Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 59 min czytania

W ponure deszczowe dni 1 - Na tropie przygody

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W ponure, deszczowe dni... >>Jak to się zaczęło (czyli zamiast prologu) /Xii i Caryska/ /marzec 2005/

Nie każdy dzień w Krainach był słoneczny i pogodny. Niebo, zwłaszcza na północy, często pokrywał płaszcz chmur, które skutecznie uniemożliwiały słońcu spojrzenie na ten zakątek. Przesycona wilgocią atmosfera wprost zachęcała do pesymistycznych nastrojów i trąciła nudą. Także i tego dnia pogoda nie prezentowała się najlepiej. Xii i Caryska właśnie wróciły ze swej ostatniej podróży, ze słonecznego Zamorza, więc zastana pogoda dosyć szybko zepsuła im dobre humorki. Nie chcąc przeszkadzać hrabiemu Calebowi, który ostatecznie zaszył się w bibliotece i nudził nad księgami podatkowymi, prosząc przy tym o absolutną ciszę, przeniosły się do salonu. Xii usiadła w fotelu przy kominku i, grzejąc zmarznięte kości, przeglądała jakąś starą zeszłotygodniową gazetę o wegetarianizmach, którą zapewne zostawiła tu Kolma (swoją drogą bardzo lubiąca przesiadywać w salonie i obmyślać kolejne taktyki co do obrony swych wegetariańskich poglądów). Carys z jeszcze bardziej znudzonym wzrokiem i z nosem przyklejonym do szyby wyglądała na zewnątrz. Lało jak z cebra i ani myślało przestać. -Ale nuudy - ziewnęła drowka, odwracając się od okna. Podeszła do kominka i przycupnęła obok siedzącej w fotelu Xii. Nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w płonący na palenisku ogień. Jego blask wesoło tańczył po ścianach, barwiąc je na czerwono. W pokoju panował półmrok. Za oknem rozległ się grzmot, informując tym samym, że deszcz tak szybko nie ustąpi. Chwilę później dębowe drzwi cichutko zaskrzypiały i do pokoju wszedł mokry Arew a tuż za nim przyczłapał Milo. Nieszczęśników, którzy zapewne urządzali sobie poobiedni spacer, gdzieś w plenerze zaskoczyła ulewa i nim dotarli do suchego schronienia, zdążyli już całkiem zmoknąć. Zwierzęta, nie bacząc na swe panie, rozsiadły się przy kominku i zaczęły wydawać okrzyki zadowolenia. Xiitane ze znudzeniem w oczach odłożyła gazetę. -Carys..- zwróciła się do równie znudzonej towarzyszki- zróbmy coś twórczego poza babraniną w błocie i przeglądaniem gazet... Carys spojrzała uważnie na przyjaciółkę. -Na przykład? - zapytała, lecz Xii nie dane było udzielić wyjaśnienia, gdyż w tej chwili do pokoju wpadł Anaron. -Hej dziewczyny! Mam super pomysł! Nie do przebicia! - krzyknął, wymachując jakimś pudełkiem przed nosami elfek. Carys popatrzyła na "intruza" i podrapała się po głowie. -Nie, tylko nie to...- Xii mruknęła z niesmakiem - Twoje pomysły są zabójcze! -Ani, czy już mam się zacząć śmiać? - Carys pokręciła głową. - Co znowu wykombinowałeś? Czyżby kolejna genialna wersja chińczyka pomieszana ze skaczącymi toporkami twojego autorstwa? -Albo na chowanego w błocie...- srebrnowłosa elfka parsknęła śmiechem. -No co wy, dziewczyny! - Ani żywo zaprzeczył - Chodzi mi o RPG! Grę RPG! -Co takiego? - Xii popatrzyła z niedowierzaniem na elfa, zdziwiona tym, że Ani mógł wymyślić coś pożytecznego, nie robiąc przy tym krzywdy otoczeniu. Carys po raz kolejny podrapała się po głowie, niezbyt wiedząc, o co Aniemu chodzi. Na szczęście elf przestał już wywijać pudełkiem na wszystkie strony i drowka mogła odetchnąć z ulgą na myśl o konsekwencjach zderzenia jej nosa z grą Anarona. -Słuchajcie, to jest tak, jak w naszych przygodach - podekscytowany elf, nie zważając na groźne spojrzenia towarzyszek, zrzucił ze stolika filiżanki z herbatą i rozłożywszy na nim zawartość pudełka, zaczął tłumaczyć zawiłości wymyślonej przez niego gry. - Udajemy, że gdzieś się wybieramy - rzekł, stawiając na dziwacznie powykrzywianej planszy figurkę o zdefektowanej nodze, która natychmiast się wywróciła - przetrącamy kości kilku złodziejaszkom... -Takim jak ty? - dorzuciła Carys. -Takim jak ja - wesoło przytakną Ani, po raz kolejny stawiając pionka - Nie! Nie takim jak ja! No wiecie? - spojrzał na chichoczące pod nosem dziewczyny. - A ty masz stać! Przecież ci mówię! - krzyknął na "niegrzeczną" figurkę, przedstawiającą krasnoluda, która co i rusz wracała do pozycji półleżącej. -A oto Anaron i jego kolejny genialny pomysł - prychnęła Xii. -"Zmory i potwory" - Carys przeczytała kolorowy napis na pudełku. - Komu to rąbnąłeś? -Nie bój kruka, na pewno nie twojemu staremu. On nie gra w takie rzeczy - elf uśmiechnął się łobuzersko. - Powiedzmy, że natknąłem się na to przypadkiem... W tym momencie do salonu weszła Kolma ze ściereczką w ręce. Ze zgrozą popatrzyła na filiżanki, walające się po niedawno wyszczotkowanym przez nią dywanie. -Panienka nie widziała tu gdzieś mojej...? - zaczęła, rozglądając się na boki. - Moja gazetka!! - dokończyła z krzykiem, gdyż właśnie dojrzała zgubę wybrudzoną resztką herbaty. Dwoma palcami podniosła gazetę i pomachała nią przed nosem towarzystwa. -Czyja to robota? - wrzasnęła i nie namyślając się wiele, pacnęła zgubą w Anarona. -Kolmuś, tylko spokojnie - Carys chwyciła służącą, która właśnie zamierzała obdarować kolejnym ciosem srebrnowłosą elfkę. - Odkupię ci tę gazetę! Służąca gniewnie popatrzyła na drowkę. -I założę ci tę prenumeratę - dorzuciła Carys. Na twarz Kolmy powrócił uśmiech. -Oczywiście - poklepała pannę Velmondo po ramieniu i zwinęła gazetę w rulonik. - A co będzie z moją grą? - dodała, wskazując na leżącą na stoliku planszę. Xii i Carysce opadły kopary. -Anaron! Żądam wyjaśnień!! - srebrnowłosa groźnie zmarszczyła czoło i potupała nogą. -No przecież mówiłem, że przypadkiem... - Ani wyszczerzył zęby. - To może zagramy z Kolmusią? - zagaił. Elfki popatrzyły po sobie i niepewnie skinęły głowami. Kolma szybciutko przysunęła dla siebie krzesełko i wyciągnęła plik kartek, który leżał na samym dnie pudełka do gry. -Zakładam, że znają państwo instrukcję obsługi - rzekła i spojrzała na towarzystwo. -W wielkim skrócie, ale... - zaczęła Xii. -Więc możemy zaczynać - przerwała jej Kolma. - Kto będzie MG? -Kim?! - troje pozostałych graczy ze zdziwieniem popatrzyło na służącą. Kolma o mało nie zaliczyła gleby. -A więc widzę, że muszę przeprowadzić przyspieszony kurs nauki RPG - wesoło zatarła ręce i zaczęła wyjaśniać zawiłości gry... Po dwóch godzinach nasi znajomi, mając zupełny chaos w głowach, wreszcie skapitulowali. -No to nareszcie możemy zacząć - westchnęła Kolma i otworzywszy podręcznik do gry, rozdała graczom plik kartek z różnymi tabelami i notkami. - To wasze karty postaci. Radzę się dobrze z nimi zapoznać... Niestety nie dane im było pod przewodnictwem Kolmy rozpocząć gry, gdyż do pokoju właśnie weszła Deirdre i obwieściła służącej, że musi jej pomóc spławić jakiegoś nieproszonego gościa, który przybył w odwiedziny do hrabiego Velmondo. (Oczywiście hrabia nie miał najmniejszej ochoty na owo spotkanie i od dłuższego już czasu symulował nagły nawrót kataru.) -Mówi się trudno i gra się dalej - westchnął Ani, gdy Kolma spiesznie opuściła pokój, zabierając przy tym swoją gazetę, i pogrzebał w pudełku do gry "zmory i potwory". - To może jakoś wspólnymi siłami... - zaczął nieśmiało. -I tak nic innego nie mamy do roboty - mruknęła Carys, zerkając w szybę, o którą nieprzerwanie bębniły krople deszczu. -Niech będzie - zgodziła się Xii, studiując swoją kartę postaci, z której i tak niewiele rozumiała. -To może tak - Ani ożywił się i zaczął czytać wstęp z podręcznika. - "Dawno, dawno temu..."

