Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 13 min czytania

W potrzasku r. 13

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 13 W potrzasku

Siedzieli w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Byli przerażeni. Nie spodziewali się niczego dobrego. Patrzyli na siebie w nadziei, że to jeszcze nie koniec. Byli więźniami. - Ktoś nas sprzedał. Mieli nas wspierać od środka, ale tak się nie stało – szepnął Leon. - Może nie żyli. - Może. Aerodrom był zakodowany na czas, ale to my nie zdążyliśmy. - Zbyt długo czekaliśmy na pomoc. Należało zacząć akcję od razu jak tylko wkradliśmy się do obozowiska. - Trudno było przewidzieć, że zrejterują. Nie jesteśmy super bohaterami. - Ano nie. Super bohaterzy przeżywają w filmach. - To taki film ze złym zakończeniem. - To nie tak do końca. Dzieci są bezpieczne. Odleciały. Obóz wyleciał w powietrze, tylko my wpadliśmy - dwóch pechowców. - Chyba nas skanują. Laser chodzi. - Po co? - Nie wiem. - Kiedy otworzą się drzwi, na lewo wchodzi kobieta, a na prawo mężczyzna. - Trzymaj się Iga. - I ty też. Iga weszła do sali, w której poza kamienną ławką nic nie było. Rozglądała się, szukając jakiegoś wyjścia, ale trud jej był daremny. Widziała tylko kamienne ściany, w których nie było żadnego otworu. Usiadła na ławce i opuściła głowę. Poczuła ból w klatce piersiowej i skuliła się. Starała się nie myśleć o tym, co może się za chwilę stać. Śmierci się nie bała. Na nią była przygotowana. Bardziej obawiała się tortur. Drgnęła, gdy do sali weszli dwaj mężczyźni. Biernie poddała się ich rozkazom. Wstrzyknęli jej jakieś lekarstwo i osunęła się na podłogę. Kiedy ocknęła się leżała naga w sarkofagu. - Żyję, czy już po mnie ? – zapytała. - Żyjesz. - Mam trudności w oddychaniu. Uduszę się. - Oddychaj w rurkę. Zamilcz, to będzie ci łatwiej. Muszę dokończyć kopiowanie twojego DNA, a wtedy otworzę wieko. - Po co kopiujesz? - Nie twoja to sprawa. - Chyba moja. - Co to za różnica i tak pójdziesz na stos. - Gdzie? - Nieważne. Stąd i tak nie uciekniesz, chyba, że do nieba. Wychodź – powiedział stwór w masce otwierając sarkofag. - Możesz mi dać ubranie. - Jest ci ono nie potrzebne. Nie rzucę się na twoje wdzięki, a poza mną to tutaj nikogo nie ma. - Dowcipny. - Wychodź, bo będę utylizować skrzynię. Wyszła. Stanęła naga przed stworem. Czuła, że jednak nie jest taki obojętny na jej wdzięki. Chciała zagrać rolę amantki, ale zrezygnowała. - Idziesz do próżni. Musisz się odkadzić. - Gdzie? - Próżni. Zabrać ją. Ma być żywa. Może być nam jeszcze przydatna. Szła długim i wąskim korytarzem. Przed nią i za nią szli uzbrojeni mężczyźni. Zastanawiała się nad tym, gdzie jest. Nigdzie nie było żadnego napisu, twarze mężczyzn były zasłonięte. Pełna konspiracja. - Gdzie jestem? – zapytała. Nie chcecie ze mną rozmawiać. Kazali wam milczeć. Dostała kuksańca po plecach. Zawyła. Inny mężczyzna podskoczył i przytrzymał rękę winowajcy. Popatrzył wrogo na kolegę i wskazał mu palcem miejsce za nim. Usłuchał. Idze nakazał milczenie. - Nie chcą ze mną rozmawiać, aby nie być rozpoznanymi. Tylko po co te obawy, skoro i tak umrę – pomyślała. Dalej szła w milczeniu. Zastanawiała się jak wyjmie z plomby mikron, skoro ciągle jest obserwowana. - Chyba pozostaje