Rodzina · 8 min czytania
W każdym momencie wszystko się moze zmienić (odc.4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Nikt nie przeżył, wciąż nie znamy przyczyny wypadku –mówiła policjantka, a Kaśka stała osłupiała i blada. A więc została sama na tym świecie, no po za babką, która jest chora. Odeszła powoli od okienka informacji i opadła na krzesło. Było jej duszno, a do oczu napływały łzy. Co ona teraz zrobi? A pieniądze? Skąd weźmie kasę na życie? A szkoła? W ogóle nie wyobrażała sobie życia bez rodziców. Dopiero teraz poczuła jak bardzo ich brakuje i to nie tylko z powodu pieniędzy. Kobieta z informacji przypatrywała się ze współczuciem płaczącej dziewczynie. Dużo ludzi przychodziło do niej w ciągu ostatnich 24h, ale po raz pierwszy przyszła tak młoda osoba. Miała akurat przerw ę na obiad, więc mogła podejść do dziewczyny. -Słuchaj, może w czymś ci pomogę? -Nie, nikt nie Moz mi już pomóc, sama sobie poradzę –Kaśka uciekła z lotniska. Dorwała pierwszy lepszy autobus i wsiadła bez namysłu. Obraz za oknem mijał jej powoli, ale widziała w nim tylko jedną barwę-czarną. Do domu wróciła strasznie zmęczona. Przekraczając próg usłyszała brzdęk tłuczonego szkła. Wpadła do kuchni i ujrzała babcię ze zbitą szklanką w zakrwawionej ręce i łzami. Zrobiło jej się szkoda. -Babciu –podbiegła do niej i zaczęła delikatnie opatrywać zranioną dłoń. Nienawidziła krwi i w tej chwili robiło jej się słabo, ale musiała. Odłamki szkła wyrzuciła, a skaleczenie opatrzyła bandażem. Dochodziło południe, więc przydałoby się zrobić coś do jedzenia. Nie umiała gotować i miała niemały problem. Babcia w tym czasie siedziała i przypatrywała się roztrzepanej wnuczce. -Zrób makaron z serem. Powiem ci jak –porada babci stała się wspaniała, gdyż danie szybko i łatwo udało się zrobić. Co jakiś czas staruszka wydawała polecenia i nie skarciła wnuczki nawet gdy ta rozsypała całą solniczkę na stole. W czasie jedzenia nikt się nie odzywał. Kaśka pomogła trochę babci zjeść i później zawiozła ja do pokoju by ta się przespała. Drażniło ją to kalectwo, ale nie miała już siły na pyskowanie. Gdy zamknęła drzwi do sypialni staruszki usłyszała jej stłumiony płacz. Sama też już nie wytrzymała i nie przeszkadzała płynąć łzom po twarzy. Chcąc zająć czymś ręce umyła naczynia od niechcenia. Teraz tak będzie wyglądało jej życie. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. W progu stał Łukasz. -Kasia, co się stało? –widok zmizerniałej i spłakanej dziewczyny zdziwił go. -Zostaw mnie, chce być sama. -Nie zostawię cię póki nie dowiem się, co takiego się stało? -Moi rodzice mieli wypadek, pasi? Już możesz wyjść? Czy mam zawołać policje? -Przykro mi… -Nie chrzań, nie potrzebuje niczyjej litości, poradzę sobie sama. -Potrzeba ci w czymś pomóc? -Wynoś się! Nie chce nikogo widzieć, chce być sama, mówię, że sobie poradzę! –Kaśka zatrzasnęła drzwi przed nosem zdezorientowanego kolegi. Pobiegła do swojego pokoju i padła na łóżko zanosząc się płaczem. Najbardziej bolały ją ostatnie słowa, jakie wypowiedziała rodzicom w twarz. „Nienawidzę was!”. Tak bardzo chciała cofnąć czas. Powiedzieć im jak bardzo ich kocha, jak bardzo będzie jej brakować ich obecności. Była na siebie zła, że ostatnie lata życia zachowywała się jak kretynka. Myślała, ze tak odpłaci się światu za Zenka, a jednak to siebie samą zabiła. Teraz już nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc. Przez moment pomyślała o Gośce i Baśce, ale zaraz przypomniała sobie, jak razem śmiały się z takich osób jak ona jest teraz. Gośka wtedy powiedziała zdanie, które nie chciało wyjść z głowy „to ich wina, ze mają takie życie, niech teraz pomocy nie oczekują”. Pamięta, jak wtedy potwierdziła głośno to…