***

>>Na tropie przygody – część 1 /maj 2005/

"Dawno temu żył pewien złodziej... który wcale nie był zły. To były straszne czasy. Bezprawie było prawem, a złodzieje - bohaterami. Tylko oni mogli uratować świat..." -Czy to trochę nie przesada? - Carys, z dosyć ironicznym wyrazem twarzy, przerwała wywody Aniego. -Tak pisze w podręczniku - pan Duke zrobił niewinną minkę, przesuwając figurkę, prezentującą bohatera, w odpowiednie miejsce na planszy. -Carys, ciicho - Xii kopnęła towarzyszkę w kostkę. - Zobaczymy, co będzie dalej. "Ten złodziej, a raczej bohater... nazywał się Andar. Andar Still." Xii i Caryska popatrzyły po sobie i o mało nie pękły ze śmiechu. Anaron, jako złodziej, niestety, był bardzo gamoniowatym osobnikiem, a cichym już tym bardziej. "Andar miał pomocnika, Marcalla Wytrycha." - Ani, niezrażony, kontynuował dalej. -Ale Wytrych to twój szef ze Stowarzyszenia Początkujących Złodziei - Xii zdziwiła się. -No i co z tego? Regulamin nie zabrania wykorzystywania na postacie drugoplanowe swoich przełożonych - Anaron postukał palcami o blat stołu. - A kogoś musiałem obsadzić w tej roli. Wybaczcie, Beld miał ciekawsze zajęcia. -Niech będzie. Nawijaj dalej - Carys ponagliła towarzysza. "No, dobra, nie wszyscy złodzieje byli bohaterami. Marcall był chciwym łajdakiem, ale Andar o tym nie wiedział. Razem postanowili obrabować Wieżę Mroku... No, może >obrabować< to niewłaściwe słowo, przynajmniej, jeśli chodzi o Andara, który traktował wyprawę do wieży jak misję. W wieży bowiem znajdowała się pewna księga, która mogła pomóc naszym bohaterom uratować miasteczko Is przed potworami." -Tylko nie przesadzajmy z tym miejscowym kolorytem - upomniała Carys. - Za chwilę się okaże, że Wieża Mroku to moja restauracja! -No co ty, aż taki bystrzak nie jestem - Ani wyszczerzył zęby. - Myślałem raczej o posiadłości twojego tatusia. -O ty! - Carys podwinęła rękawy. -Rozejm!! Nie bić mi się tu - Xii rozdzieliła nadgorliwe towarzystwo. Anaron rzucił kośćmi. -Piąteczka, czyli... "Andar i Marcall znaleźli to, po co przyszli. Wielki Tom Pełen Rzeczy Których Czytać Nie Wolno. Misja zakończyła się sukcesem. -Dobra robota, stary! - Marcall uścisnął rękę towarzysza i dodał: - Opchnijmy tę księgę jakiemuś kolekcjonerowi. -Nic z tego - Andar nie zgodził się na ten pomysł. - Musimy oddać ją potężnej czarodziejce, Xitanie Srebrnej. -Oto jestem - przed Marcallem i Andarem pojawiła się Xitana." -Spadaj! Zjawiłaś się za wcześnie! - Anaron krzywo łypnął na towarzyszkę. -O żesz, z takim tekstem do kobiety?! - Tym razem to Xiitane zakasała rękawy i wymierzyła panu Duke kilka celnych ciosów w nos. - I co to za beznadziejne imię?! Xitana! Ha, też wymyślił! -Pierwsze lepsze, które przyszło mi do głowy - jęknął Ani, rozcierając obolały nos. - Ale masz ciosa. -Może wrócimy do akcji? - zagadnęła Carys. -Jasne, stara, tylko oszczędź mój biedny nos, jak palnę coś głupiego - mruknął poszkodowany. -Przecież to tylko gra - Carys uśmiechnęła się zawadiacko. -Ale ty i Xii jesteście raczej marnymi aktorkami. Nawet nie umiecie zadawać udawanych ciosów. -Liczy się efekt, no nie? - drowka oparła głowę na pięści. -I gadaj tu z babami - westchnął Ani i przekartkował podręcznik. "-Mam nadzieję, że w tej księdze Xitana znajdzie sposób, żeby się pozbyć potworów, które zagrażają naszemu miastu - rzekł Andar. Ale Marcalla nic a nic nie obchodziły losy miasta. Chciał na księdze zbić kasę. A Andar mógł mu w tym przeszkodzić." -O żesz, mam za mało siły na wygranie z Marcallem- stęknął Ani, oglądając swoją kartę postaci ze wszystkich stron. -W końcu jesteś tylko złodziejem - odchrząknęła Carys. -Dobrze, że przynajmniej wiesz, jak się posługiwać nożem - mruknęła Xii do siebie, co Ani skwitował groźnym spojrzeniem w kierunku srebrnowłosej. "Wybuchła kłótnia i bójka. Marcall podstępnie uciekł z księgą, zostawiając Andara na lodzie." -Dosyć tej paplaniny o złodziejach - Carys przerwała Anaronowi, zerkając w podręcznik - bo widzę, że teraz kolej na moją postać. -Poważnie? - pan Duke zmierzył