Kariera · 9 min czytania
w pogoni za ideałem - epilog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kobieta siedziała przy stole. Kolację miała gotową już kilka godzin temu. Wzięła do ręki telefon i po chwili odłożyła go z powrotem obok talerza. "zadzwonię za chwilę. Minutę temu nie odebrał, godzinę temu też nie. Pewnie znowu jest zaabsorbowany pracą." Była przyzwyczajona. Zawsze wracał późno. W końcu był artystą. Ci zawsze bujają w obłokach. nie wytrzymała. Gwałtownym ruchem podniosła komórkę i ponownie wybrałą jego numer. Wciąż nie odbierał. "Sporo się spóźnia. Nawet jak na niego." Schowała sałatkę do lodówki, ubrała się i wyszła. Na zewnątrz było już ciemno. Przypomniał się jej ostatnio oglądany horror. Przeszły ją ciarki. Mimo, że noc była ciepła, zrobiło jej się zimno. Przyspieszyła krok. Warsztat był pięć ulic dalej. "W lewo, później w prawo..." Znała drogę na pamięć "Może mu się coś stało?" "Nie" uśmiechnęła się w duchu "Co mogło mu się stać?" Była już obok budynku, w którym znajdował się warsztat. Światło w pracowni było zapalone. Podeszła do wejścia i nadusiła guzik domofonu. Zero reakcji. Wyciągnęła zapasowe klucze i weszła do środka. Na klatce schodowej panował spokój. Winda czekała na parterze. Wsiadła i automatycznie wcisnęła piętnastkę. Uśmiechnęła się. "Buja w obłokach nie tylko w przenośni." W czasie długiej jazdy na górę przypominały jej się miłe chwile spędzone w pracowni. Zaczęła marzyć o tym, co wydarzy się za chwilę. Odwróciła się do lustra i poprawiła grzywkę. Znowu na jej twarzy zagościł uśmiech. Piętnaste piętro. Wyszła z windy i zapukała do drzwi. "Powinien zareagować. Co się dzieje?" Poczekała chwilę i trzęsącymi się rękoma wyciągnęła klucze. Miała problem z chwyceniem dobrego, a później z trafieniem do zamka. W końcu udało jej się to. Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. - kochanie - zawołała od wejścia. odpowiedziało jej echo. Nacisnęła klamkę do pokoju, w którym pracował. - Boże! -krzyknęła, a jej głos rozbrzmiewał jeszcze przez chwilę. Jego ciało leżało na ziemi, a pod nim była wielka kałuża krwi. Dostała zawrotów głowy. Obraz zawirował jak szalony. Upadła na ziemię i straciła przytomność
Obudziła się, gdy za oknem świeciło już słońce. Po chwili dotarły do niej wspomnienia sprzed kilku godzin. Zerwała się z krzykiem na ustach. - Kochanie! -łzy spływały jej po policzkach. Podeszła do ciała i odwróciła je tak, żeby spojrzeć na jego twarz. Miała nadzieję, że on udaje. "to tylko głupi żart." Łzy kapały na jego przesiąknięty krwią i potem T-shirt. Zauważyła dłuto wbite w klatkę piersiową rzeźbiarza. - Kto ci to zrobił? - zapytała łamiącym się głosem. Wyjęła komórkę i próbowała wybrać numer policji. Drżącymi palcami ledwo trafiała w klawisze. - Dzień dobry - wydukała. Głos kobiety siedzącej po drugiej stronie telefonu odpowiedział. - Mój - te słowa nie chciały wydostać się na zewnątrz. Dziewczyna wysiliła się. - Mój chłopak - Potrzebowała chwili, aby to do niej dotarło. wciąż nie mogła w to uwierzyć. - Mój chłopak nie żyje. Podała swoje imię, nazwisko i adres warsztatu. Czekała.
Kilka dni później została wezwana na komisariat. Przed wejściem do środka minęła dwójkę chłopaków, którzy akurat wychodzili. Ubrani w dresy i sportowe buty. Wszystko markowe. Jeden z nich, żując gumę tak, jakby wentylowanie ust miało polepszyć jej smak, spojrzał na nią i uderzył kumpla lekko w ramię. Gdy już obaj patrzeli na nią jak na mięso, ten od gumy odezwał się: -Mała... Chcesz zobaczyć mój wóz? Ma wygodne tylne siedzenia i przyciemniane szyby. - wyjął z kieszeni kluczyki i zaczął nimi kręcić na palcu. "Gówniarze..." pomyślała "najlepiej nie zwracać na takich uwagi." Weszłą do środka. Przywitała ją pustka. Długi blat, na nim monitor, klawiatura i myszka, a za nim krzesło obrotowe. Po chwili przez drzwi do następnego pomieszczenia weszła dosyć młoda dziewczyna, około dwudziestki, ubrana w mundur. - Witam. Moje kondolencje. - przywitała się z uśmiechem wyrażającym lekkie zakłopotanie. -Komisarz jest w swoim biurze. Zaprowadzę panią. Chwilę później kobiety stały przed drzwiami z napisanym stopniem i nazwiskiem śledczego. - To tu - stwierdziła policjantka - Dziękuję. -Po przekroczeniu progu zauważyła ogromny kontrast między tym, a poprzednim pomieszczeniem. "Nieźle się urządził za nasze podatki. A ON nie żyje. Pewnie morderca i tak nie zostanie złapany." -Dzień dobry pani - wyciągnął w jej stronę rękę. "Niewychowany. To kobieta pierwsza wyciąga dłoń." - Dzień dobry. -mimo wszystko uścisnęła jego rękę i usiadła. Potrzebowała…