Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 27 min czytania

W poszukiwaniu Złotego Feniksa cz. I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I "Spotkanie"

Życie w liceum jest jednym wielkim wyścigiem szczurów. Świeżo upieczony uczeń szkoły średniej musi przygotować się na wiele przykrych wyrzeczeń: rezygnacja z życia towarzyskiego, z komputera, telewizora i innych cudów techniki. Zmieni się także jego jadłospis, bo nie będzie miał już tyle czasu, aby posilić się w tradycyjny sposób. Od chwili przekroczenia progu swojej nowej edukacyjnej placówki podręczniki są jego nowymi rękami, a długopisy palcami. Liczy się tylko nauka i potencjalny pęd do wiedzy (który cechuje bardzo niewielki procent licealnego narybku). Tak więc, gdy jesteś tak zajęta, że nie masz na nic czasu starasz się ukraść go jak najwięcej. W związku z tym książkę, która nie jest tyle warta, aby dopisać ją do spisu lektur obowiązkowych, czytasz w drodze do szkoły lub ze szkoły, gdyż nie możesz robić tego kiedy indziej. Typowym przykładem takiego zachowania jest to oto dziewczę, przekraczające właśnie ulicę 3 Maja. Sara, gdyż tak właśnie się ono nazywa, wykształciła w sobie niezwykłą umiejętność chodzenia po centrum miasta bez potrzeby odrywania wzroku od czytanej książki. Doskonale wiedziała kiedy uchylić się przed pędzącą ciężarówką i kiedy jest zielone światło na przejściu dla pieszych. Jeszcze nigdy nie uderzyła w słup wysokiego napięcia, instynktownie omijała wszystkie dziury w jezdni i kałuże na chodnikach. Ba, potrafiła nawet stąpać idealnie po małych kostkach brukowych, tak aby nie stawać na szczelinach pomiędzy nimi. Teraz całe jej szesnastoletnie jestestwo przeżywało do głębi kulminacyjny moment książki. Poczuła ucisk w gardle, gdy główna bohaterka musiała patrzeć na śmierć swojego ukochanego. Mój Boże jakież to straszne! Na jej miejscu już dawno oszalałaby z rozpaczy. Sergiusz nie może zginać! Toż to pierwszy mężczyzna w życiu Anastazji, który pokazał jej prawdziwe oblicze prawdziwej miłości, aż do grobowej deski! Cóż to za podłość ze strony autora! Jego jedyną szansą na przeżycie jest magia rodu wróżek! Dziewczyna odgarnęła z twarzy pukiel długich, brązowych włosów. Treść lektury pochłonęła ją całkowicie. Nie zwracała uwagi na żadną rzecz, którą mijała. Zatrzymała się dopiero, gdy dotarła do ulubionej księgarni. Zamknęła książkę drżącymi rękami. Otarła pojedynczą łzę. -Nie mogę uwierzyć, że to już koniec.- westchnęła, stając obok kasy. -A ja nie mogę uwierzyć, że w ciągu jednego dnia udało ci się ją skończyć.- odparła młoda dziewczyna stojąca za ladą. -Na szczęście Anastazja silą swojej wielkiej miłości uratowała Sergiusza z macek śmierci. A potem żyli długo i szczęśliwie, wychowując parkę słodkich elfiątek.- Sara z patosem zatoczyła ręką koło, a drugą przycisnęła książkę do piersi, jakby chciała wepchnąć sobie jej treść do serca. -Skaranie boskie z tą dziewczyną!- zawołała kasjerka, obrzucając dziewczynę karcącym spojrzeniem. - Powinnaś zająć się nauką, a nie czytaniem tych fantastyczno- romantycznych bzdur!- -Tak, tak.- burknęła Sara, wcale jej nie słuchając. - Te cztery lata, które nas dzielą zrobiły z ciebie strasznie zgryźliwą babę, wiesz? Jesteś ukierunkowana tylko na korupcyjną korupcję, a ja na literackie doznania duszy.