towarzyszkę nieco irytującym spojrzeniem. - A jak zamierzasz nazwać swoją postać? -Calia Śmiała - Caryska dumnie wypięła pierś. - No to teraz ja nawijam. "Nastał nowy dzień. Okoliczne lasy przemierzała dzielna paladynka, Calia Śmiała, która już z niejednego pieca chleb jadła." -Zaraz, to my jesteśmy teraz w lesie? - zdziwił się Ani. -No, tak jakoś - Carys wyszczerzyła zęby. - W podręczniku napisali, że drugi bohater czekał w lesie... -Jakiś lewy ten podręcznik, wolałbym puszczę. Las jest taki... mało straszny - elf stwierdził po namyśle i przesunął swojego pionka po planszy. -No dobrze, niech będzie puszcza - zgodziła się Carys i, zerkając na podpowiedzi widniejące w podręczniku, kontynuowała. "Oczywiście Andar w trudnej chwili zwrócił się do towarzyszki z prośbą o pomoc. -Witaj, o szlachetna Calio - Andar powitał paladynkę. Calia była urodzoną przywódczynią, dodam tak na marginesie :D. -Witaj - skinęła głową na widok przybyłego. - Czy zdobyłeś przeklętą księgę? Andar przyznał, że zawalił sprawę. -Ty spisałabyś się lepiej ode mnie, dzielna paladynko - powiedział." -Taa, jasne - Anaron odchrząknął, a Xii zachichotała. - Ja tak powiedziałem? - dodał, wytrzeszczając oczy na Carys. -To była moja interpretacja - drowka uśmiechnęła się niewinnie. "Calia przyjęła złe wieści, jak przystało na bohaterkę... -Psiakość! Nie dowiemy się, jak pokonać te poczwary! -Szkoda - westchnął Andar. - Xitana mówiła, że odpowiedź jest w księdze. -Ktoś wspominał o Xitanie Srebrnej? - na leśnej ścieżce pojawiła się czarodziejka." -Hej, to moje pięć minut - Caryska postukała palcami o blat stołu. - Widzę, że bardzo lubisz niespodziewane wejścia. -Po prostu nie mogę się doczekać, kiedy wejdę na scenę. -Musisz jeszcze trochę poczekać - odparł Ani. - Na razie jesteśmy w lesie. Carys, co dalej? "Nagle w lesie rozległ się mrożący krew w żyłach krzyk. Calia rzuciła się na ratunek, a Andar tylko skulił się ze strachu." -Że jak?! - Ani spojrzał na Carys. - Znowu twoja interpretacja? Przypominam, że każdy gra swoją postacią. -Sorcia, zapomniałam - drowka zarumieniła się niczym jabłuszko. - Już nie będzie dubbingu, obiecuję. -No, ja myślę! "Potwór porwał piękną..." -Chwila, to moja postać jest facetem? - Carys zrobiła wielkie oczy. - I mam ratować księżniczkę z opresji? - mina drowki wydłużała się coraz bardziej, na widok kolejnych wskazówek. -Na to wygląda - zachichotał Ani. - Chyba, że zmienimy księżniczkę w księcia. -To kogo mam ratować? -Może Belda, niesfornego braciszka Andara - rzuciła Xii. -Zróbmy bardziej dramatycznie - przerwał jej Ani. - Carys... ee, Calia - poprawił się, widząc piorunujące spojrzenie towarzyszki - ratuje dziecko jakiegoś wielkiego pana z Is, dostajemy za to nagrodę i takie tam... -No dobra - Carys zgodziła się. "Potwór porwał małego Llynusa, syna miejscowego szlachetki. Chciał go zjeść na drugie śniadanie. -Nie pozwolę ci na to, okropna paskudo - krzyknęła dzielna Calia i rzuciła się na stwora z mieczem w ręku. Andar, trzęsąc portkami, tylko patrzył jak paladynka spuszcza manto potworowi. Bohaterka odniosła następne zwycięstwo. -I po krzyku, mały - rzekła do dzieciaka." -Hej, tak nie wolno! - zawołał Ani. -A to niby dlaczego? -Potwór nie może zginąć tylko dlatego, że ty tak chcesz. Musisz rzucić kośćmi - upomniał Anaron. Carys rzuciła i skrzywiła się nieco na widok wyniku. -4? O żesz! Coś nie tak z tymi kośćmi... - odparła, zerkając do podręcznika gry "Zmory i potwory”. - Tu pisze, że tyle wystarczy. -Nieprawda. Napisali "ponad cztery" - Ani zerknął w podręcznik ponad ramieniem drowki i wskazał odpowiedni akapit. -Ojej, to znaczy, że postać Carys zginie? - Xii wyglądała na lekko przestraszoną. -Da się załatwić - Ani rzucił kośćmi. - Mam 10, czyli... "Potwór już prawie pożarł śmiałą paladynkę, lecz Andar w ostatniej chwili rzucił w bestię nożem. -Na przyszłość uważaj, jak zadzierasz z większymi od siebie - pouczył Calię." -Uf, o mały włos - Xii odetchnęła z ulgą na pomyślne zakończenie bijatyki. - Ale teraz pora na wejście Xitany...

