Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 6 min czytania

W moim domu nie gości głucha cisza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Niewielką przestrzeń mojego domu wypełniają przedmioty. Są inspiracją, sposobem na dobry nastrój o bladym świcie. Zapomniany fortepian stojący od lat w kącie skarży się na zmienność rzeczy. Ciężkie krzesła oparte o stół mruczą oczekując na spóźnionych gości. Sekretarzyk otulony szczelnie światłem małej lampki, wzdycha tęsknie wyglądając pracowitych rąk. Laptop wierny towarzysz bezsennych nocy w uśmiechu szczerzy klawisze do śpiących spokojnie obok książek. Na porozrzucanych skrawkach papieru widnieją zastygłe myśli. Zebrałam i zapisałam je w codziennym pośpiechu. Zdobią je strzępy wierszy poety. Myśli rozciągnięte między czarnymi literami nie pozwalają mi zapomnieć, przywracają wspomnienie szczerej rozmowy, pomagają pokonać zwątpienia. Dbam by te słowa nie odleciały jak kolorowe latawce, mocno ściskam je w dłoni. Na ustach mam niekłamany podziw dla talentu ich autora. Poeci nie zjawiają się przypadkiem, prawdziwy talent rzadko się objawia, znaczą go gwiazdy, uważnie zaglądające w rymy wierszy. Mój poeta nie potrzebuje drabiny, ma skrzydła większe niż ptaki. Wiatr w locie mu nie przeszkadza, nie szarpie sukienki i nie przygina ku ziemi. Cóż, moja drabina jest za krótka, jednym Bóg sypie darami, drugim skąpi. -I co można zrobić? - Powtarzam za malarzem bez ucha. Czasem zanoszę prośbę w cichej modlitwie lub w bezsilnej złości. Bóg mnie nie słucha, ma tyle ważniejszych spraw, tyle słów ma na głowie i zmęczone oczy. Trwam na swojej dziurawej drodze. Nieważne dokąd niosą mnie nogi, czy są bose i dokąd prowadzą cienie. Czasem przyspieszam złakniona dobrej wiadomości, chcąc za nią nadążyć. Gdy sączy się we mnie rzeka lęków i obaw przystaję zamyślona szukając drogowskazu.

Moje przedmioty, zbierałam je latami. Są świadkami moich radości, upadków i wzlotów. Tkwią tam gdzie je postawiłam. Czy im jest dobrze? Nie pytam. W nocnym mroku nie milczą ponuro, stopniowo tracą swoje kształty, a jak śpią, to na niby. Gdy słucham ich opowieści, emocje stają się brzęczącą muchą strzepywaną przeze mnie od niechcenia. Proste słowa niosą mnie w nieznane, mówią o dalekich podróżach, przywołują wspomnienia dziwnych spotkań, które mnie tak lubią.

Gdy smutek wkracza do mego domu moje przedmioty szarzeją. Wyciągają ręce do łez na mojej twarzy, chcą je zapewne obetrzeć. Kwiaty w szklanych wazonach więdną przestraszone. Schną rośliny stojące w glinianych doniczkach wciśniętych pomiędzy radio a stary młynek do kawy. Gdy płaczę, nie ma komu ich podlać.

Gdy śmieję się szczerze jak dziecko, one cieszą się razem ze mną.

Oprawione w ramki, wyblakłe, rodzinne fotografie przypominają o moich korzeniach, czasem głośno strofują.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%