mi tylko cyjanek – pomyślała. W końcu doszli do stróżówki, jeśli tę mała pakamerę można tak nazwać. Tutaj zmienili się strażnicy. Ci byli bardziej rozmowniejsi, ale i bardziej wulgarni. - Ładne ma cycuszki. Takie jędrne. Pupcia też niczego sobie. Pobrykalibyśmy sobie z nią, ale mamy zabronione. - Idiota, zabieraj swoje łapy – warknęła Iga. - Szkoda. Nie jest zła. Może zabawimy się z nią, zanim dojdziemy do próżni? Co komu szkoda? Ona i tak nie wygada. - Pomacaj, ale nic więcej. Wiesz, czym to się skończy. Chcesz tego? - Nie. Takie ciałko milutkie aż szkoda je zostawić. Sam miód. - Niewyżyci erotomani – warknęła Iga. - Zrobię ci dobrze. Daj jeszcze chwilę potrzymać. W bezczelny sposób wsadził łapę w jej krocze. Lizał ją. - Daj teraz mi. Moja teraz kolej – powiedział drugi strażnik. - No dobra. Wystarczy. Odejdź od niej, bo podnieciłeś się aż za bardzo. Teraz ja – powiedział i zaczął macać Igę. Kiedy wsadził rękę w pochwę wzdrygnęła się. - O jednak umiesz się podniecić – powiedział głośno, a ciszej dodał: Wypij. Hasło – „Maro”. Czekaj. - Dochodzimy. Puść ją. Na mnie to warczałeś jak się podnieciłem, a sam nie jesteś lepszy. - Właź do windy. Zjedziesz do próżni. W windzie z pochwy wyjęła chusteczkę. Szybko ją rozwinęła. Zobaczyła tabletkę i bez zastanowienia ją połknęła. - To moja ostatnia nadzieja – pomyślała. W próżni była sama. Przymknęła oczy. - Może jeszcze nie czas mi na śmierć. Tylko co z Leonem? – pomyślała. Czuła się coraz gorzej. Tabletka zaczęła działać. Kiedy przyszli po nią nie dała rady iść o własnych siłach. W końcu wrzucono ją do jakiejś sali i przypięto pasami. Odwróciła głowę w kierunku światła i zobaczyła Leona. Był podłączony do aparatury, składającej się z kilku przeźroczystych rurek. - O Boże. Ściągają mu chyba krew. Co to jest? - pomyślała i zemdlała. Kiedy ocknęła się leżała na stosie, zapełnionego trupami. Odór był tak straszny, że zwymiotowała. Powoli wysadziła głowę. - Maro - powiedział. Musisz wytrzymać. Załadujemy trupy z tobą. - Gdzie jestem? - W Andach. Chowaj się. Już idą. - Towar załadowany. Harry jedziesz tylko ty ze mną. Pat zostaje. Musi posprzątać. Tak kazał szef. Wskakuj i odjeżdżamy. - To się wie Lary. Jedziemy. Kiedy odjechali spory kawałek Iga wysadziła głowę. Nie mogła znieść swędu. Zerwała z trupa bluzkę i okręciła twarz. Mało to pomogło. - Przetrwam. Wytrzymam. Nie dam się teraz zabić. Nagle ciężarówka zatrzymała się, więc dała nura pod trupy i przestraszona czekała. Czuła jak wali jej serce. Nie mogła zapanować nad oddechem. Po raz pierwszy od lat modliła się, szukając pociechy w modlitwie. Kierowca i jego pomocnik wysiedli z kabiny. - Harry. Mam ochotę napić się. - Wiesz, że nie można. - Ty poprowadzisz. - A ja co ? Gorszy? - Wiesz, że nie dam rady bez łyka. - Ciągle ciebie kryję. W końcu wywalą cię z roboty, a mówiłeś, że masz siedmioro dzieci na utrzymaniu. - Nie nudź. Daj łyka. - Ala ma być to ostatni raz. Rozumiesz? - Dobra, nie pękaj. Gdzie ją masz? - Mam z tyłu schowaną. - To idź po nią. - Odleję się przy okazji. Rozglądaj się, czy nikt nie nadjeżdża. W razie czego śpiewaj. Harry podniósł plandekę. - Masz tutaj ubranie, jedzenie i wodę. Jak powiem „

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%