Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 16 min czytania

W poszukiwaniu straconego misia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chude rączki wytrwale tarły spuchnięte od płaczu powieki. Po jasnych policzkach nieprzerwanie płynęły dwie słone strugi, omywając wykrzywioną cierpieniem twarzyczkę. Chłopczyk przyciągnął uda do klatki piersiowej i kiwał się leciutko w przód. Drżące usteczka raz po raz wymawiały imię niezwykle drogie sercu malca. - Tosiu... Stracił dzisiaj przyjaciela. Szloch w końcu zmęczył sześciolatka. Przytulił się do poduszki obleczonej w szarą poszewkę i nakrył się kołdrą. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyły smutne błękitne tęczówki przed zamknięciem powiekowych kotar, były gwiazdy, błyszczące czarodziejsko na tle atramentowego nieba...

- Todd... Todd... - Słodki głosik szeptał mu do ucha. Chłopczyk otworzył powoli oczy. Pochylała się nad nim piękna kobieta z bladoróżowymi skrzydełkami kwiatowych wróżek. Zawadiackim gestem odrzuciła zielone włosy z twarzy i uśmiechnęła się ciepło. - Jak się spało, królewiczu? - zapytała z czułością. - Gdzie ja jestem? - Todd rozejrzał się niepewnie dookoła. Wciąż leżał w swoim łóżku, lecz nie otaczały go już obskurne i obdrapane ściany. Jego posłanie dziwnym trafem chwiało się na listku stokrotki. Powietrze było przesycone zapachem kwiatów, lata i szczęścia. Spojrzał w górę. Po pastelowym niebie sunęły leniwie zwiewne, pomarańczowe obłoczki. Radosne słońce ogrzewało świat życiodajnymi promieniami, uśmiechając się psotnie do błękitnych kaczek, przemierzających nieboskłon w poszukiwaniu afirmacji swej nieskrępowanej wolności. Chłopiec oglądał te wszystkie cuda z otwartą buzią. Wróżka zachichotała. - To jest twoja Arkadia - Ogarnęła rękami całą krainę. - Ciesz się i baw! Chłopiec spuścił głowę, miętosząc w dłoniach szarą powierzchnię kołdry. - Dlaczego jesteś smutny? Nie podoba ci się tu? - zapytała kobieta, obejmując dziecko ramieniem. Theodor drgnął. Nie pamiętał już kiedy ostatni raz ktoś go przytulił. Wody w dwóch błękitnych jeziorach wezbrały gwałtownie i zaczęły omywać zawstydzone brzegi. - Czemu płaczesz? - pogłaskała go po policzku. Chłopczyk przytulił się do niej całym sobą. Pociągnął żałośnie nosem. - Tu jest pięknie. Ty też jesteś piękna i dobra. Ale ja tęsknie za moim przyjacielem. - Nie martw się. - Pogłaskała go po głowie, kołysząc delikatnie. - Opisz mi swojego przyjaciela. Twarz Todda rozjaśnił nieśmiały uśmiech. - Tosiu jest mały. O, taki. - Pokazał jego wysokość dłońmi. - Ma brązowe, trochę wytarte futerko i okrągłe złote oczy. Jest bardzo delikatnym misiem, więc bardzo się o niego boję. - Opowiedz mi, skąd wzięło się imię Tosiu. Nigdy jeszcze takiego nie słyszałam... - oznajmiła, tuląc go uspokajająco. Chłopczyk objął rękami szyję kobiety, zmuszając ją do pochylenia głowy. - Tak naprawdę ma na imię Theodor. Ale nie lubi tego imienia - szepnął konspiracyjnie. Wróżka kiwnęła ze zrozumieniem. Todd uśmiechnął się i kontynuował już normalnym głosem. - Gdy jednak ludzie mówią do siebie na ulicy, to wtedy nie krzyczą Theodor tylko Tosiek. Ale Tosiek brzmi tak, jakby mój miś był zły. A on nie jest przecież zły! - powiedział oburzony, szukając u swojej opiekunki potwierdzenia. - Oczywiście, kochanie. - Dlatego ja nazywam go Tosiu. On mówi na mnie Todd. Lubię gdy ludzie mówią na mnie Todd. - Wiem, Toddziaczku - odgarnęła niesforny brązowy kosmyk, opadający na czoło chłopca. - Toddziaczku? - spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. - Dziwnie. Ale też ładnie. - Ty także masz na imię Theodor, prawda? - spytała miękko. Todd splótł ręce na piersi, robiąc naburmuszoną minę. - Tak. Ale nie lubię go. Brzmi staro. - Dlaczego więc nazwałeś misia swoim imieniem? Chłopczyk zmieszał się odrobinę, a jego policzki oblały się delikatnym szkarłatem. - Dostałem Tosia od cioci. Wcześniej bawiła się nim moja starsza kuzynka, ale Tosiu powiedział mi, że ona była niegrzeczna i wcale go nie