Filozofia · 6 min czytania
W poszukiwaniu ideału
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mam chyba z tysiąc lat. Siedzę w domu. Sama. Oglądam setną powtórkę brazylijskiej telenoweli. Na ekranie milion pocałunków. Za oknem dziewczyna idzie, trzymając chłopaka za rękę. Obserwuję tę scenę w milczeniu... Cóż, nie mam do kogo mówić. Wzdycham. Wspominam. Miałam kiedyś chłopaka. Ba, nawet wielu. Pierwszy miał na imię Grzesiek. To był... ach, niesamowity, naprawdę przewspaniały sportowiec. Trzy czwarte dziewczyn ze szkoły i jeden kochający inaczej chłopak (do dziś się z niego śmieję) wzdychali na widok jego muskułów. Z początku byłam zadowolona. Grzesiek mógł mieć każdą, po prostu każdą dziewczynę, a wybrał właśnie mnie! Z czasem jednak zaczęły się pojawiać problemy. Zaczęłam być zazdrosna. Nie mogłam nic poradzić na to, że gdzie tylko pojawiał się Grzesiek, zaraz za nim maszerował zgrany tłum zarumienionych z pzejęcia dziewczyn. Sądzę, że on sam też nie mógł. Po miesiącu rozstaliśmy się. Następny był Krzysiek -wspaniały poeta. Kiedy byliśmy razem, pisał wiersze tylko dla mnie. Kupował mi kwiaty, zabierał na spacery przy świetle księżyca. Był typem romantyka. Nie wiem, czy go kochałam, ale z całą pewnością byłam nim zafascynowana. Do czasu. Któregoś dnia Krzysiek zaprosił mnie do swego domu i zaproponował, że sam przygotuje posiłek. To była totalna katastrofa! Nawet się nie wysilił, by posprzątać mieszkanie. Dokoła porozrzucane były brudne ubrania, talerze i resztki jedzenia. Sądziłam, że skoro Krzysiek nie mieszka już z rodzicami, to oznacza, że jest bardzo samodzielny. Och, jakże się pomyliłam! Jeżeli coś mogło być większą porażką niż wygląd jego domu to z pewnością był to sporządzony przez niego posiłek. To gumowe coś, co miało przypominać ciasto po prostu nie mogło przejść przez moje gardło. Pod pretekstem umycia rąk, wyszłam do łazienki i wyplułam wszystko do toalety. To był ostatni wieczór, jaki spędziłam z Krzyśkiem. Później poznałam Wojtka. Miał takie rozległe zainteresowania... Przy nim po raz pierwszy uznałam, że nauka nie jest wcale nudna. Wojtek miał zawsze najlepsze oceny. Imponowała mi jego wiedza. Spotykaliśmy się przez... tydzień. Choć samo to stwierdzenie jest mocno naciągane. W usumie spędziliśmy razem najwyżej kilka godzin. Wojtek nigdy nie miał zbyt wiele czasu. Nauka, dodatkowe lekcje angielskiego, jakieś zajęcia... Sama już nie wiem... tak dużo tego było... Już po kilku dniach zaczęłam mieć dosyć... Adaś... Cóż, Adaś był bardzo przystojny, a przy tym jeszcze taki miły i dobrze wychowany. Szanował mnie. Zawsze dbał o takie drobiazgi, jak odsunięcie mi krzesła, zdjęcie i powieszenie mojej kurtki czy pzepuszczenie mnie pierwszej przez drzwi. Powiecie pewnie, że to takie banalne. Mi jednak najzupełniej to wystarczało. Do czasu, aż odkryłam, że Adam mnie okłamuje. To były drobne kłamstwa, lecz mimo to nie mogłam się z nimi pogodzić. Z czasem on sam zaczął gubić się w swoich opowieściach. Podawał dwie odmienne wersje tego