Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 24 min czytania

W rocznicę śmierci...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Poranny obchód na oddziale neurologii jednego ze szpitali w południowej Polsce, spóźniał się. Pielęgniarki biegały i uspokajały pacjentów, przyzwyczajonych do stałych godzin. Zmiana rytmu dnia wywołała u nich panikę. Grupa medyków na czele z ordynatorem weszła wreszcie na oddział. - Proszę do sal! - pielęgniarki usiłowały zaprowadzić porządek. Ale kilku przejętych i zniecierpliwionych pacjentów nie mogło uleżeć w łóżkach i co chwila wybiegało na korytarz. Za spóźnioną wizytą dwie pielęgniarki pchały wózek ze śniadaniem. Sala za sala, obchód przebiegał bez zakłóceń. W końcu lekarze weszli do ostatniej. Tu panował spokój. Osiem łóżek, ale nikt nie biegał, nie krzyczał. Nie było słychać nawet gwaru rozmów między pacjentami. Ośmiu mężczyzn, w różnym wieku, z którymi nie można było nawiązać żadnego kontaktu. Każdy z nich spędzał dnie we własnym świecie, do którego nie wpuszczał intruzów z zewnątrz.. Lekarze zatrzymali się przy oknie. Ordynator wziął do ręki kartę najmłodszego pacjenta. Przez chwilę ją studiował. - Tu też bez zmian widzę... no cóż...trzeba będzie porozmawiać z rodziną żeby zabrali go do domu, stan chorego bez zmian... Niedługo Boże Narodzenie... - powiedział. - Szkoda go, taki młody chłopak - wysoka lekarka w okularach pokręciła głową. - No szkoda, miał pisać maturę w tym roku... mój syn jest w jego wieku - powiedział przystojny lekarz po koło pięćdziesiątki. Przez chwilę stali wszyscy w milczeniu i przyglądali się twarzy młodego mężczyzny, okolonej ciemnymi włosami, które ozdabiało w grzywce pasmo siwych włosów. Chłopiec leżał i nieruchomym wzrokiem wpatrywał się w śnieg prószący za oknem....

Wysłużony Nissan Patrol jechał szosą między polami. Jak okiem sięgnąć krajobraz się nie zmieniał. Wąska droga to wznosiła się to opadała. Samochód nie mógł rozwinąć większej prędkości. Kolejne pagórki utrudniały widoczność. Monotonny widok za oknem usypiał szóstkę pasażerów. Upał rozleniwiał. Klimatyzacja w samochodzie przestała działać dawno temu. Temperatura wewnątrz utrudniała oddychanie. Chcieli się nacieszyć końcówką wakacji i piękną pogodą, która zastąpiła zimno i deszcze padające przez większą część lata. Na szczęście Patryk, kierowca, dostał pieniądze od rodziców na osiemnaste urodziny i za całą kwotę kupił terenowego Nissana. Auto miało już spory przebieg i było po wypadku, ale na potrzeby Patryka wystarczyło. Nissan mieścił sześć osób i spory bagaż. Jednak brak klimatyzacji doskwierał. Wnętrze samochodu przypominało saunę. Cała szóstka ubrana tylko w kostiumy kąpielowe spływała potem. - Szofer, woda się skończyła! - z tylnego siedzenia samochodu dobiegł głos Renaty. Wysoka, szczupła i opalona brunetka w krwistoczerwonym bikini rzuciła plastikową butelkę na podłogę. - Zatem kierunek...jakiś wodopój! - do głosu Renaty dołączył chóralny krzyk całej grupy jadącej Nissanem. - Macie poczucie humoru... mruknął pod nosem Patryk, któremu upał też doskwierał i zamiast prowadzić samochód wolałby leżeć gdzieś nad wodą. - Widzicie tu gdzieś jakiś wodopój?! Widzicie tu w ogóle cokolwiek oprócz ... ?! - spytał reszty wskazując głową na rozciągające się pola. - Złotych łanów... - dopowiedział z tyłu Maciek i zachichotali wszyscy. - Że też wam jeszcze humor dopisuje? Zaraz przykleję się do siedzenia! - złościł się Patryk. - Oj marudzisz... nic nie poradzisz na ten upał! Wyluzuj skarbie! - powiedziała Ilona, dziewczyna Patryka, która siedziała obok. Pocałowała go w policzek i z uśmiechem przyglądała się jego naburmuszonej minie. - Stańmy na chwile, natura mnie wzywa - odezwał się Łukasz, który do tej pory nie włączał się do dyskusji. - Ooo... śpiący królewicz się obudził! Coś ty w nocy robił? - spytała Magda, daleka kuzynka Łukasza. - Jakiej nocy? Żartujesz chyba?! Impreza trwała do trzeciej nad ranem! Potem zaraz