kochała. Tosiu był bardzo smutny. Ja też byłem smutny, ale odkąd go dostałem już rzadko płaczę. Kocham Tosia. Wróżka słuchała tego wszystkiego ze zrozumieniem. Uścisnęła Todda po matczynemu i powiedziała raźnym głosem: - Odnajdziemy Tosia. Obiecuję ci. - Przyrzekła solennie, unosząc dłoń. - Dziękuję! - krzyknął z wdzięcznością, a oczy rozbłysły mu tysiącem gwiazd. - Chodź! - wstała i wyciągnęła do chłopca rękę. - Udamy się do Stompa. On jest najmądrzejszy w tej dolinie i podobno zna odpowiedź na wszystkie pytania. Na pewno będzie wiedział gdzie podział się Tosiu. Todd ufnie złapał ją za dłoń. - Trzymaj się! - krzyknęła i zatrzepotała skrzydełkami. Chłopiec poczuł jak wyślizguje się spod szarej kołdry. Patrzył z prawdziwą fascynacją jak jego stopy odrywają się od materaca i powoli unoszą się w górę. Wznosili się coraz wyżej i wyżej. Po chwili, Todd mógł już wyczuć pomiędzy palcami miękki puch błękitnych ptaków. I pomimo że lecieli tak wysoko, chłopczyk wcale nie był przestraszony. Przymknął z lubością oczy, pozwalając by wiatr igrał beztrosko w jego brązowych włosach. Pod nim roztaczał się przepiękny widok na pola, lasy i rzeki Arkadii. Todd sycił się tym niewypowiedzianym pięknem. Czuł się naprawdę szczęśliwy. - I jak? Podoba się? - spytała wróżka, szybując tuż obok. - Bardzo! - Przytaknął z entuzjazmem. Nagle jedna myśl ugodziła go niczym strzała. - Ale ja właściwie nie wiem kim jesteś! - Zmarkotniał. Kobieta roześmiała się serdecznie. - Jestem twoją opiekunką i przewodniczką po tej krainie. Nazywam się Charlotte. - Ładnie. - Ścisnął mocniej jej dłoń. - Wiesz, co? Fajna jesteś - stwierdził z dziecięcą szczerością. - Dziękuję. Ty też. Nie spotkałam jeszcze równie błyskotliwego ośmiolatka... - przyznała figlarnie. - Ale ja mam dopiero sześć lat. - Zmarszczył czoło, łypiąc na towarzyszkę. - Naprawdę? - zdziwiła się teatralnie. - Popatrz, a ja byłam pewna, że jesteś starszy... Zachowujesz się bardzo dojrzale, nie kłamię. Todd uśmiechnął się i wypiął dumnie pierś. Wróżka, nawet w najśmielszych oczekiwaniach, nie spodziewała się, że jej słowa sprawią malcu aż taką przyjemność. - Och, patrz! Już prawie jesteśmy! - Wskazała dłonią na przepiękną morską zatokę. Wydmy porastał bogaty las, pełen majestatycznych sosen i świerków. Poniżej piasek migotał w słońcu, udając szczerozłoty pył. Spokojne, lazurowe fale omywały delikatnie brzeg i nakłaniały melodyjnym szeptem do skorzystania z rozkoszy kąpieli. - Charlotte, czy to jest morze? - spytał szczerze zachwycony, gdy jego stopy dotknęły rozgrzanego piasku. - Masz rację, Todd - przytaknęła. Chłopiec pisnął z uciechy. - Jeszcze nigdy nie byłem nad morzem! - Klasnął w dłonie i zaczął ze śmiechem biegać po plaży. Wróżka obserwowała go z ciepłym uśmiechem. Chłopczyk był rozanielony, lecz bacznym oczom Charlotte nie mogły ujść ukradkowe spojrzenia, które rzucał ku niebieskiej toni. - Todd, nie chciałbyś trochę popływać? Uniósł na nią zdumione źrenice. - Mógłbym? - zapytał z niedowierzaniem. - Oczywiście. - Wyciągnęła z kieszonki na piersi różdżkę i machnęła nią kilka razy, wypowiadając zaklęcie. - Raz, dwa, trzy, hop! - Chłopca spowiła różowa mgła. - I gotowe! - oznajmiła z zadowoleniem. Todd spojrzał na siebie. Nie był już ubrany w brązową koszulkę i dżinsowe spodnie. Miał na sobie tylko ciemnozielone kąpielówki. - Baw się dobrze. - Mrugnęła do niego łobuzersko. - Ale... Ale ja nie umiem pływać... - Przyznał wstydliwie. - To nic. Nie bój się. Tutaj, w tej krainie, jesteś bezpieczny. Nie stanie ci się nic złego. Zaufaj mi. Pokiwał gorliwie głową i obrócił się na pięcie, zmierzając ostrożnie ku szemrzącej wodzie. W nozdrza uderzała go delikatna bryza, niosąca w sobie orzeźwiającą woń morskich głębin. Nie bał się. Wierzył dobrej wróżce. Zacisnął mocno piąstki i odważnie wszedł do morza. Zanurzył się aż po pas. - Ale fajnie! - krzyknął do postaci na brzegu i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W poszukiwaniu straconego misia — czytnik · opowiadania