Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 10 min czytania

W górze

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PROLOG

To już pięć lat odkąd ich nie widziałem. Od pięciu lat za to znam Panią Krysię. Mimo to, że jest to osoba, która sprawia, że nic więcej od życia nie potrzebuje nie potrafi zastąpić mi ich, rodziców. Było to w lipcu, pamiętam nawet dokładną datę, wtorek dwunastego. Wtedy też nazywałem się Darek, ale byli jeszcze Marek i Agata, moi rodzice. Dwunastego lipca moi rodzice wyjechali na trzydniowy urlop. Pojechali w Tatry, od tamtej pory ich nie ujrzałem. Nie wiem co się tam stało, policja powiedziała, że wyszli na stok i nigdy nie wrócili. Szukali ich trzy dni, nie znaleźli, żadnego śladu. W tym wszystkim nie brała udziału Sandra, a i tak się w to sama wplątała, w sumie nie wiem dlaczego. Może żal jej mnie było. Od tamtego czasu minęło pięć lat, zdążyłem zapomnieć o wszystkim. Przyzwyczaić się. Z Sandrą moje stosunki się z czasem zmieniały. Od koleżanki po prawdziwą przyjaciółkę, a teraz kim jest? A kim będzie jak to wszystko się skończy? Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Ale jedno jest pewne, z całego mojego otoczenia “czysta” jest pani Krysia. Zjawiła się naprawdę w porę. Wtedy kiedy jej najbardziej potrzebowałem. Była to koleżanka mojej mamy, Agaty. Do czerwca pilnie się uczyłem, w końcu to już liceum, za rok matura, za rok nowe życie. Miałem jechać na wakacje do Włoch, przez Mediolan po Rzym. Wszystkie plany wzięły w łeb w momencie gdy rodzice Sandry musieli pilnie wyjechać służbowo. Więc przygarnąłem ją, ciężko żyć samemu przed dwa miesiące. To na jeden ma przyjechać do mnie, do Świdnicy. Wszystko przygotowałem, od pierwszego lipca czekałem na dwudziestego dziewiątego, lipca. Jest dwudziesty ósmy, wszystko już wysprzątane, pokój przygotowany. Idę spać, jutro pobudka o siódmej rano, Boże jak wcześnie.

ROZDZIAŁ I

Muszę się czym prędzej ogarnąć i biec na dworzec. To dziś przyjeżdża do mnie na miesiąc Sandra. Czekałem na ten dzień tyle czasu, a teraz przysypiam. Lada chwila będzie w mieście, a ja jeszcze w łóżku. Nie uczesany wybiegam z mieszkania, winda dalej nie działa. - Stop, stop ! - szybko wsiadam do taksówki i jadę. Jestem na dworcu głównym. Jest ! Widzę ją. Chwila, rozmawia z kimś, a mówiła, że nikogo tu nie zna. - Sandra! Cześć! - pośpiesznie wołam z daleka, tak tak, chcę zakończyć ich rozmowę. Ona, zakłopotana lekko, odpowiada z również szerokim uśmiechem- to jest to co zawsze jej wychodziło. - To gdzie idziemy? - pyta od razu. Aż zbyt szybko żeby mogło się to wydawać naturalne. Nie odpowiedziałem na pytanie. Spytałem, kim był ten facet. Ale to przecież jasne! No tak, pytał o godzinę. Mimo tego wspaniałego początku poszliśmy na miasto, dokładnie to na rynek. Nic ciekawego, cały czas Ci sami ludzie, w tych samych miejscach. Tym razem nie mieliśmy czasu wstąpić na lody. Pośpieszyliśmy do domu, gdzie czekała Krystyna. Ugotowała obiad jak się należy, wszystko tak jak zawsze, a mimo to jestem jakoś dziwnie podekscytowany. To jej obecność tak na mnie wpływa, chyba. Po dłuższej chwili milczenia dzwoni dzwonek do drzwi. - Listonosz! Mam list do pana Darka. Czyli do mnie, więc podszedłem i wziąłem przesyłkę. W kopercie była kaseta, podpisana „będziesz wiedział kiedy obejrzeć”. Więc postanowiłem ją schować do szuflady i z powrotem zanurzyć się w szarej rutynie. Kolejny dzień, tym razem wstałem punktualnie. Słyszę kolejne stuknięcia na klawiaturze… Nie chcę tego kogoś speszyć, więc wstaję po cichu i przekraczam otwarte drzwi od sypialni. Widzę Sandrę, grającą w jakąś grę on-Line. - Przepraszam, ale nie mogłam spać już... - tłumaczy się zakłopotana. - Nic się nie stało, siedź przy komputerze ile chcesz, mi teraz on nie jest potrzebny… A i pamiętaj, dziś idziemy do moich dziadków - sam sobie o tym przypomniałem. Gdy wychodziliśmy zaczepił nas pan z psem, codziennie innym. Chyba myślał, że jesteśmy parą. - Romeo, która godzina? - spytał chaotycznie. Poczułem się dziwnie, jakby nie było to do mnie adresowane. Koniec bzdur, idziemy na przystanek, nie możemy się spóźnić. Gdy już dotarliśmy na miejsce babcia i dziadek na nas czekali. Jak zwykle uśmiechnięci, wypytywali Sandrę o jej rodzinę, jak to się stało, że mnie poznała. Czyli standard. Babcia po chwili ciszy pyta : - Sandro, a czy Ty pięć lat temu również znałaś Darka? I zapada niezręczna cisza. Więc odpowiadam, ja. - Babciu, czy to ważne? Liczy się, że jest tu teraz - po czym przytuliłem Sandrę, typowa scena z filmu, musiałem coś wymyślić. Wracamy autobusem z ul. Stęczyńskiego przez Łukasińskiego i Muzealną aż na plac Grunwaldzki. Tu wysiadamy, zaraz nie daleko, bo na Lelewela, w niewielkim mieszkaniu czeka na nas Pani Krysia. Wchodzimy, i od razu jesteśmy zasypani lawiną pytań, - Jesteście głodni może? Chcecie coś do picia? Podać obiad już? - nie przestaje w swoich pytaniach, jak to ma w swoim zwyczaju. Od razu pojawia się na naszych twarzach uśmiech. Sandra odpowiada - Nie, nie. Przynajmniej nie teraz. Darek, jeśli pozwolisz włączę komputer, muszę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W górze — czytnik · opowiadania