Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 7 min czytania

W drodze do nieznanego....

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tygrysy, byli to dwaj medrcy z kasztanów, którzy przypłynęli na papierowej łódce do sinego pałacyku - gdzie zamiast perskich dywanow byla woda, ale za to były perskie koty, które prychały przez sen. A że spały od zawsze i na zawsze, sale pałacu wypiełniało zwierzęce burzczenie. W kącie wspaniałej budowli stał na jednej nodze skamieniały kogucik - odźwierny. Był z kamienia, co sprawiało że nie mógł się ruszać i nie mógł nigdy otworzyć drzwi, gdy ktoś dzwonił. Dlatego właśnie w pałacu nie było gości od początku jego istnienia, czyli od bardzo dawno, od czasów na długo przed początkiem świata. Król był włochatym stworzeniem, które nie przypominało niczego znanego ani nieznanego. Caly czas spiewał do akompaniamentu buczenia perskich kotow. Nie przeszkadzał mu fakt, że był niemy, bowiem milczący śpiew był najpiękniejszym dźwiękiem, jakiego nigdy nie było. Mimo tej pozornej ciszy w pałacu było słychać dziwne i niezrozumiałe szepty, które dochodziły niewiadomo skąd. Korniki mówiły, że to dugole szemrają pieśń żałobną po zmarłym pradziadu; wasaje twierdziły uparcie, iż to wiatr kłóci się ze słońcem na krańcu świata i odgłos ich sprzeczki słuchać aż tutaj. Natomiast król znał prawdę - to byl jego własny glos... Tak, tak - chadzał sobie po zamku jak gdyby nigdy nic i mruczał... śpiewał.. wył na cześć tej, która uwolniła go z ciała i uczyniła wolnym. Wybawicielka wyglądała jak zaklęty w ludzką postać anioł, a jej oczy lśniły tajemniczym blaskiem. Nie miała imienia, ponieważ dobrze wiedziała kim jest i nie potrzebowała się nazywać. Przybyła do włochatego, odrażającego króla, aby prosić go o łaskę. Wierzyła, że przebaczy jej największy błąd, jaki kiedykolwiek popełniła... ...uwolniła Salonego Elfa. Elf miał trzy ręce i był niewidzialny, co maskowało fakt, że w ogóle nie istniał. Na tym polegała jego wyjątkowość - nie było go, o czym doskonale wiedział i co często wykorzystywał. Ale król nie wybaczył tej pięknej istocie; wręcz przeciwnie - pogrążył ją jeszcze bardziej, nakazując aby i ona stala sie niewidzialna, tak jak niewidzialne jest zło, które uczyniła. Wybawicielka spełniła wolę króla, jednak wcześniej uwolniła królewski głos, dzięki czemu mruczenie i śpiewy mogły wreszcie stać się słyszalne. Głos z radości chciał obiec cały świat, lecz świat był płaski, więc dźwięk dotarł do jego krańca i spadł w przepaść, aby spadać po wsze czasy. A najdziwniejsze jest to, iż zawsze gdy spadał, wracał do pałacu... i nie mogl tego zmienić. Gdy tylko kasztanowi mędrcy zobaczyli cały zamek - do czego musieli dorobić sobie oczy z kamyków - postanowili być pierwszymi w nim gośćmi od czasu stworzenia swiata. W tym celu zdjęli swe kosmato-stalowe szaty i włozyli te, które godne były takiej okazji. Szaty, które wcześniej podarował im motylek... Gdy poczuli już dotyk płatkow pierwiosnka na swej skórze, wiedzieli że dokonali słusznego wyboru. Ruszyli stromymi schodami w dól, na specjalnie przygotowaną dla pierwszych gości ucztę. Uczta, jak i wszyscy jej uczestnicy, była z kamienia. Jedynie gumowy słonik wyróżniał się w towarzystwie, ale jego tak naprawdę

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W drodze do nieznanego.... — czytnik · opowiadania