Inne · 2 min czytania
W innym stadium opętania...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Wydaje mi się, że wróciłem już z Hawajów; budzę się znowu we własnym łóżku i znowu nikogo nie ma u mego boku. Pierwszym, na co pada mój wzrok jest rozległe pęknięcie w suficie. Kapie stamtąd woda. Musiało nieźle padać. Okno zaklejone jest pierwszą stroną starej gazety. Codziennie witają mnie te same nagłówki: „Minus dziesięć w Rio”, „Dżumsko w Santa Fe”… Podziwiam ścielący podłogę stary perski dywan, który wziął się tu nie wiedzieć skąd. Efektowne, barwnie wyszywane zdobienia; tygrysie paski i bystre oczy innego, jeszcze dzikszego kota. Bezcenna tkanina igra kusząco w blasku dogasającego, bladego księżyca, który już od tygodnia jest w pełni. Czy to możliwe? Nie zastanawiam się nad tym. Myślę raczej, czy mógłbym ten księżyc odwiedzić, na moim perskim dywanie. Bo czyż tak drogi dywan nie powinien latać? Z rozmyślań