pewnością przezabawna scena, gdyby trawa polany nie była straszliwie sponiewierana, a gałązki krzaków okrutnie połamane i obdarte z liści. Liliowe fiołki zwiesiły smutno młode pąki. Upiorna muzyka wylewająca się z wiszącego na drzewie starego radia skutecznie zagłuszała ćwierkanie wróbli. Przelatujący kos z wrażenia zamilkł. Zajętym poprawą kondycji olbrzymom nic nie psuło dobrej zabawy. Winowajcy katastrofy w Dolinie Duchów z zapałem oddawali się swoim sportowym wyczynom. Zniszczenia przyrody zrobiły na Brendzie piorunujące wrażenie. Oczy jej zrobiły się wielkie jak pięciozłotówki.

- Nie, to niemożliwe, niemożliwe! Muszę coś zrobić!

Odważnie wyszła z ukrycia. Gdyby słowa były błyskawicami, nie mogłyby z większą szybkością wypaść z małych ust. - Cześć! Czy mogę zamienić z wami słówko - krzyknęła na cały głos.

To oczywiście było bardzo uprzejme pytanie i olbrzym nie miał prawa czuć się urażony Zaskoczony, otworzył jedyne oko, zakręcił uszami, przyglądał się Brendzie jak leśnej zjawie. Wyglądało na to, że szuka w wielkiej głowie jakiejś sensownej odpowiedzi. – Nawet dwa, maleńka! — wydukał tonem dającym do zrozumienia, że uważa pytanie za retoryczne.

Potem wyciągnął pokrytą futrem łapę i uścisnął dłoń Brendy.

- Masz uścisk jak imadło! - wykrzyknęła, cofając rękę.

- Hm, przepraszam ... znowu się zapomniałem.

Tylko tyle zdążył z siebie wydusić, a raczej wyryczeć. Brenda jeszcze dobrze nie doszła do siebie, gdy pogodne niebo nad Doliną Duchów rozdarł straszliwy błysk. Nad linią horyzontu przemknęła pędząca jak

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W Dolinie Duchów — czytnik · opowiadania