Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 10 min czytania

W ponure deszczowe dni 2 - Tajemnica piwnicy Velmo

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

>>Carys, Xii i Requel kontra niezidentyfikowany szkodnik

Na posiłki przyszło im jednak długo czekać. Pierwszą przeszkodą były zatrzaśnięte, grube drzwi, gdyż na rozpaczliwe wołanie dobiegające z piwnicy nikt z domowników nie raczył odpowiedzieć. Sforsowanie drewnianej masy znalezionymi w zniszczonej zbrojowni drągami niewiadomego pochodzenia zajęło im około godziny. Na odgłos stukotu pod piwnicą zebrała się cała służba Velmondów, łącznie z pomrukującą, niedospaną Kolmą, i panią Deirdre, która widząc swojego męża, smacznie chrapiącego na schodach z pustą butelką w łapskach, od razu zaczęła rozglądać się za jakąś poręczną bronią, wietrząc grubszą aferę. Milo i Arew, siedzący nieruchomo po prawicy i lewicy hrabiego, ze zdumieniem wytrzeszczali oczy na widok zbiegowiska, które rozpoczęło panikę, gdy w piwnicznych drzwiach pojawiła się pierwsza dziura. Kilka minut później przez tą dziurę przedarła się czyjaś, mocno usmarowana żurawinową konfiturą ręka i zaczęła obmacywać drewnianą powierzchnię w poszukiwaniu klamki (piwniczne drzwi w posiadłości Velmondów miały bowiem to do siebie, że posiadały klamkę tylko z jednej strony; było to pomysłem Kolmy, która bardzo lubiła zamykać niejadków w czeluściach podziemia). Wtedy właśnie Dre ruszyła do ataku, dzierżąc w dłoni wałek do ciasta, którym mocno obiła myszkujące łapsko. Ktoś za drzwiami wrzasnął z bólu i ręka natychmiast się schowała. Milo i Arew popatrzyli po sobie. -Może ktoś raczyłby w końcu otworzyć te wariackie drzwi i nas stąd wypuścić?! - dobiegło z piwnicy. -Requel? Co ty tam robisz, skarbie? - Dre natychmiast odstawiła niebezpieczny przedmiot i dopadła klamki. -Polujemy na myszy, mamo – westchnął młody hrabia – ale najwidoczniej role się odwróciły. -Polują na was myszy?! - hrabina zawołała z przestrachem... i stwierdziła, że ktoś klamkę rozkręcił. - Dajcie śrubokręt – zakomenderowała drowka. Widząc tępe spojrzenia służby, ucapiła kruka siedzącego na schodach i zmusiwszy go do rozwarcia dzioba, zaczęła nim rozkręcać zawiasy. Pół godziny później drzwi padły plackiem u jej stóp, a Milo umknął chyłkiem, chwytając się za zmaltretowaną część ptasiej twarzy. Carys i Xiitane wypchnęły z podziemi skrzynię. Tuż za nimi wygramolił się Requel, rozcierając zsiniałą dłoń. Kolma na widok towarzystwa usmarowanego jej wyrobami, wrzasnęła dziko, grożąc pracami społecznymi, lecz Dre szybko zatkała jej usta i wskazała na pękatą, podskakującą co pewien czas skrzynię, którą jej córka i srebrnowłosa starały się utrzymać w jednym miejscu. -Co to jest? -Mysz – elfki i blondyn wyszczerzyli się w pełnych tryumfu uśmiechach. -Mysz?! - pisnęła żeńska część służby. -Mysz? - Dre zmarszczyła czoło. -Bardzo tłusta i złośliwa mysz – uzupełnił Requel. - Rozwaliła pół piwnicy, łącznie z kolekcją dżemów i dobrała się do nalewek. Na dodatek jest wybredna. Nie smakowała jej twoja gouda, Kolmuś. Służba ciekawie nachyliła się nad skrzynią, zainteresowana wyglądem owego mysiego ewenementu, który nie gustuje w serach, wystawiając nosy zza pleców Dre i stojącej tuż obok niej Kolmy. Carys dobyła kluczy, którymi powoli otworzyła potężne kłódki. W skrzyni natychmiast przestało dudnić. Wszyscy zastygli w bezruchu, czekając na dalszy ciąg akcji. Xiitane niemal słyszała dudnienie werbli, które w takim momencie pojawiłyby się w każdym horrorze. Carys ostrożnie uchyliła wieko. Widok wnętrza skrzyni wprawił w osłupienie zebranych. Uwięzione w niej stworzenie ani trochę nie przypominało myszy. Brunatnoskóra istota, zwinięta w kłębek, gdyż tylko w takiej pozycji mieściła się w swoim więzieniu, łypnęła na zebranych swoimi skośnymi, zielonymi oczyma, mrużąc je przed nadmiarem światła, i wykrzywiła twarz w złośliwym grymasie, obnażając ostre zęby. Zastrzygła spiczastymi uszami i nie zważając na okrzyki, zaczęła gramolić się z ciasnego wnętrza. Skórę postaci pokrywało krótkie, ciemne, pręgowane futerko. Czarna, splątana grzywa opadała na plecy długą kaskadą supłów. Muskularne ciało zastygło w oczekiwaniu, napinając mięśnie do skoku. Istota była nieco niższa od Carys i, wnioskując po budowie ciała, doskonale widocznej z braku przyzwoitego przyodziewku, należała do żeńskiej części swojej rasy. Z zainteresowaniem wyprężyła cienki, długi ogon i smagnęła nim na boki. Z zakłopotaniem poprawiła kawałki worka, którymi miała przewiązane biodra i warknęła na najbliżej stojącą postać, pokazując wybrudzone marmoladą pazurki. Służba natychmiast odsunęła się o dziesięć kroków, pozostawiając w tyle hrabiowską rodzinkę na czele z Deirdre i towarzyszącą im Xiitane. -To ma być ta wasza mysz? - pani Velmondo skrzywiła wypielęgnowaną twarzyczkę i wymierzyła palcem w stworzenie. - Do myszy niepodobne, chyba, że w naszej piwnicy zalęgła się jakaś nowa, nie znana mi odmiana. -Może się zmutowała po wypiciu kilku z twoich eliksirów upiększających, mamo – wypaliła Carys. Requel z zakłopotaniem podrapał się po głowie i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W ponure deszczowe dni 2 - Tajemnica piwnicy Velmo — czytnik · opowiadania