Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 20 min czytania

W pogoni za życiem (ROZDZIAL II)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Minął już długi tydzień od ostatniego polowania. Joanna powoli zaczynała dochodzić do siebie. W końcu była w stanie zmusić się do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego, potrafiła też, chociaż z niemałym problemem, wyjść w nocy z mieszkania, by poobserwować życie zwykłych ludzi. Czasem też zakładała okulary przeciwsłoneczne i, przez niewielką szparę w żaluzjach, patrzyła na perypetie życiowe swoich sąsiadów, których okno znajdowało się dokładnie naprzeciwko jej. Lubiła to robić. Zawsze wtedy wyobrażała sobie, że to ona ma męża i dwójkę dzieci, to ona wstaje co dzień rano by pójść do pracy, to ona gotuje obiady, ona kocha, ona ma przyjaciół. Tymczasem zawsze powracała świadomość, że nigdy nie będzie podobna do tych ludzi. Że już do końca swoich dni pozostanie przeklętą wampirzycą. To bolało. I to bardzo. Szczególnie zaraz po polowaniu. Po Pat nie było śladu. Joanna zawsze zastanawiała się, co ona robi, kiedy się nie spotykają. Zdawała sobie sprawę, że tak naprawdę nie zna swojej przyjaciółki. A przynajmniej nie wie nic o jej życiu przed przemienieniem. Znała tylko kilka najistotniejszych szczegółów. Jednak nie przeszkadzało jej to. Wcześniejsze życie mogło być dla Pat drażliwym tematem. W końcu po przemienieniu musiała zmienić wszystko. Nie mogła już chodzić do szkoły bo przecież nie przeżyłaby na słońcu, straciła przyjaciół, którzy zaczęli jej unikać, rodzina się od niej odsunęła, podejrzewając u niej jakąś chorobę psychiczną. Chcieli też wysłać Patrycję do szpitala, by wyleczyli ją z „tego cholernego” światłowstrętu. I co najważniejsze – straciła ukochanego chłopaka, z którym wiązała ogromne nadzieje. A ten ją tylko oszukał. Omamił, rozkochał w sobie, po czym wykorzystał jako swoją kolejną ofiarę. Zamienił ją w wampira. Zrobił jej najgorsze świństwo, jakie tylko mógł. Pat uciekła. Nie mogła znieść tego, że nagle wszystko było nie tak. Chciała się zabić. I to wielokrotnie. Jednak zawsze rany bardzo szybko się regenerowały. Więc została skazana na ten nędzny żywot. Na zawsze. Joanna nie rozumiała tego, co czuła Pat. Nigdy nie stała przed takim faktem dokonanym. Ona miała wybór. Mogła się zabić, zamiast szukać swojej pierwszej ofiary. Jednak była zbyt wielkim tchórzem, żeby to zrobić. Chciała żyć, a nawet podobała jej się perspektywa istnienia przez wieki. Jaka wtedy była głupia... Chciałaby cofnąć czas. Jednak wiedziała, że już nigdy los nie da jej szansy takiego wyboru. Zawsze zastanawiała się, jak to się stało, że od zawsze miała ochotę na ludzką krew. Wiele o tym czytała. Kiedyś trafiła na bardzo starą księgę, która mówiła, że wampiry mogą mieć dzieci. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że miały one nikłą szansę zostania normalnym człowiekiem. Było to naprawdę małe podobieństwo, ale zawsze jednak istniało. Jednak nigdzie nie znalazła wzmianki o urodzeniu wampirzątka przez normalną kobietę. Jej matka nie była wampirem – to Joanna wiedziała na pewno. Ojciec też wyglądał całkowicie normalnie i umarł, jak każdy śmiertelnik, ze starości. Skąd więc u niej takie skłonności? Kiedy, w wieku ośmiu lat, wraz z właściwymi zębami, wyrosły jej wampirze kły, myślała, że to jest normalne. Nie miała kontaktu z innymi dziećmi, uczyła się w domu, który zostawił jej Karol Godula. Nie zdawała sobie sprawy, że dzieje się z nią coś dziwnego. Dowiedziała się, że jest wampirem, kiedy piała piętnaście lat. Wtedy to zmarła jej matka i na jej miejsce przybyła niańka. Kobieta od początku zachowywała się dziwnie. Zawsze śmierdziała czosnkiem i patrzyła na Joannę z przerażeniem. Kiedyś dziewczyna spytała ją o powód takiego zachowania. Kobieta jednak, śmiertelnie przerażona, wybiegła z pokoju, krzycząc „Zabierzcie ode mnie tego wampira!”. Już nigdy nie wróciła. Joanna czasami zastanawiała się, co się z nią stało. Dziwiło ją to, że nikomu nie powiedziała o jej przypadłości. Może za bardzo się jej bała, a może po prostu z przerażenia coś sobie zrobiła. W każdym bądź razie, od tego momentu, nastoletnia Joanna zaczęła szukać w księgach jakichkolwiek informacji o wampirach. Nie wiedziała jeszcze, że kiedy już się czegoś o sobie dowie, będzie robiła wszystko, żeby o tym zapomnieć...