***

>>Na tropie przygody – część 2 /maj 2005/

"Andar i Carys..." -Calia, nie Carys - drowka poprawiła towarzyszkę. "No, tak, Calia. Andar i Calia poszli do domu czarodziejki, który znajdował się na wzgórzu za miastem. Xitana była bardzo mądrą czarodziejką, znała mnóstwo zaklęć i w ogóle... Mało kto z całego umagicznionego światka odważył się jej podskoczyć." -Przypominam, że taki jeden ciągle tu podskakuje - Carys wskazała na Anarona. -O tym też pomyślimy - obiecała Xii, zacierając ręce. "Xitana siedziała właśnie w piwnicy i zamierzała rzucić potężny czar. Po długiej medytacji i porozumiewaniu z duchami pomocniczymi rozpoczęła inkantację..." -Dobra, Xii, żeby czar zadziałał, musisz wyrzucić przynajmniej ósemkę - rzekł Ani, odczytując odpowiednią notkę w podręczniku do gry. -Dziewiątka! - Xii odczytała wynik rzutu. - Jest! Udało się! -No, już, mów, co się stało! - Carys ponagliła towarzyszkę, ciekawa, co też ta wykombinowała. "Xitana Srebrna stworzyła eliksir na zamknięcie gęby Andarowi." -Eliksir? - Ani wytrzeszczył oczy na Xiitane. - Kobieto, opanuj się! Chcę jeszcze trochę ponarzekać! -Mnie odpowiada - Caryska zgłosiła poparcie. -No, ale Xitana miała szukać sposobu na pokonanie potworów zagrażających miasteczku - przypomniał Ani. -Ech, twoja gadka też bywa potworna - westchnęła Xii. - - Ale niech będzie, wróćmy do gry. "Czarodziejka powitała przyjaciół. -Witajcie, przyjaciele - skinęła głową na przybyłych i zaprosiła do chatki. - Nie mamy księgi, to co robimy?" -Zaraz, zaraz - Ani powstrzymał twórczy zapał towarzyszki. - Xitana nie ma przecież pojęcia, że księga przepadła. -Ale ja jestem bardzo przewidująca, zwłaszcza, jak ciebie wyśle się w teren - Xii wyszczerzyła zęby. - Niech wam będzie. "Przyjaciele pokrótce wyjaśnili czarodziejce, jak stracili przeklętą księgę. I wtedy czarodziejka powiedziała: -A niech to! Dzięki księdze na pewno pozbyłabym się tych potworów! Wyrwałabym chwasty z korzeniami!" -A co chwasty mają tu do rzeczy? - Xii podrapała się po głowie. - Moja postać jest botanikiem? Uuu... Nie daruję autorowi tej gry. Czytam dalej. "Bohaterowie poszli do miasta, zmartwieni, że nie zdołali pomóc jego mieszkańcom. Ludziom z Is, nie wiodło się najlepiej. Potwory czyhały na nich dzień i noc." -Cóż za dramatyzm - zachichotał Ani. "-Skończyło się drewno na opał, a nikt nie pójdzie do lasu, gdzie grasują potwory. - rzekł jeden z mieszkańców. - Zimą zamarzniemy! A nasi bohaterowie obijają się! - popatrzył groźnie w kierunku naszych przyjaciół. Stojący obok piekarz, pokiwał głową, i odparł do kobiety, która właśnie chciała kupić jakiś jego wyrób: -Przykro mi, ale bez mąki nie będzie chleba. A nikt nie ośmieli się iść do młyna. To zbyt ryzykowne. -Czeka nas głód. Już po nas - jęknęła kobieta. Xitana popatrzyła na Andara. -Szkoda, że nie mamy księgi. Dałeś się wrobić, jak dziecko. -A mówiłam, żeby nie ufać temu draniowi, Marcallowi - dodała Calia." -Nie przypominam sobie - Anaron zerknął na Caryskę. - Kiedy mi to mówiłaś? Drowka tylko pokręciła głową. "Nagle sokole oko Calii coś zauważyło... -A niech mnie oskubią! - skinęła na towarzyszy i wskazała na okno wystawowe księgarni. -Ten łajdak, Marcall przyniósł księgę tutaj! - zawołał Andar. -Na szczęście dla nas - Xitana zatarła ręce. - To kto idzie po księgę?. Calia zgłosiła się na ochotniczkę. Dobrze wiedziała, że rycerskie maniery i jej kobiecy wdzięk są dobre na wszystko. Weszła do księgarni. -Miłościwy panie - zwróciła się do księgarza - racz oddać nam tę księgę dla dobra