Fantasy · 8 min czytania
W krwi i złu spełnione..
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
I.
Liście z wolna opadały na umęczoną deszczem ziemię. Mieniła się barwnymi kolorami jesieni. Wszelkie stworzenie szykowało się do snu, by przetrwać mroźną zimę. Porywisty wiatr krążył dookoła zabierając ze sobą życie.
-Witaj - dłoń czarnoksiężnika spoczęła na dorodnym, starym dębie. Otulił się bardziej swoją długą, czarną szatą, chcąc osłonić się przed chłodem zbliżającej się nocy - Śpij. Czas na sen. - schylił głowę i zamyślił się. Ptaki były niespokojne, wzbijały się ku niebu i chaotycznie się po nim poruszały.
-Wietrze Północy, bracie!! Co przyniesiesz tym razem??? - krzyknął, wznosząc dłonie ku górze. Silny podmuch wiatru zerwał z jego głowy okrycie. Zagrzmiało. Rozległ się huk trzaskającego drewna i trzepot skrzydeł. Czarny kruk przysiadł na jego ramieniu.
-Namael...już czas..
Słońce chowało się za horyzontem. Niebo przybrało czerwoną barwę. Krwisty odcień sklepienia odbijał się w tafli pobliskiego jeziora. Wiatr nasilał się, niosąc ze sobą chłód. Ludzie gromadzili się przy rozpalonych wielkim trudem ogniskach. Kobiety tuliły do siebie zziębnięte dzieci i przygotowywały posiłki z mięsa upolowanego przez mężczyzn. Ci szukali gałęzi na opał w pobliskim lesie. Życie w wiosce płynęło spokojnie, zakłócane jedynie nieczęstymi atakami watach wilków. Ludność uzależniona była od kaprysów i łaskawości natury. Składano ofiary bogom żywiołów: Wielkiej matce Ziemi, Panu Oceanów, czterem Braciom Wiatru i Władcy Ognia. Oni od zarania dziejów strzegli porządku i równowagi między siłami zła i dobra. Nie mieli jednak władzy nad ludźmi, którzy zgłębiając wiedze tajemną z czasem stawali się równymi im samym.
_ Mamo! Mamo! - krzyczało małe dziecko leżące w drewnianym łóżeczku.
-Już! - kobieta podbiegła do synka, wzięła go na ręce i czule przytuliła.
Część 22 / 2
-Zaśpiewaj mi... - poprosił.
-Syneczku... Śpij mój mały.. mam jeszcze tyle roboty.. - powiedziała z rozgoryczeniem i delikatnie pogładziła jasne loczki chłopczyka. - mój urodziwy cherubinku.. zamknij swe oczęta.. - zanuciła i zaczęła się lekko kołysać. Był on jej małym skarbem. Kochała go, tak jak kochała swojego męża. Mieli takie same błękitne, głębokie oczy i jasne włosy. Dotknęła jego gładkiej skóry. Zamknęła oczy i kołysała zasypiającego chłopczyka. Nagle usłyszała dźwięk rogu.
-Bogowie... - ułożyła rozbudzonego chłopca na jego posłaniu. Znała ten dźwięk. Zatrzęsło chatką. Przyłożyła ucho do trawy.
-Konie... - przerażona otuliła głowę jedyną chustą, jaką miała i wybiegła na zewnątrz. Wokoło zobaczyła panicznie rozbiegających się ludzi. Stara kobieta podbiegła do niej i padła na kolana.
-Ratuj się Erlain! Ratuj syna!! Ratuj!! Bogowie nas każą !! Uciekaj!!
-Ale.. Gdzie jest Kazmir?!! Co się dzieje?! - dziewczyna z trudem powstrzymywała łzy. Patrzyła na palące się chaty i krwawiących ludzi. - Mały!! - szybko wbiegła do chaty. - Synku!! Obudź się!! - zdjęła chustę i otuliła nią chłopca. - musimy iść. Pamiętasz, jak opowiadałam ci bajkę o krainie poziomek?? - dziecko przytaknęło i przetarło zaspane oczęta. - pójdziemy tam. Ty pójdziesz. A my z ojcem Cię znajdziemy!! Weź to!- dała mu miedziany medalik z wybitym imieniem.- i wzięła na ręce. - idziemy!! - wybiegli z chatki. Rozejrzała się dookoła. Świat wirował w jej oczach. Ujrzała zbliżające się czarne postacie na koniach. Zaczęła uciekać w stronę lasu. Za sobą słyszała doganiających ją najeźdźców. Była bliska celu. Gdy weszła do lasu, schowała się pod jednym z drzew i okryła gałęziami krzewów. Postacie zaczęły się oddalać.
-Kochanie.. zostań tu... Poczekaj na ojca i matkę. - kobieta spostrzegła dziurę wydrążoną przez piorun, w dębie stojącym kilka metrów dalej. - Chodź! - wsadziła chłopca do środka. - pod żadnym pozorem stąd nie wychodź - zagroziła mu palcem, a potem ucałowała w czoło. W jej oczach pojawiły się łzy. Chłopczyk spojrzał na nią zaciekawiony
-Perełki!! - krzyknął i musnął paluszkiem jej policzek,…