Fantasy · 4 min czytania
W krainie magii - Prwatna Podręczna Księga Czarów
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od kilku dni Maya zastanawiała się, co zrobić, aby otrzymać swoją Prywatną Podręczną Księgę Czarów. I niespodziewanie, zaskakując samą siebie, wymyśliła:
"Pójdę do wróżki czwartego szczebla i wybłagam ją o księgę. Będę prosić, klękać, skamleć, płakać, a jak będzie trzeba to nawet... Wezmę się do roboty!?! (Nie, to ostatnie, to na pewno nie. Ta myśl była niechcący. Co ja sobie myślałam.) Dobra pomyślę sobie jeszcze raz.
Pójdę do wróżki czwartego szczebla i wybłagam ją o księgę. Będę prosić, klękać, skamleć, płakać, a jak będzie trzeba to nawet... wezmę się do roboty... moimi wróżkami siódmego szczebla. (Właśnie tak miała wyglądać ta myśl)."
Kolejnego dnia w Instytucie Magii Zwyczajnej i Niezwyczajnej nie mogła zmarnować. Ten dzień miał swój cel i cały został zaplanowany w konkretnym kierunku. Maya pojawiła się w Instytucie wcześniej niż zwykle. Niewiele wcześniej, ale zawsze. Weszła do swojej komnaty rozpromieniona. Przywitała się z wróżkami, zdjęła płaszcz, zapytała, co się zadziało i wyleciała z komnaty jak przeciąg. Oczywiście, nie mówiąc nikomu, gdzie się wybiera.
Wbiegła na górę i z pełną gracją stanęła przed drzwiami. Zapukała. - Proszę wejść – odezwał się głos z komnaty. Weszła i od progu zaczęła płakać, wzdychać i jęczeć. Wróżka czwartego szczebla stała przy wielkim oknie. Wyglądała bardzo dostojnie, miała na sobie długą, czarną suknię, a jasne blond włosy upięte miała w kok. Jej twarz, teraz zmartwiona, zawsze była pogodna i uśmiechnięta. - Co się stało, słoneczko? - zapytała. - Bo ja... Jestem taka umartwiona, że marnuję swój czas - odrzekła zapłakana wróżka, pociągając nosem. - Jak jestem w domu, to zamiast pracować, poświęcam czas na błahostki. A przecież mogłabym własnym sumptem wygenerować wiele nowych pomysłów. - Nic z tego nie rozumiem – powiedziała starsza wróżka. – Jak to marnujesz czas? - No bo tak... Mogłabym popracować w domu, ale nie mam…