wszystkich ludzi mieszkających w tym mieście. -No tego... - księgarz wyglądał na lekko zaskoczonego..." -Carys, możesz na sekundkę? - do pokoju wszedł hrabia Caleb i skinął na córkę. -O co chodzi? - zapytała drowka, gdy wyszli na korytarz. -Słuchaj, ten drapichrust, Xavier Bhancbrick, uparł się na dostawę cynamonu z Zamorza - wyjaśnił Caleb. - Jak szybko dasz radę załatwić ten towar? Carys pacnęła się w głowę. -Muszę pogadać z Dani, ona ma znajomości na Zamorzu i będzie szybciej. Ale wiesz, że teraz jest niezbyt dobra pora na taką wyprawę. W porze deszczowej po oceanie grasują sztormy. - westchnęła. -Wiem, ale on się uparł - odparł Caleb z niezbyt szczęśliwą miną. - Próbowałem go przekonać. -No dobra... A ile tego ma być? - zapytała rzeczowo Carys. -Z... 20 skrzyń - Caleb szybko coś wyliczył na palcach. - No i mówił coś o goździkach, tak przy okazji. - Ale wiesz, córeczko, lepiej dla nas, gdyby ustalił nam nieco niższe podatki... Tak po znajomości. -Tato, jesteś takim samym materialistą, co Xavier! - Carys nie wytrzymała. -Ale córciu, to jak będzie? -Jutro pogadam z Dani - Carys odparła po dłuższym namyśle. - A teraz wybacz, gram z przyjaciółmi w RPG. -W co? - Caleb wytrzeszczył oczy. -W grę Kolmusi - drowka krzywo łypnęła na rodziciela. -A, - Caleb wreszcie załapał - to bawcie się dobrze. Carys wróciła do pokoju. -Co się stało? - zagadnęła Xii, widząc niezbyt wesołą minę przyjaciółki. -Nic - Carys mruknęła pod nosem. - Gramy dalej. "Calia wiedziała, że rycerskie maniery i jej kobiecy wdzięk są dobre na wszystko. -Dawaj księgę, ty nędzny, podły wyzyskiwaczu! Ale już! Migiem!" Ani i Xii spojrzeli po sobie i aż zagwizdali. -Ktoś ci musiał nieźle zaleźć za skórę - odparł elf. - Kogo obsadziłaś w roli księgarza? -Xaviera Bhancbricka - syknęła Carys. "-No, tego... - księgarz nerwowo zatarł ręce. - Chyba nie chcecie okraść uczciwego księgarza? Mogę wam ją sprzedać. Po bardzo promocyjnej cenie - dodał. -A ile kosztuje? - zapytał Andar, widząc, że paladynka nie jest na siłach, by negocjować. -Tylko tysiąc złotych monet - rzekł księgarz. - I niech paladynka odprowadzi należny podatek. -Co?! - bohaterowie zakrzyknęli zgodnie. -Potrzebujemy księgi, żeby obronić lud przed potworami! - zawołała Xitana. -Już ja mu... - Calia podkasała rękawy i zamierzyła się na Xaviera, lecz Andar przytrzymał ją na miejscu. -Dobrze wiesz, że w całym mieście nie ma tysiąca monet! - odparł, oburzony złodziej. -Nic na to nie poradzę - Xavier wzruszył ramionami. - Prawo popytu i podaży. To wolny rynek. -To ma być wolny rynek? - wrzasnęła Calia. -Tak, bo mam na nim wolną rękę - księgarz uśmiechnął się. -Wszystkim opowiemy o twojej chciwości - rzekła paladynka, grożąc Xavierowi palcem. - Lud zabierze księgę siłą !Pożałujesz, ty liczykrupo! -Tak, tak - zaśmiał się księgarz. - A teraz żegnam. Mam jeszcze dużo do zrobienia. Ale, niestety, mieszkańcy Is nie okazali się zbyt chętni do pomocy. -Nie mogę denerwować Bhancbricka - rzekł zapytany przez Andara. - Jestem mu winien pieniądze. Jeszcze podniósłby mi odsetki! -Drań! - syknął złodziej i popatrzył na Xitanę, której też nikogo nie udało się zwerbować. -Boją się o utratę pracy. Pół Is pracuje u Xaviera! - westchnęła czarodziejka. - Gdzie Calia? -Właśnie próbuje przekonać ostatniego opornego - Andar wskazał na paladynkę groźnie wymachującą mieczem przed nosem jakiegoś wieśniaka. -Co takiego? Odmawiasz mnie, Calii Śmiałej? - krzyknęła na mężczyznę, który natychmiastwowo dał dyla." -Bezczelność! - żachnęła się Carys. -W podręczniku