- powiedziała, jednak widząc zdziwioną minę swojej towarzyszki dodała: -Tłumacząc to na twój język : dziękuj mi droga kuzynko Marto, bo dzięki mnie masz za co kupić tusz do rzęs nowej generacji, bo nikt inny, tylko ja przychodzę tu codziennie i kupuję od ciebie książki. -Doskonale rozumiem twój naukowy język, nie musisz mi tego tłumaczyć! - zawołała za nią Marta. -Tak, tak, wiem.- rzuciła na odchodnym Sara i skierowała się do działu z literaturą młodzieżową. Marta spojrzała na nią z wyrzutem. Smarkula kiedyś sobie narobi kłopotów tymi ciętymi ripostami. Ale jakże! Ona musi każdego obezwładnić swoim nienaturalnym słownictwem, zaczerpniętym z tych wszystkich głupich powieści! -Sara znowu coś kupuje?- zapytała szefowa. -Aha. Zamiast się uczyć czyta książki!- prychnęła Marta, podparłszy głowę ręką. - Powtarzam jej, że musi się skoncentrować na nauce, ale ona nie! Nie mogę jej zabronić tu przychodzić, bo stracilibyśmy większą część dochodów.- -Nie przesadzaj dziecko. I przestań tak siedzieć, to nie przystoi damie.- -Możemy jej zdjęcie powiesić na ścianie płaczu. Wie pani, przy tych oprychach, którzy w zeszłym miesiącu próbowali wynieść pięciokilogramowe tomy encyklopedii... -Marta! -No dobrze już dobrze...- Marta strzeliła balonem z gumy do żucia i wróciła do obsługiwania klientów.

* * *

Sarze nie potrzeba było wiele do szczęścia. Wystarczyła jej brzydka pogoda, mało lekcji do odrobienia, kubek gorącej herbaty i wciągająca lektura. Wtedy cały świat przestawał dla niej istnieć. Liczyła się tylko książka i to, co jest w niej napisane. Zazwyczaj najlepszy humor miała po wyjściu z księgarni, z dobrą powieścią w torbie. Była ona typem mola książkowego, który pożerał tylko określone rodzaje sukna, a w tym przypadku była to dziewiętnastowieczna literatura kobieca i książki dla nastolatek. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że pozycje tego drugiego rodzaju nie są ani zbyt ambitne, ani pouczające, ale nie mogła oprzeć się urokowi słodkiego aż to przesady romansu głównej bohaterki z zabójczo przystojnym samcem o nieprzyzwoicie ponętnych oczach umiejscowionych na wysokości 185 centymetrów. Nie lubiła wyróżniać się swoim nietypowym hobby, tak więc zachowywała się i wyglądała tak jak każda inna obywatelka w jej wieku. Po kilku tygodniach ćwiczeń nauczyła się nawet podkreślić oczy kredką w taki sposób, aby wcześniej nie wyrządzić swoim organom wzrokowym większych szkód. Swoje prawdziwe oblicze krytycznej intelektualistki odsłaniała jedynie przed starszą kuzynką, pełniącą funkcję najlepszej przyjaciółki jako takiej. Bo Marta, wstyd to mówić, ale jak na swoje 20 lat nie była wzorem cnót wszelakich, jak to na przykładną studentkę przystało. Tak więc Sara z poważnych problemów, których z resztą miała na szczęście jak na lekarstwo, wolała zwierzać się pluszowemu misiowi, który zazwyczaj okazywał się o wiele lepszym słuchaczem. Sara nie była dziewczyną o wybitnej urodzie. Określała swój typ jako średnio średni. Miała duże piwne oczy, które zazwyczaj lekko zamglone magicznymi marzeniami i rozmyślaniami, sprawiały wrażenie na wpół zgaszonych żarówek. Jej włosy, spływające gładkimi falami na ramiona, były koloru orzecha włoskiego. Chociaż próbowała wiele razy i na wiele sposobów, za Chiny nie dało się ich wyprostować. Nie była osobą drobnej postury. Nie była też pulchna. I mimo, że nie dawała po sobie tego poznać, własna figura nie była jej obojętna i skrycie marzyła o idealnych wymiarach (zwodzona błędnym przekonaniem, że wszystko co chude