Pisarstwo · 7 min czytania
W pogoni za pomysłem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Ktoś kto szuka idealnego miejsca do pisania, nigdy nie skreśli ani linijki."- David Baldacci.
Jestem młodym twórcą... pisarzem. Mam trzynaście lat i powoli czuję, że to moje powołanie. Co rano wstaję z nowymi pomysłami na książki czy opowiadania. Niestety, gdy zorientuję się, że zaraz muszę iść do szkoły zapominam o genialnym, jak mi się wydawało, pomyśle. Na lekcjach i przerwach próbuję na coś wpaść, ale jedyne, na co wpadam, to drzwi otwierane nagle przez nauczycieli. Efektem tego nie był pomysł na nowy tekst lecz dość duży guz na głowie. Po powrocie do domu wypompowany robię lekcję i siadam przy biurku z długopisem i czystą kartką. Czekam na natchnienie pewien, że zaraz przyjdzie. Zamiast tego przyszła mama. Otworzyła drzwi od mojego pokoju i spytała: - Co robisz?- spojrzałem na nią pełnymi dezaprobaty oczami. - Tworzę!- odpowiedziałem stanowczo i dumnie.- A ty mi przeszkadzasz w pracy.- dodałem. - A co takiego tworzysz?- zapytała dociekliwie. - Opowiadanie tworzę. - Dobrze. Dasz mi "ocenić" jak skończysz? - Tak odparłem kończąc tę, jakże denerwującą rozmowę. Mama wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Spojrzałem na pustą kartkę. Wziąłem do ręki długopis i pomyślałem. - A może by było tak...- powiedziałem do siebie zaczynając pisać: "Dwóch mężczyzn siedziało przy stole. Sączyli piwo rozmawiając ze sobą głośno. Piana z kufli pozostawała na ich gęstych brodach. Rozmawiali o sezonie na gobliny, który właśnie się zaczął. Na przemian opowiadali sobie o technice polowania jakiej będą używać. W końcu sto złotych monet za głowę jednego, to nie jest mało. - Zrozum, łuk nie będzie taki skuteczny, bo one są piekielnie szybkie i zwieją przed strzałami.- powiedział jeden. Był wyraźnie starszy od mężczyzna naprzeciwko. - Tak, ale mieczem też nic nie zwojujesz.- odpowiedział..." Wyrwałem kartkę jak szybko się dało. Zgniotłem ją w kulkę i wyrzuciłem gdzie bądź, byle dalej ode mnie. - To bez sensu, polowanie na gobliny. Co za głupota!- warknąłem. Strasznie zdenerwowany rzuciłem zeszytem o ziemię i poszedłem spać. Leżąc w łóżku pomyślałem, że jutro będzie lepiej, że dziś to tylko brak weny. Strasznie wnerwiony, że musiałem wstać o 6:45 wpakowałem się z tornistrem do samochodu, którym mama wiozła mnie do szkoły. Rano nie przyszedł mi do głowy żaden ciekawy pomysł, prócz spalenia szkoły oczywiście. Znów czekało mnie siedem nudnych lekcji. Na duchu podtrzymywała mnie myśl, że gdy wrócę rozpocznie się wymarzony okres dla każdego młodego pisarza- weekend. Kiedy wróciłem do domu mama poinformowała mnie, że mój tata i siostra dojechali do Opola. Mój tata pojechał tam na jakiś zjazd, a moja siostra z nim, ponieważ odbywały się tam występy różnych gwiazd estrady. Opowiedziałem mamie o moim kumplu, też marzycielu, który idąc na pierwszy trening piłki nożnej skręcił nogę. Marzył, że zostanie piłkarzem, a tu idąc chodnikiem wszedł nagle w kałużę i tak się przestraszył, że zamoczył nowe korki, iż przewrócił się niefortunnie, skręcając sobie nogę. Przez ok. no wszystko widziała jego mama gdyż odszedł od bloku zaledwie dwadzieścia metrów. Kiedy poszedł z tym do lekarza…