Kryminał · 11 min czytania
W mieście spowitym całunem nocy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miasto ogarniała noc, gdy wyszła z pracy. Latarnie gęsto oświetlały puste ulice. Jak okiem sięgnąć nig-dzie nie dostrzegła żadnego przechodnia. Nie lękała się wracać do domu o tak późnej porze, bowiem zbyt często tak jej się układały godziny pracy. Ostatni autobus odjechał z przystanku i została zupełnie sama. Śmiało ruszyła w kierunku swojego mieszkania. Miasto znała od lat. Tu się urodziła i wychowała. Zaś dzielnica w której mieszkała zdawała się być najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Choć czasem może kogoś pobito lub okradziono, ale znała wszystkich złych ludzi ulicy – byli jej rówieśnikami. Nagle w nocnej ciszy rozległ się tupot kilku biegnących ludzi. Mimowolnie odwróciła głowę i wyraźnie dostrzegła, że jeden uciekał, a dwóch go goniło. Kiedy przebiegli obok niej, z przerażaniem stwierdziła, iż są to nieznajome jak dotąd twarze. Drgnęła poruszona niespokojną myślą. Gdyby nawet wezwała pomocy nikt nie przybyłby na czas, aby udzielić jej ratunku. Wystraszona nie na żarty przyspieszyła kroku. Skręciła w pierwszą lepszą uliczkę i skryła się w zaułku, aby odczekać. Serce podeszło jej do gardła, gdy usłyszała szmer parę metrów obok. W chwilę potem ktoś położył dłoń na ramieniu dziewczyny. W tym samym czasie poczuła przykrą woń brudasa. Odwróciła głowę w jego kierunku i zobaczyła bezdomnego, zaniedbanego osobnika, który zamieszkał w kartonie leżącym nieopodal. - Jesteś księżniczką w świecie smoków – zacytował bezdomny. Wystraszona nie potrafiła zrozumieć o co chodziło w tym zwrocie. Bezdomny spoglądał na nią niewidzą-cym wzrokiem. Gwałtownie wstała i wyszła z zaułka. Idąc ulicą wśród nocnych świateł kolejny raz usły-szała za sobą czyjeś kroki. Domyślając się, iż to brudas wyszedł za nią, zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Pragnęła jak najszybciej zamknąć za sobą drzwi mieszkania na klucz. Ale do domu miała przejść jeszcze kilka przecznic. Nie spoglądając za siebie przyspieszyła kroku, olśniona nową myślą. Przecież ten bezdomny nie może iść tak równym krokiem utrzymując wciąż tę samą odległość za nią. Strach nie pozwolił spojrzeć za siebie. Mijały kolejne minuty, a kroki za nią utrzymały swą miarowość. - Amy zaczekaj! Usłyszawszy znajomy, miło brzmiący głos zatrzymała się i odwróciła. Przed nią stał jeden z wadno nie widzianych przyjaciół. - Amy Allen – uśmiechnął się nadchodzący mężczyzna. – Nie byłem przekonany, że to ty. Przypomniała sobie, że ów przyjaciel jakiś czas temu wyjechał do pracy za granicę. Odetchnęła głęboko i spokojnie. - Jake Decker. Kto by przypuszczał… - Może uhonorujemy nasze spotkanie filiżanką kawy? - Uhonorujemy? A cóż to za słowo? Jake poruszył się niespokojnie. - No wiesz co miałem na myśli. - Wiesz – zawahała się – wierz mi, wolałabym cię spotkać jutro. Jake pewnie objął ją ramieniem. - Sama nie wiesz jak wiele może się zdarzyć do jutra. Jego opanowanie, spokój z jakim mówił, zawsze wzbudzał zaufanie. Jego łagodny wyraz twarzy przeko-nał ją wreszcie, że stoi przed nią przyjaciel. Przyjaciel jakiego w tej chwili potrzebowała. W najgorszych obawach, nie przypuszczając jak tragicznie może skończyć się dla niej ta noc, ufnie pozwoliła poprowa-dzić się do miejsca, które wybrał. Czasami naiwna Amy w swym zaufaniu do przyjaźni nigdy nie pomyślałaby jak wielce pieniądze potrafią zmienić człowieka. Nie wiedziała, po co wyjechał i czym się zajmował za granicą. Pamiętała dzień jego egzaminu na studiach medycznych, a potem mało płatną pracę w upadającej placówce zdrowia. Schowawszy się wcześniej w zaułu nie dostrzegła, iż zaparkował przy ulicy nowe Alfa Romeo GT. Po kilkuset metrach doszli do nocnego klubu. Amy spojrzała w lustro po zdjęciu wierzchniej garderoby. Ciemne długie włosy miała w nieładzie, a migdałowe oczy nabrały dziwnego smutku. Jake jakby zauwa-żył coś dziwnego w jej spojrzeniu. - Zaraz walniemy sobie coś na rozluźnienie i miną ci wszystkie smutki. Zajęli miejsca przy stoliku na pustej sali. Za barem stał nowy barman, którego nigdy tu nie widziała. Po-nurym wzrokiem na nich spoglądał. Zupełnie jakby chciał powiedzieć, żeby już sobie poszli. Robił wra-żenie zwykłego barmana znudzonego pobytem w pracy. Obserwowała jak Jake podszedł do bufetu i przez chwilę wymienił kilka spojrzeń z barmanem. Jednak przeżywają jeszcze pełne strachu chwile nie dostrzegła gestu, kiedy Jake wsunął barmanowi do ręki jakiś przedmiot. Jake niosąc w dłoniach dwie szklanki z kolorowym płynem wrócił do stolika. Jakby z fałszywym zrozu-mieniem spoglądał na zasmuconą twarz dziewczyny. Amy nadal widziała w nim towarzysza zabaw i przyjaciela jakim zawsze wobec niej się okazywał. Jako jedyna z ich grona rówieśniczek potrafiła zrozu-mieć jego pochodzenie z biednej rodziny. Uważała, że nawet długi czas pobytu za granicą nie odmienił jego postępowania. Zdawało jej się, że już na początku tego spotkania powinna mu powiedzieć o chłopaku z którym obecnie mieszka i który jest o nią chorobliwie zazdrosny, ale nie potrafiła tego zrobić. - Co robiłeś tyle czasu za granicą? – zapytała dla podtrzymania rozmowy Amy. - Pracowałem, pracowałem, pracowałem. Poznałem wielu ciekawych ludzi – przerwał spoglądając na jej do połowy pustą szklankę – oferujących pieniądze za dostarczenie bardzo rzadkiego i cennego towaru. Amy nagle poczuła dziwny bezwład w swoim ciele. *** Tymczasem Michael, chłopak Amy obudziwszy się późno w noc, nie dostrzegł obok siebie dziewczyny. Uniósł się nad posłaniem, zapalił papierosa, a następnie wstał i wyjrzał przez okno, jakby spodziewał…