jest piękne). Na ten ostatni walor fizyczny zwracały jej uwagę nieskalane kształty głównych bohaterek większości ukochanych książek. W drodze do następnej księgarni, mieszczącej się na parterze pawilonu handlowego Sfera, pochłonęła już pierwszy rozdział swojego najnowszego nabytku. Sara swoją codzienną wędrówkę po centrum rozpoczynała w księgarni Klimczok (tam pracowała Marta), a kończyła właśnie tam, w, jak to potocznie ją nazywano, "Sferze" - wielkim budynku mieszczącym kilkadziesiąt punktów sprzedaży produktów wszelakich, od chleba rozpoczynając i na kameleonie kończąc. Trasę tą miała wykutą na pamięć, wiedziała o każdym segmencie krawężnika i każdej barierce, więc nawet przez myśl jej nigdy nie przeszło, aby obawiać się jakiejkolwiek wywrotki czy potłuczenia, co też się jej jeszcze nigdy w życiu nie przydarzyło. Klaksony samochodów i gwar tętniącego życiem serca miasta był dla niej jak podkład muzyczny do filmu - lekki, przyjemny i niezauważalny. Podświadomie łączyła te wszystkie odgłosy z akcją czytanej na bieżąco powieści. Nawet gdyby obok niej spadł słoń, nie zdołałby on wywabić jej z transu. Stanęła na przejściu dla pieszych, zasłaniając pochłanianą lekturą pole widzenia. I właśnie w tym miejscu zdążył się pierwszy z katastroficznej kaskady wypadków, jaka miała ją w najbliższym czasie spotkać. Gdyby nieświadoma żadnego zagrożenia Sara raczyłaby odkleić nos od książki, pewnie zauważyłaby wąsatego robotnika, dłubiącego w słupie z sygnalizacją świetlną. Zdałaby sobie tez sprawę z tego, że, ku niezadowoleniu przechodniów, pali się stale światło czerwone. A gdyby chociaż na chwilę wróciła do rzeczywistości bez wątpienia jej uwadze nie umknąłby fakt, że po ulicy śmiga cały tabun śmiercionośnych, warczących wehikułów które ani myślą się zatrzymać. Lecz nieświadoma tego wszystkiego dziewczyna, za bardzo była pochłonięta czytaniem, aby którąkolwiek z tych rzeczy zauważyć. Dlatego też dziarskim krokiem wkroczyła na jezdnię.

W kilka chwil przed śmiercią całe życie przelatuje ci przed oczami. Widzisz masę znajomych obrazów. Pierwsze wspomnienia z dzieciństwa, moment, w którym złamałaś rękę, twoje czternaste Święta Bożego Narodzenia. Aż w końcu wracasz świadomością do chwili obecnej. Tylko po to, aby zobaczyć maskę fiata 126p tuż przed swoim nosem. Kilka sekund wcześniej Sara usłyszała złowieszczy pomruk tłumu stojącego po obu stronach jezdni i pisk hamulców. I dopiero te dwa dźwięki kazały jej podnieść wzrok. A to co zobaczyła sprawiło, że nogi wrosły jej w ziemię. Zdążyła tylko pomyśleć: „O mój Boże, to auto na mnie jedzie!” A potem zapadła ciemność. I to bynajmniej nie taka, jakiej oczekuje osoba mająca być potrącona przez samochód. Oprócz tego dziewczyna poczuła jak coś oplata ją w pasie i prawie rozrywa na pól, ciągnąc w swoja stronę. Po chwili stała bezpiecznie na chodniku. I mimo szoku, w jakim była, dokładnie czuła, że ktoś przyciska ją do piersi. I to mocno. Musiało minąć dobre pól minuty zanim dotarło do niej to, co przed chwilą się stało. -O mój Boże!!!- krzyknęła, odskakując od swojego wybawcy. - O mój Boże!- dyszała ciężko. Serce bilo jej jak oszalałe, a w głowie szumiało niczym w ulu. – Och...prawie przejechał mnie samochód...o mój Boże...o mój Boże...- powtarzała jak katarynka. Dopiero po dłuższej chwili zaczęła wracać do siebie. -Och, uratował mnie pan! – odwróciła się w kierunku nieznajomego. – O rany...gdyby nie pan...dziękuję, dziękuję panu bar...