Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 12 min czytania

W potrzasku

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wstał, podszedł do okna z nabitą fajką. Zaciągnął się i spojrzał w stronę lasu. - Znów tam się czają – pomyślał drapiąc się po zaroście. Na połaci śniegu nie widać było żadnych śladów. Pusta, odsłonięta przestrzeń przed domem dawała iluzję bezpieczeństwa. Broń myśliwska stała oparta o ścianę między szafą a oknem. Stare, wytarte meble przygnębiały podobnie jak poszarzałe ściany. Usiadł na skórzanym, miękkim fotelu. Ciężko westchnął. Najlepsze lata miał za sobą. Dobiegał sześćdziesiątki, nie był zwinny jak przed dziesięcioma laty. Wspomnienia natrętnie powracały. Tak bardzo kochał Alicję. Jak mógł nie uwierzyć w to, co zobaczyła? Gdyby wtedy zareagował inaczej, żyłaby. Oczy zaszły mu łzami. Poszedł do łazienki, by przemyć twarz lodowatą wodą. Gdy podniósł wzrok z nad umywalki, ujrzał odbicie pomarszczonej twarzy. Spod siateczki zmarszczek wyzierały błękitne oczy, naznaczone cierpieniem. - Cholera! – zaklął pod nosem. Zakręcił kran i pospiesznie wyszedł z łazienki. Mimo, że podupadał na zdrowiu, od lat nie odwiedzał lekarzy. Nie zależało mu na leczeniu. Jednakże w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia, instynkt nakazywał mu obronę. Domyślał się, że nie wygra ze stworami. Było ich zbyt wiele, prawdopodobnie rosły w siłę. - Azor! – zawołał czarnego, wysokiego kundla. Nadchodził zmrok, tak jak wczoraj, gdy pies zaskomlał. Pod wpływem dziwnego zachowania czworonoga, wyjrzał wtedy przez okno. Ujrzał cień, a następnie ciemna, olbrzymia postać przemknęła oddalając się w stronę lasu. Zastanawiał się czy zdecydują się uderzyć tej nocy. Dochodziła szósta. Wyciągnął z szafy starą, zakurzoną broń, po czym otworzył jedną z szuflad w poszukiwaniu naboi. Usłyszał niepokojące warknięcie psa. Zastygł bez ruchu na widok przyciśniętej do szyby gęby szczerzącej na niego kły. Zjeżyło się futro na głowie, odsłaniając stalowo – szare oczy drapieżcy. Powoli wycofał się do kuchni. Złapał nóż z kuchennego stojaka. Sprawdził okiennice, zamknięte. Wydał lekkie westchnienie ulgi. Obszedł pozostałe pomieszczenia, w poszukiwaniu intruzów i skontrolował okna. Pamiętał, że zamykał drzwi, przytaskał ciężką, drewnianą komodę i zastawił nią wejście. Wtem zdał się słyszeć trzask na górze. Spojrzał w tamtym kierunku. - Mój Boże. Strych! – wyszeptał przerażony – Jak mogłem zapomnieć? Wyobraził sobie stwora roztrzaskującego szybę w niewielkim oknie na poddaszu. Złapał za broń, niezręcznie naładował ją i niepewnym krokiem podążył po schodach na strych. Stopnie trzeszczały pod naporem ciała. Mrok zdawał się tężeć na górze i mężczyzna pstryknął włącznik. Oddech ciążył mu na piersi jak skała, gdy pokonał ostatni schodek. Kontury staroci niewyraźnie nakreślał wschodzący księżyc. Poczuł powiew wiatru przeciskającego się z sykiem przez wyłamane okno. Strach przyprawił go o zawrót głowy. Stał wypatrując ruchu w ciemności. Postąpił dwa kroki naprzód i w momencie, gdy sięgnął do włącznika krwiożercze pazury wbiły mu się w dłoń. Krzyknął, ale uścisk wzmógł się. Odrzucił broń i wyjął z kieszeni nóż. Zamaszystym ruchem wbił go bestii prosto w serce. Zawyła zataczając się do tyłu, bezradnie wymachując łapami. Nawet lekko skulona dorównywała wielkością przeciętnemu człowiekowi. Wykorzystując moment odszukał broń. Obejmując oburącz wycelował między oczy. Huk przeszył powietrze, gdy strzał powalił istotę. - Tomaszu! – wyszeptał, posyłając drwiący uśmiech. Wzdrygnął się na dźwięk swego imienia. – Twój koniec się zbliża… - to były ostatnie słowa konającego wroga. Stał tam jeszcze przez chwilę, odrętwiały z szoku, nim ból ręki ponownie dał o sobie znać. Zapalił światło. W pobliżu nie czaiły się żadne stwory. - Chodź piesku! – zawołał. – Pilnuj. Zostawił psa na straży, a sam zszedł powoli do łazienki, żeby przemyć i opatrzeć ranę. Zdziwiła go tak duża ilość krwi. Musiał porzucić bandaże i owinąć ranę ręcznikiem. Gdy ścisnął mocno końce, by je zawiązać usłyszał znajome zawodzenie. Pognał czym prędzej przed siebie. Uchylił drzwi i zobaczył plamy krwi na schodach. Ściskając w ręku trzonek noża poczynił dwa niepewne kroki potykając się o coś kosmatego. To Azor leżał z nienaturalnie wykręconym łbem u stóp schodów. Z piersi mężczyzny wydobył się cichy, nienaturalny jęk. Zdusił go szybko, uzmysłowiwszy sobie, jak blisko jest zagrożenie. I wtedy małpolud wychylił się ze strychu. Opierając wielkie łapska o ściany musiał schylić głowę, by dostrzec Tomasza. Łypnął na niego groźnie, po czym ryknął na towarzyszy. Można było usłyszeć ich dziwne pohukiwania. Nie chciał zostawiać psa na pożarcie tych upiornych stworów, ale jedyne co przyszło mu do głowy, to wiać. Zamknął drzwi w momencie, gdy kosmata bestia zbiegała ze schodów niemal z prędkością pioruna. - Uff… - westchnął. Usłyszał zgrzyt. Potężne łomotanie pobudziło go do działania. Wiedział, że drewniane drzwi nie wytrzymają długo. Zamknął sień i zabarykadował się w domu niczym w twierdzy. Z bronią myśliwską przy boku usadowił się w fotelu, nasłuchując odgłosów za drzwiami. Zadzwonił telefon. Nie zareagował od razu, w jego otępiałym umyśle nie było miejsca na to banalne, nieoczekiwane zdarzenie. Nie miał przyjaciół, z rodziną niemal utracił kontakt. Niespiesznie podszedł do automatu. - Tomek? Tu mama – zaszczebiotała. - Mama? – spytał niedowierzając. - Zapomniałeś, że masz matkę? – skarciła go pospiesznie. – Siedzę tu sama, a ty nawet nie dzwonisz. Cisza zaległa w słuchawce. Rozmowa w tych warunkach nie miała sensu. Musiał całym sobą skoncentrować się na zadaniu. A jeśli nie uda mi się przeżyć? – straszna myśl uderzyła mu do głowy. - Dlaczego dzwonisz? – spytał nieco ostro. – Nie chcesz rozmawiać ze starą, schorowaną matką – gwałtownie zareagowała. - Nie, ja… - zaczął, lecz usłyszał trzask. Domyślił się, że drewniane drzwi zostały staranowane. Posłyszał tłuczenie na przemian z wyciem. Parę metrów dzieliło go od stworów walących w drzwi do pokoju. Ziemny dreszcz przebiegł mu karku. - Co to za odgłosy? – zainteresowała się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W potrzasku — czytnik · opowiadania