psychologia · 14 min czytania
W medalionie duszy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Prolog
„To już nie ma sensu. Nie dam sobie rady. Zawiodłam nie tylko siebie, ale i wszystkich, co we mnie wierzyli. Popełniłam jeden błąd, a za nim potoczyły się kolejne. Gdybym mogła cofnąć czas... Niestety, jest to niemożliwe. Każdy musi zapłacić za swe błędy i ja właśnie to robię. Dopiero teraz do mnie dotarło, co naprawdę zrobiłam. Szpan. Dlaczego uległam jemu? Jestem taka sama jak inni, których nienawidziłam. Zachowywałam się tak samo jak i one. Boże, jaka ja głupia jestem. Zbyt późno, to do mnie dotarło.”
Ciepła kropla łzy popłynęła po jej policzku. Spadła na białą, niezapisaną kartkę papieru.
„Tak! Płacz głupia płacz, bo nic innego ci teraz nie pozostało. Nawet nie wiesz co napisać! Nikt nie będzie za mną płakał. Nie wyleje łez nad moim grobem. Trzeba było wcześniej zacząć myśleć, a nie, gdy było już po fakcie.”
Zaczęła pisać. Po dłuższej chwili odłożyła piórko.
Część 22 / 2
„Kochana mamo i tato. Chciałam Was przeprosić. Za wszystko... Sama nie wiem, dlaczego to się stało. Jak do tego doszło. Złamałam zasady, których uczyliście mnie, przez całe moje życie. Wierzyliście we mnie, a ja Was zawiodła. Przepraszam za to, że się w ogóle pojawiłam na tym świecie. Zresztą, już wam nie będę przeszkadzać. Ty tato nie musisz już tak ciężko harować, by mi zapewnić dostatek. To nie wasza wina. Żegnajcie. Zawsze będę Was kochać. Wasza wyrodna córka.”
Schowała list do koperty i położyła na biurku. Jak zwykle nie było nikogo w domu. Tym razem jej jednak to nie przeszkadzało. Wybiegła z mieszkania. Pędziła przed siebie, ile w sił nogach i płucach. Wydawać się mogło, że gna bez celu. Ona go jednak miała. Wreszcie wiedziała czego pragnie. Po kilkunastu minutach ciągłego biegu, zatrzymała się. Tuż przed nią było urwisko i przepaść. Podeszła bliżej. Przejeżdżający mężczyzna, krzyknął do niej, by uważała. Zrobiła krok w przód i skoczyła. Na jej twarzy zagościł uśmiech, pierwszy od tygodni.
Rozdział I
- Anastazja pośpiesz się, bo się na lekcję spóźnimy – usłyszałam. Doskonale wiedziałam, że Karolinie śpieszy się na wuef, bo chce zrobić dobre pierwsze wrażenie na Marcinie, naszym nauczycielu od wychowania fizycznego. Tak naprawdę, to ona nigdy nie cierpiała owego przedmiotu. Nie przepadała zbytnio nad wysiłkiem fizycznym. W dodatku nie pasował on do niej. Karolina zawsze musi być ładnie, modnie i oryginalnie ubrana. Ma dobry gust. W dodatku świetnie dobiera kolory i dodatki. Ja tego nie potrafię. - No gazu dziewczyno! - jej głos nad moją głową wyrwał mnie z zamyśleń. Szybko chwyciłam strój i pobiegłam za przyjaciółką. Nie miałam pojęcia, że ona biegać potrafi. Muszę się wiele jeszcze o niej dowiedzieć. Znamy się od miesiąca. Karolina od razu odnalazła się w nowej szkole, otoczeniu. Mi przyszło to z trudnością. Zaprzyjaźniłyśmy się jednak. Do szatni wbiegłyśmy równo z dzwonkiem. Od razu zaczęłyśmy się przebierać. Inne osobniki tej samej płci co my, patrzyły się na nas, jakbyśmy przynajmniej pozjadały wszystkie rozumy. W sumie im się nie dziwię. Zasłynęłyśmy z tego, że zawsze spóźniałyśmy się na tę lekcję i na dodatek z wielką niechęcią ćwiczyliśmy. No, ale one jeszcze nie wiedzą, że zmienili nam nauczyciela od wychowania. Jako pierwsze wybiegłyśmy z szatni i pognałyśmy na salę. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast zobaczyć przystojniaka w dresie, który bawi się piłką czekając na nas, zastałyśmy, tę samą nauczycielkę co zawsze. - Karolina mówiłaś przecież, że... - urwałam w połowie zdania widząc zaskoczenie na twarzy kobiety. - O jaka niespodzianka. Widzę drogie panie, że jednak postanowiłyście zadbać o swoją kondycję i pojawiać się na sali gimnastycznej jako pierwsze. Oby tak dalej! - zakpiła sobie z nas. Uśmiechnęła się do mnie. Choć nie ćwiczę z zapałem u niej, to wie, że potrafię grać. Może nie na tyle dobrze, by być w reprezentacji szkolnej, ale na tyle, że jestem najlepsza z klasy. - Skąd pani wiedziała? - zapytałam z uśmiechem, udając, że to prawda. Nie wyszło mi to jednak najlepiej. - Zapewne słyszałyście o tej plotce, co puściła 3b. Chłopcy chcieli zrobić kawał pewnym dziewczyną i mi, ale im coś nie wyszło – uśmiechnęła się pod nosem. - Nowy nauczyciel od wuefu miał zastąpić mnie, ale jak widać, nadal ta sala należy do mnie! Gdybym wiedziała kto to wymyślił... Wy może nie wiecie? Chciałam mu pogratulować, bo kawał naprawdę dobry. Nagle wszystkie dziewczyny zaczęły z zabójczą prędkością się przebierać i wpadać na salę jak armata. To co słyszałyście o tym? - spojrzała na nas. Zaprzeczyłyśmy ruchem głowy. Machnęła na nas tylko ręką i odeszła. - No to ładnie - wymamrotałam. Lekcja szybko minęła, przynajmniej mi. Gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający nam, że to już koniec na dzisiaj, ruszyłam do szatni. To był mój ostatni przedmiot dzisiaj. Pożegnałam się z Karoliną i udałam się na przystanek. Znajdował się raptem, trzy ulice od szkoły, ale mi przejście tego kawałka, zajęło całe dwadzieścia minut. Nie śpieszyło mi się zbytnio do domu. Jak na październik, było wyjątkowo ciepło i słonecznie. Do szczęścia brakowało mi tylko śpiewu ptaków i świeżego, nieskażonego powietrza. To było jednak nieosiągalne. Kiedyś mieszkałam na wsi. Pokochałam to miejsce z całego serca. Z dala od zanieczyszczeń i spalin. Pierwsze promienie słońca i ćwierkanie ptaków, budziło mnie. Babcia z mamą zawsze same robiły śniadanie. Wychodziły rano, by wydoić krowę, upiec chleb. Jak ja to pamiętam! To jest najpiękniejszy okres w moim życiu. Do dziś nie mogę się pogodzić z tym, że wyprowadziliśmy się do miasta. Z mojego powodu, dla mnie. Gimnazjum było zbyt daleko by dojeżdżać, więc kupili mieszkanie w mieście. Co prawda teraz o wiele lepiej nam się powodzi finansowo, ale nie oto w tym wszystkim chodzi. Autobus zatrzymał się na przystanku. Wsiadła do niego. W środku jak zawsze w godzinach szczytu, nie było gdzie usiąść, a nawet stanąć, by mieć odrobinę miejsca dla siebie. Z nudów zaczęłam przyglądać się ludziom, a było na co popatrzeć! Jedno miejsce, a tyle różnych, by nie powiedzieć odmiennych osobowości i kultur. Prawie każdy z tych ludzi, miał własny, niepowtarzalny styl na życie. Ja go nie posiadałam. Zwykła dziewczyna, kompletnie niczym się niewyróżniająca, ot co. Obok mnie stała dziewczyna, chociaż stu procentowej pewności nie mam, jaka to jest płeć. Na nogach miała długie, dość potężne buty. Dowiedziałam się, że zwą się glany. Było koloru czarnego, a sznurówki czerwone. Nie powiem dość dobrze to pasowało, ale nie do mnie. Resztę jej stroju było normalne, tylko że wszystko czarne. Jakaś nowa moda czy co? Spojrzałam na innych, lecz mało kto, miał jeszcze ten kolor. Odetchnęłam z ulgą. Jednak jeszcze wiem, co się dzieje w świecie mody. Mój wzrok znowu począł na dziewczynie w glanach. Była naprawdę ładna. Długie, kasztanowe włosy, sięgały jej do pleców. Na twarzy dość mocny, ostry i ciemny makijaż. Nie, to już była tapeta. Przez moją głowę przebiegła myśl, że szkoda mi jej. Dziewczyna zapewne ładna i zgrabna, to było jasne, a tak się…