Filozofia · 3 min czytania
W imię śmierci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jej stopy stały na krawędzi, skrawku przepaści, między niczym – powietrzem a stopami na skale. Rozłożyła ramiona na boki. Zadyszana pomyślała, ze w tym momencie dzieli świat na pół, jest punktem, który daje początek stronom świata. Wtedy wszystko i nic działo się wokoło niej, dla niej, przez nią. Przed sobą miała zachód. Słońce chowało się w ziemię. Nie czuła typowego bólu, tylko dziwną przyjemność z nim odczuwaną. Drętwienie, cierpkość rąk, i co dziwne- euforię? Tak, to była euforia- stan nienaturalnego dobrego samopoczucia. Ostatnie godziny biegała, a raczej uciekała. Spotkała ją śmierć. Chciała uciec, bo nie mogła się pogodzić, że nadeszła. I teraz, gdy jest już po wszystkim, gdy stało się, nie wie, co ze sobą zrobić. Gdy mogła, miała przygotować się na podróż w dorosłe życie, walczyła z kimś, kto został jej przedstawiony w walce przeciw niej, nad jej osobą, kogoś, kogo nie zna, bo nie zna siebie… Zrezygnowana stała nad przepaścią z błogą euforią i nie mogąc opanować nadmiaru huśtania emocji, zaczęła się śmiać- cicho, niepewnie, Wyczuła brak obecności Stwórcy i zwątpiła-, czy aby na pewno nie istnieje? Po czym głośnym i desperackim śmiechem, zaśmiała się Mu w „twarz”, tym…