napisali: "Żaden z mieszkańców nie miał odwagi pomóc bohaterom" - Xiitane przeczytała odpowiedni wers. -Sami tchórze - Carys postukała palcami o blat stołu i rzuciła: - No to chodźmy tam i po prostu weźmy tę księgę! -Nie możemy jej ukraść - zauważył Anaron. -Zaraz, a czy ty aby nie jesteś złodziejem? - Carys popatrzyła uważnie na elfa. -Ee... No, tego - Ani zarumienił się po czubki swych szpiczastych uszu. -Nie bój się. - Carys poklepała go po ramieniu. - Odbiorę ją siłą i kulturą osobistą. Stary wyzyskiwacz będzie miał za swoje! -Moment! Kradzież to moja działka - Ani zgłosił sprzeciw. - Zresztą może być niezła zabawa. - dodał wesoło. -Mówię ci, że to zadanie dla prawdziwej bohaterki. Takiej jak ja! - Carys skrzyżowała ręce na piersiach. -Niech kości rozstrzygną ten spór! - zawyrokowała Xii, rozdzielając skaczących sobie do oczu towarzyszy. Carys i Anaron rzucili kośćmi. -Oho. Wygrałem - ucieszył się elf i z wyższością popatrzył na rywalkę. - Liczy się inteligencja, a nie brutalna siła. -Czy tego złodzieja nie mógłby ktoś porwać? - jęknęła zrezygnowana drowka. -Przykro mi, ale autor nie przewidział, że będzie go grać Anaron - westchnęła Xii. - Może w dogrywce...

*** >>Na tropie przygody – część 3 /maj 2005/

"Noc okryła miasto czarną peleryną ciemności..." -"Peleryną ciemności"? - Carysce o mało szczęka nie opadła. - Ani, daruj sobie te metafory. chcę grać! - ponagliła towarzysza. -Spokojnie - elf uspokoił towarzyszkę. - Najpierw wprowadzę odpowiedni nastrój - dodał. - Ty też będziesz brała udział w tej przygodzie. Cierpliwości. -Mam nadzieję, że nie pominiesz w akcji także mojej skromnej osoby - upomniała się Xii. -Jeżeli w końcu dacie mi dojść do słowa, to nad tym pomyślę - Ani skapitulował. - Mogę? -Jeszcze się pytasz - Carys podsunęła pod nos elfa jego kartę postaci. - Tylko nie przesadzaj za bardzo z pelerynami. O ile się nie mylę, twoje wyposażenie składa się jedynie z noża i złodziejskiego haka. "Było niezwykle cicho. Miasto pogrążyło się we śnie. Tylko Andar i jego przyjaciółki tej nocy nie zmrużyli oczu. Mieli do wykonania ważną misję... Złodziej, cichutko jak myszka, zakradł się na tyły księgarni i rozbroił zamek u drzwi. Tymczasem w ciemnych uliczkach Xitana zaklęciami pilnowała, by złodziejowi nie przeszkadzały żadne siły nadprzyrodzone, a Calia wypatrywała gwardzistów." -Wyrzuciłam 9. żadna siła nadprzyrodzona się nie prześliźnie - poinformowała Xii. -Ja nie muszę rzucać - rzekła Carys. - Nieważne, ile wyrzucę, i tak będzie więcej niż 1, jak żądają w podręczniku, a moja bohaterka ma siłę na poziomie 20, co znaczy, że poradzi sobie z każdym zakutym typkiem - pokazała na karcie postaci. -Blefujesz - Ani wytrzeszczył oczy. -A skąd, mam dobrą zbroję - Carys wskazała na ubranko. - No... to znaczy, w grze mam - poprawiła się. - Ale co z Andarem? -Spokojnie. Sama zauważyłaś, że to złodziej. Pamiętasz? - rzekł Anaron. -Ale nie ręczę za jego umiejętności - zachichotała Xii. -Nie musisz, bo Andar to złodziej pierwsza klasa! - Ani wypiął dumnie pierś. - Zręczność 28, na dodatek mam na składzie pięć kolczastych pułapek do zastawienia! "Andar wkradł się do księgarni Xaviera Bhancbricka niczym duch. Jego wyostrzone zmysły reagują na każdy, nawet najlżejszy szmer. Cicho przeszukuje wszystkie zakamarki by znaleźć księgę. Najwidoczniej przezorny księgarz ukrył ją gdzieś... Andar zauważył ledwie widoczne ślady na zakurzonej podłodze, które prowadzą go w kierunku lochów..." -A skąd w księgarni lochy? - zdziwiła się Xii. -Okazuje się, że