zaczęło robić się widno! Nie wiesz czasem jak w takich warunkach można spać? - spytał z przekąsem Łukasz i ziewnął na poparcie swoich słów. - Ojej... trujesz jakbyś miał ze sto lat - powiedziała Renata i towarzystwo zamilkło. Przez klika minut jechali bez słowa. Samochód wypełniały tylko dźwięki odtwarzacza CD, z którego płynęło rytmiczne I'm still in love with you Sean Paul'a. Wokół wciąż rozciągały się pola. Teraz towarzyszyła im jaskrawa żółć rzepaku. - To jak? Pozwolicie mi zrobić siusiu? - spytał Łukasz. - A mamy inne wyjście? Albo znosić twoje marudzenie, albo muszę się zatrzymać! - powiedział Patryk. - Co was ugryzło? Obaj robicie się zgryźliwi! Jak tak dalej pójdzie to jeździe sobie sami dalej, my wsiądziemy w najbliższym mieście w pociąg i jedziemy nad jakąś wodę bez was! Tetrycy! - powiedziała Renata, która już zdenerwowała się. - Może nawet morze! - Magda poparła ją. - O właśnie! Jestem za! - Maciek dołączył do koleżanek. - Proszę bardzo... więcej miejsca w samochodzie będzie... - mruknął Patryk. - Potem się pokłócicie! Miałeś się zatrzymać - Ilona zachowała zimną krew - Jedziemy już dwie godziny, dobrze nam wszystkim zrobi jak rozprostujemy kości. Patryk bez słowa zjechał na wąskie pobocze i wyhamował, aż w powietrze uniósł się pył. Trzy rosnące tuż przy drodze topole nie dawały ani trochę cienia. Słońce stało prawie w zenicie. Na drzewach nie poruszał się ani jeden liść. Nie było odrobiny wiatru. - Jak na patelni... - Renata wysiadła z auta. - Ze czterdzieści stopni w cieniu... róbcie co macie robić i zmywamy się stąd bo nas upiecze kochane słoneczko na skwarek - powiedział Patryk. Łukasz z Maćkiem poszli za drzewa, dziewczyny przeszły na drugą stronę ulicy i weszły w głąb pola. Patryk rozłożył na masce samochodu mapę i starał się policzyć ile kilometrów zostało im do najbliższej stacji benzynowej. Rozejrzał się po okolicy. Nie zobaczył żadnych zabudowań. Nic, tylko te rozciągające się po horyzont pola. Przez chwilę zawiesił wzrok na kilku chabrach rosnących na skraju pola. Swą jaskrawą barwą zwracały na uwagę. Zmęczony i znużony wzrok Patryka z ulgą zwrócił się ku niebieskim kwiatkom. Kątem oka dostrzegł podobną barwę, ale w miejscu w którym nie mają prawa rosnąć chabry. Spojrzał w tamtym kierunku. Kilka sekund trwało zanim jego mózg przyjął do wiadomości to co zobaczyły oczy. Jakieś pięćdziesiąt metrów od niego stała dziewczyna. Ze zboża wyłaniało się jedynie jej popiersie. Z tej odległości nie widział dokładnie rysów twarzy. Była szczupła, długie, jasnoblond włosy spływały jej na ramiona. Ubrana w sukienkę bez rękawów. W kolorze chabrów. Wyglądała pięknie... Widok dziewczyny na tym pustkowiu zaskoczył go. Ruszył w jej stronę. Mogła przecież potrzebować pomocy. Uszedł kilka metrów. Potykał się na grudach ziemi, których nie widział miedzy kłosami. Zresztą nie patrzał nawet po czym idzie. Nie chciał stracić z oczu tej dziewczyny. Bał się, że kiedy spojrzy w innym kierunku ona zniknie. Przeszedł kolejny metr, ale ona nie zbliżyła się nawet o centymetr. - Patryk! Paaatryyyk! - słyszał wołanie, nie zwrócił uwagi kto go woła. I tak nie mogli odjechać bez niego. Odruchowo wyjął kluczyki ze stacyjki i wsunął do kieszeni spodenek. Prowadzić mógł jeszcze Łukasz, ale ten nie kwapił się do jazdy samochodem, wolał być pasażerem. - Patryyyyk wracaaaacaj! - dotarł do niego głos Ilony. Za plecami usłyszał szelest kroków i poczuł szarpnięcie. Oprzytomniał i obejrzał się. - Oszalałeś?! Chcesz porażenia dostać?! Wracaj! - Maciek dogonił go i teraz stał pukając się palcem w czoło. - Chciałem jej spytać czy.... - mówiąc to Patryk wskazał ręką w kierunku gdzie stała dziewczyna, ale nie było nikogo. Zdumiony rozejrzał się, ale po niebieskiej sukience nie było śladu. - Gdzie ona się podziała? - spytał. - Kto? - zdziwił się Maciek. - No ta dziewczyna! Nie mogłeś jej nie widzieć! - Bredzisz! Ten upał ci już zaszkodził! - Taka blondynka w niebieskiej sukience! Stała