* * *

Joanna szła powoli ulicami miasta. Noc była wyjątkowo ciemna, ponieważ księżyc zasłaniały ciężkie chmury. Fakt pogarszało to, że w mieście była awaria prądu i nie świeciły uliczne latarnie. Dziwiło ją to, że dotąd nie spotkała ani jednego człowieka. Nikt nie chciał jej zaatakować, nikt nie próbował składać jej niemoralnych propozycji ani nawet nie próbował sprzedać sprzętów wątpliwego pochodzenia. Wokół panowała dziwna, niepokojąca cisza. Joanna rozglądała się wokół ze zdziwieniem, próbując dojrzeć chociaż jedną podejrzaną, albo i nie, osobę. Jednak nigdzie nie było choćby najmniejszego śladu żywej duszy. Nagle usłyszała jakiś szmer niedaleko siebie, jednak nie potrafiła dostrzec jego źródła. Brzmiało to tak, jakby ktoś za nią szedł. Nie były to jednak zwykłe kroki. Stąpanie człowieka wydaje inny dźwięk. Szedł za nią wampir albo jakaś inna istota, której Joanna nie była w stanie rozpoznać. Zatrzęsła się w duchu. Miała tylko nadzieję, że to coś przypadkiem znalazło się niedaleko niej. Wiedziała, że jeśli ją śledzi, każdy jej najmniejszy błąd może zakończyć się tragicznie. Przyspieszyła kroku, planując schować się w najbliższej spotkanej knajpie. W tym momencie jednak poczuła na swoim karku czyjś śmierdzący oddech. Odwróciła się najszybciej, jak była w stanie. Natychmiast jednak zrobiła kilka kroków w tył, bowiem spojrzała w czyjeś czerwone, przekrwione oczy. Z trudem powstrzymała się, by nie krzyknąć. Już chciała uciekać, kiedy ktoś wykręcił jej ręce do tyłu i zarzucił czarną płachtę na głowę. Próbowała się jeszcze wyrwać, jednak z marnym skutkiem. Zamiast spodziewanego efektu, poczuła w prawej ręce ukłucie igły. Ktoś jej coś wstrzykiwał. Ostatni raz wierzgnęła, po czym upadła na ziemię. Jej świadomość z trudem odnotowała, że ktoś ciągnie ją za ręce po błocie. Potem była już tylko ciemność...

* * *

Kobieta nerwowo przechadzała się po pomieszczeniu. Co chwilę patrzyła na zegarek, jakby na coś czekała. Kiedy jednak nic się nie działo, zdenerwowana otworzyła zamaszyście drzwi i wybiegła z pokoju zapominając je zamknąć. Na korytarzu rozległ się głośny stukot obcasów.