- Serce, które jeszcze chwile wcześniej prawie rozerwało jej klatkę piersiową zamarło. Oddech, który przed chwilą był niesamowicie szybki całkowicie się zatrzymał. Oczy, ganiające dotychczas dookoła, poczęły wpatrywać się w jeden punkt. Pierwszą rzeczą jaka jej przyszła do głowy, było to, że nie powinna była zwracać się do niego per „pan”. Drugą, że nie powinna była w ogóle się odzywać. Dopiero potem zdała sobie sprawę z tego, że wpatrywanie się w człowieka z szeroko otwartymi oczami i ustami może wydać się mu nieco niegrzeczne. Dlatego też zamknęła usta. Ale nie oderwała wzroku od magicznego zjawiska przed nią. Oto bowiem stała naprzeciw wysokiego młodzieńca odzianego w długi lateksowy płaszcz. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła się jej w oczy, to to, że miał włosy tak czarne, że aż wydawały się być niebieskie. Dopiero później dojrzała poniżej parę ciemnych zimnych oczu. Jego spojrzenie przeraziło ją. Było całkowicie obojętne i pozbawione wyrazu. Więc stała tak przed nim, zahipnotyzowana całą jego osobą. A on stal także, wpatrując się w środek jej czoła. -Nic ci nie jest?- zapytała jakaś starsza kobieta, chwytając ją za ramię. -Hę?- Sara odwróciła się i zamrugała nerwowo zastanawiając się, co to wszystko właściwie ma znaczyć. -Widziałam, ten maluch prawie cię potrącił! Na pewno nic ci nie jest? Trzeba wezwać pogotowie? Ach, gdyby nie ten pan! Ten pan cię uratował! Powinnaś mu podziękować!- trajkotała babcia, klepiąc Sarę po dłoniach. -Ale...ale...- zaczęła dziewczyna, lecz staruszka nie pozwoliła jej dokończyć. -Ta dzisiejsza młodzież!- zawołała, klepiąc dziewczynę coraz mocniej. – Za grosz wdzięczności! Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, co stałoby się z tobą, gdyby nie ten młody gentleman! Co za tupet! Nawet mu nie podziękowałaś!- Sara zaczęła sobie wyobrażać wielkie czerwone plamy na przegubach. Co jak co, ale ta babcia miała krzepę. I umiała mocno klepać po rękach. -Tak się składa, że miałam taki zamiar!- wykrztusiła w końcu dziewczyna, wyrwawszy się nachalnej staruszce. Zaczęła szukać wzrokiem pomocy u swojego tajemniczego wybawiciela, ale ten zniknął, nie zostawiając za sobą żadnego śladu. Dziewczyna westchnęła. Naprawdę chciała mu podziękować. Ale po chwili przypomniała sobie jego lodowate spojrzenie i pragnienie to nieco w niej zmalało. Była pewna, że gdyby sopel lodu przybrał ludzka postać, takim właśnie wzrokiem zamrażałby ludzi. Potrząsnęła głową, aby wyrzucić ten obraz z myśli. Teraz musiała zając się bardziej praktycznymi sprawami. Ludzie mijali ją w pośpiechu. Tamci, którzy byli blisko, kiedy prawie wpadła pod samochód już dawno rozeszli się w rożne strony, a ci, miedzy którymi teraz stała, pewnie nawet nie zdawali sobie sprawy, że pięć minut wcześniej, właśnie na tym przejściu ktoś prawie zginał. Sara schyliła się, aby podnieść książkę, którą upuściła kiedy tajemniczy pan X wyratował ja od wiecznego spoczynku. Zdała sobie sprawę z tego, że ta ciemność którą ujrzała, była jego płaszczem. Gdy pociągnął ją za sobą czarny materiał musiał załopotać jej przed oczami, a w chwilę później już tkwiła w ramionach nieznajomego. To było jedyne wspomnienie, które nie wywoływało na jej twarzy przerażenia, lecz coś zupełnie przeciwnego. Rumieniec.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W poszukiwaniu Złotego Feniksa cz. I — czytnik · opowiadania