Xavier jest także głównodowodzącym miejskiego więzienia - Ani wyszczerzył ząbki w uśmiechu. -Cóż za zbieg okoliczności - skomentowała Carys, podejrzliwie zerkając na elfa. "Nagle Andar usłyszał jakiś szmer. W lochach ktoś był... Cichutko, jak mała myszka zagląda do środka. To był Marcall! sprzedał Xavierowi księgę, a przy okazji swoje usługi! Marcall słynął nie tylko z nikczemności, ale także z doskonałego słuchu. Bicie słabszych należało do jego ulubionych czynności..." -He, he, wiem z doświadczenia - Anaron krzywo uśmiechnął się. - Nieraz od niego dostałem po grzbiecie za zepsutą robotę. -Mój ty biedaku - Xii rozczuliła się nad nieszczęśnikiem. "Andar postanowił zastosować manewr odwracający uwagę. Wiedział, że Marcall będzie na tyle głupi i da się nabrać. Andar wiedział, jak to wykorzystać... Marcall usłyszał jakiś szmer w rogu pomieszczenia. Chwycił za kij baseballowy..." -Ani, a co my, na meczu jesteśmy? - zdziwiła się Carys. -A "chwycił maczugę" brzmi lepiej? - elf skrzywił się, a reszta ryknęła śmiechem. -No to niech będzie. Zostajemy przy kiju - zdecydowała Xii. "Marcall na paluszkach podszedł do miejsca, skąd rozlegał się podejrzany szmer i z bojowym okrzykiem >Mam cię!<..." -I kijem baseballowym! - dodały Xii i Carys ze śmiechem. "...rzucił się na nieproszonego gościa. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że tyle hałasu narobił... ściekowy szczurek, którego ktoś zamknął w klatce. W Marcallu zagotowała się krew. W swoim małym móżdżku próbuje zebrać myśli... Ale jest już za późno. Andar swym złodziejskim hakiem zabiera mu księgę sprzed nosa i zatrzaskuje drzwi do lochów. Sztaba trafia na swoje miejsce, a za drzwiami rozlegają się okrzyki pełne bezsilnej wściekłości. Andar znów był lepszy..." -Widzę, że lubisz upiększać - mruknęła Xiitane, opierając głowę na dłoni. -Hej, Andar, to nie może się udać tylko dlatego, że masz takie widzimisię - zauważyła Carys sprowadzając towarzysza na ziemię, by za bardzo nie uderzył mu do głowy właśnie odniesiony sukces. -Masz rację - Ani wziął kości. - Rzucę dla formalności. -Coś ty taki pewien? - Carys krzywo zerknęła na elfa. -Dwie piątki! - zawołał Ani. - Udało się! Moje szczęśliwe kości jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, a Andar jest najlepszy! -Zależy, w jakiej działce - Xii zmarszczyła brwi. "Andar szybko dotarł do towarzyszek i skłonił się dwornie. -Kto z państwa zamawiał księgę? - zapytał. -Szpaner - syknęła Calia pod nosem. Xitana rzuca parę szybkich zaklęć. Pojawia się dym i odjazdowe rozbłyski..." -Tylko nie za dużo - ostrzegła Carys. - Po ostatnich przygodach mam uczulenie na dym. a zwłaszcza na jakiekolwiek fajerwerki! -A może czarodziejka zajrzałaby do księgi? - zauważył Ani. - Przed chwilą z takim trudem ją zdobyłem! -Masz rację, złodziejaszku - przytaknęła Carys. - Wyjątkowo się z tobą zgadzam. "A zatem Xitana wkłada okulary, w których wygląda bardzo inteligentnie..." -Okulary? - wyraz twarzy Aniego mówił sam za siebie, co o tym myśli. - Jak stara baba?! -A co, może soczewki kontaktowe?! - prychnęła Xii. - O zniewalającym, turkusowym spojrzeniu? -Nie kłócić się - zawołała Carys. "Xii... ekhem, Xitana, kartkuje starą księgę. Ale skąd ma wiedzieć, czego szukać?" -Rzuć kośćmi. To nie takie trudne - rzekła Carys. - Najlepiej tymi od Aniego. Podobno są szczęśliwe - zerknęła na złodziejaszka, który tylko wyszczerzył ząbki. -Wolę polegać na własnym szczęściu - odparła Xii, rzucając kośćmi. - On…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%