Dwóch mężczyzn stało przy ścianie i cicho ze sobą rozmawiało. Jeden – wysoki z czarną kozią bródką co chwilę rozglądał się po korytarzu, jakby chciał się upewnić, że nikt nie będzie nim przechodził. Miał przecież do przekazania sekretną nowinę i nikt nie powinien go usłyszeć. - Nie było żadnych problemów. Obiekt jest teraz w laboratorium. Przeprowadzają niezbędne badania – powiedział bardzo szybko i bardzo cicho. - Za jakąś godzinę powinni pozwolić nam go obejrzeć. - Czy to jest pewne? – zapytał trochę głośniej jego towarzysz – niższy, łysiejący blondyn. – To znaczy, czy teraz w końcu będziemy mogli przeprowadzić eksperyment? - Nie wiadomo. Oni muszą się upewnić, że tym razem nie będzie żadnych problemów. Ostatnie drogo nas kosztowały. - Tak, pamiętam. Czy możemy coś dla nich zrobić? - Niestety nie. Teraz wszystko zależy już tylko od nich i od obiektu. Pozostaje nam mieć nadzieję. W tym momencie obaj mężczyźni odwrócili się gwałtownie na dźwięk stukotu obcasów. Zza zakrętu wyłoniła się nieco przysadzista kobieta. Miała minę, jakby jedynym jej marzeniem w tej chwili było pozbawienie kogoś życia w wyjątkowo brutalny sposób. - Gdzie jest Hans?! – krzyknęła z furią do napotkanych mężczyzn opluwając ich przy okazji kropelkami śliny. – Miał się ze mną spotkać już pół godziny temu! Co znowu robi ten cholerny darmozjad?! Już ja mu pokażę – te ostatnie słowa wypowiedziała ciszej, jakby do siebie. - Hans jest w laboratorium, pani prezes – odparł mężczyzna z bródką, jednocześnie kłaniając się kobiecie. – Udało im się przyprowadzić obiekt. Teraz trwają badania. - Co?! – kobieta gwałtownie zbladła, po czym jej twarz przyjęła odcień zieleni. – I ja o niczym nie wiem?! Za co ja wam płacę? - Nie było czasu – wyjaśnił. – Obiekt stwarzał pewne problemy. Musieli działać szybko. Kobieta prychnęła z furią, po czym oddaliła się najszybciej, jak tylko potrafiła w stronę laboratorium. Już ona pokaże tym darmozjadom, kto tu rządzi.

* * *

Była noc. Niski mężczyzna szedł powoli w stronę lasu. W pobliżu nie dało się dostrzec żywej duszy, a odgłos jego kroków był jedynym słyszalnym w promieniu kilometra. Nagle zza zakrętu wyłoniła się zakapturzona postać. Mężczyzna gwałtownie stanął i utkwił swoje szaroniebieskie oczy w przybyszu. Ten, jakby nic sobie nie robiąc z nieoczekiwanego towarzystwa, nadal szedł przed siebie wpatrzony w jakiś odległy punkt. Mężczyzna uniósł brwi ze zdziwienia. Kiedy postać zniknęła z jego pola widzenia, ruszył biegiem w stronę lasu. Musi się pospieszyć! Oni już zaczęli działać!

* * *

Joanna słyszała wokół siebie jakieś odgłosy, jednak nie potrafiła ich rozpoznać, widziała dziwne, rozmazane plamy, jednak nie potrafiła rozpoznać, co jej one przypominają. Czuła się tak, jakby ktoś nafaszerował ją wyjątkowo silnymi środkami przeciwbólowymi i dodatkowo postanowił uderzyć ją kilka razy młotkiem w głowę, żeby uzyskać lepszy efekt. Nie potrafiła skupić się na czymkolwiek, a każda próba poruszenia jakąś kończyną spełzała na niczym. W końcu zrezygnowana Joanna pozwoliła swoim myślom odpłynąć gdzieś daleko, a sama ponownie zapadła z niespokojny sen...

... Było ciemno. Joanna szła powoli w nicość. Serce waliło jej jak oszalałe, ręce były przeraźliwie zimne, lodowaty pot spływał jej po plecach a nogi miała jak z waty. Nie wiedziała po co i w jaki sposób znalazła w tym miejscu. Pamiętała tylko lęk podczas spotkania z dziwne kształty i głosy. Nogi same niosły ją przed siebie. Szła tak bardzo długo. W końcu wokół zaczęło się przejaśniać i dziewczyna mogła rozróżnić poszczególne kształty. Ze zdumieniem odkryła, że znajduje się w lesie. Nie był to jednak zwykły las. Drzewa były wysokie i mroczne, zwisały z nich okropne pajęczyny. Wkoło Joanna dostrzegała masę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%