tam! - Patryk nie rozumiał co się stało. - To fatamorgana chłopie! Mamy klimat jak na pustyni to i fatamorgana może się zdarzyć! Idziemy! Reszta podróżników czekała już przy samochodzie. Dziewczyny studiowały mapę, która wciąż leżała na masce. Kiedy Maciek opowiedział o przygodzie kolegi, posypały się żarty. Nadąsany Patryk bez słowa uruchomił samochód. Według mapy do najbliższej stacji benzynowej pozostało około czterdziestu kilometrów. Pogłośnił CD i samochód wypełniła muzyka trance. Pogłośnił na tyle, żeby nie słyszeć docinków swoich towarzyszy podróży. W końcu pojawiły się pierwsze zabudowania i zaczęły ich mijać inne samochody. Dojechali do celu bez problemów. Przy stacji był nawet mały sklep i bar z klimatyzowanym wnętrzem. Panował spory ruch. Patryk został aby zatankować, reszta nie czekała na niego. Jak tylko Nissan się zatrzymał wysiedli i pobiegli do baru. Patryk zatankował i dołączył do reszty. Wewnątrz baru panował chłód. Klimatyzacja ostudziła również zaognioną atmosferę między nimi. Raczyli się mrożoną kawą i lodami. Patryk siedział na wprost przeszklonej ściany i wpatrywał się w przejeżdżające przez stację samochody. Nie słuchał rozmów przy stoliku, myśli miał zajęte dziewczyną w niebieskiej sukience. Nie mogła być przecież tylko przywidzeniem! Ze stacji odjechał dostawczy Mercedes i odsłonił mały zagajnik rosnący po drugiej stronie ulicy. Na jego tle stała... nieznajoma z pola. Tym razem widoczna cała. Słaby wiatr poruszał jej sukienką i rozwiewał włosy. Sukienka była tak samo niebieska, ale teraz widział ją całą. Sięgała dziewczynie do pół uda. Patryk bez słowa zerwał się z krzesła i wybiegł z baru. Dziewczyna roześmiała się i pomachała do niego ręką. Chciał do niej podbiec, ale prawie wpadł pod wjeżdżającą na stację ciężarówkę. Kierowca nacisnął klakson i zahamował z piskiem opon, Patryk musiał się cofnąć. Reszta pasażerów Nissana wybiegła na dziedziniec. - Nic ci się nie stało?! - spytała Ilona obejmując go za szyję. - Nie...nic... - odpowiedział usiłując dojrzeć zza ciężarówki drugą stronę ulicy. Na szczęście kierowca odjechał. Ale przy zagajniku nie było już nikogo. Patryk pobiegł tam, rozejrzał się, ale ani na ulicy ani między drzewami nie było widać już niebieskiej sukienki. - Szlag...! - krzyknął i zły na siebie, że pozwolił jej uciec drugi raz, uderzył pięścią w drzewo. Szorstka kora otarła mu naskórek do krwi. Musiał wrócić do baru. Przyjaciele stali wciąż przy wejściu i przyglądali mu się zdumieni. Nie spieszył się. Znów posypią się pytania, na które nie miał ochoty odpowiadać. - Chłopie! Co ty wyprawiasz?! Aż tak cię przygrzało? - spytał Maciek, a Ilona chwyciła go za rękę i nie odstępowała na krok. - Jedziemy! Bo cały dzień zmarnujemy na głupie gadki, a do morza jeszcze nam trochę kilometrów zostało - powiedział i wsiadł do Nissana. - Ale... - Renata próbowała protestować. - Nie ma ale! Wsiadacie czy nie? - spytał i przekręcił kluczyk w stacyjce. - No już... chwilkę... - Łukasz wrócił do baru i wyszedł po chwili z dwoma zgrzewkami wody mineralnej. - Trzy litry na głowę! Do morza może starczy... - powiedział i wrzucił butelki do samochodu. - Dobra! Spadamy stąd! - zadecydował Patryk i kiedy już wszyscy usadowili się w samochodzie, odjechał ze stacji. Krajobraz za szybą zmienił się. Droga poprawiła. Patryk mógł docisnąć pedał gazu. Mijane miasteczka były malownicze i urozmaicały drogę. Patryk nie odpowiadał na pytania jakimi go zasypywano. Więc wszyscy zamilkli, znużeni upałem i drogą. Minęły może dwie godziny. Zjechali na prawy pas autostrady, żeby nie przeoczyć zjazdu na najbliższy kamping. Tuż przed zjazdem z autostrady zobaczył na poboczu znajomą niebieską sukienkę. Dziewczyna tym razem machała ręką. Na ramieniu trzymała mały plecak. Wyglądało na to, że podróżuje autostopem. Patryk zatrzymał się na poboczu. Tym razem nie mógł pozwolić jej znów zniknąć. - Dokąd?…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%