Inne · 9 min czytania
W MORDĘ JEŻA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Maj był wyjątkowo ciepły. Butelki z oranżadą ustawione na stołach w przykładnym szyku, po cztery, opróżniono zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć, że pić wolno. Kilku mężczyzn stało przy otwartym oknie. Rozmowa dotyczyła zakończonego kilka dni temu Wyścigu Pokoju. -Suchoruczenkow to jednak kozak – powiedział Kuryś i smarknął za okno. – Robił z Sujką i Jankiewiczem co chciał. W ogon jeża! Stojący z boku bracia Gromek zaczęli się śmiać niemal jednocześnie. Kuryś etatowy pracownik taniej jatki nie lubił gdy ktoś się z niego śmieje. -No i z czego się śmieją, w mordę jeża? - Czy może się wam radzieccy kolarze nie podobają? – Kuryś stanął w pozycji zaczepnej. Jeden z Gromków, odważniejszy wskazał palcem za okno. -Pan smarknął na Nysę. Kuryś wychylił się i będąc częściowo za oknem zapytał. -Gdzie? W mordę jeża, gdzie? Ten sam Gromek pośpieszył z wyjaśnieniem. -Ta biała plamka, na dachu. Sam widziałem. Kuryś podwinął rękawy, jakby miał zamiar wykonać cięcie przez żebra. Po chwili przypomniał sobie gdzie się znajduje i kim jest. -Czy nikt naprawdę nie wie kiedy, ten facet przyjdzie? Czekamy tu już z godzinę… Mężczyźni na sali nie zareagowali. Ktoś czytał stary numer Trybuny, znaleziony na parapecie. Inny nowozakupionym scyzorykiem czyścił sobie paznokcie. Stary wiarus Pelc zapadł w popołudniową drzemkę. -To są jakieś kpiny, w mordę jeża – Kuryś nie przestawał jątrzyć. - Z roboty się zwolniłem i siedzę tu jak jakieś głupek, nie mogli powiedzieć, że na piątą, to bym się nie zwalniał. -Stul dziób! – Pelc przebudził się i spojrzał na Kurysia groźnie. W tej chwili wszedł do sali niski, wąsaty mężczyzna, zdecydowanym gestem zamknął drzwi. Nie patrząc na nikogo zasiadł przy stoliku i zaczął rozpakowywać paczkę Mocnych. Kuryś usiadł na pierwszym wolnym miejscu i z wyrzutem przyglądał się przybyłemu. -Nazywam się kapitan Oprządek. Sztab Wojewódzki wyznaczył mnie żeby was przeszkolić. Kapitan mówił krótkimi zdaniami. Głos miał suchy, lekko świszczący, wszystko wskazywało, że palił trochę za dużo. Kuryś niczym grzeczny pierwszoklasista uniósł dwa palce w górę. -Mogę o coś zapytać? -Pytajcie. -Czy kapitan ma przypadkiem rodzinę w Brańszczyku, znałem kiedyś jednego Oprządka…w mordę jeża, miał chłop zdrowie do picia. Kapitan zerwał się z miejsca. -Cisza. Nie zebraliśmy się tu na pogaduszki. Stan jest wyjątkowy. Wszyscy wiedzą co się zbliża, w dodatku wielkimi krokami się. Sztab Wojewódzki Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej postanowił utworzyć z was brygadę specjalną. W tym momencie drzwi otworzyły się. Cycata sekretarka postawiła na stole dwie duże, turystyczne torby. Po czym wyszła kręcąc nieprzyzwoicie pośladkami. -Przymierzcie to – powiedział Oprządek i podszedł do okna.
Dziesięć minut później kapitan Oprządek miał przed sobą dwunastu mężczyzn w sutannach. -W mordę jeża! – sapnął Kuryś, pot się ze mnie leje, jak jasna cholera, nie ma dla mnie czegoś innego? -Co pewnie chciałbyś od razu za biskupa? Na sali zapanowała ogólna wesołość, która kapitan Oprządek przerwał energicznym uderzeniem w stół. -Cicho, kurwa! To jest ORMO czy jakiś cyrk? Zamknąć kłapaczki i słuchać. Kapitan zaczął przechadzać się między stolikami. Lepiej mu się wtedy myślało. -Chodzicie do kościoła? -Wyłącznie w celach służbowych – poderwał się Pelc. -Dobrze, dobrze. Wroga trzeba poznać. Władza ludowa nie jest taka głupia jakby się niektórym wydawało. Powiem wprost. Spotkał was wielki zaszczyt. Zostaliście wybrani z pośród wielu kandydatów, z jednego powodu. Wszyscy pochodzicie, z rodzin katolickich. Znacie zasady wiary, znacie świętych, tą…Matkę Boską znacie, dlatego będziecie dobrymi księżmi. Tak uważa partia. -O w chuj – wyrwało się Kurysiowi, który zaczynał rozumieć powagę sytuacji. -Co tam mruczycie? – kapitan stanął z wysoko uniesionymi brwiami i przyglądał się winowajcy. -Ku chwale ojczyzny, panie kapitanie. -No – uśmiechnął się Oprządek. – Jak jesteście tacy wygadani, to teraz was posłuchamy. Proszę bardzo „Ojcze Nasz”, raz, dwa! Kuryś bez wahania wyrecytował modlitwę. Kapitan…