Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 7 min czytania

W samą porę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Może jeszcze ciasta? – z nie udawaną życzliwością zapytała gosposia Frings. - Tak, poproszę – bez większego namysłu odpowiedział Pan Foley.

Pani Frings podeszła do stoliczka na którym stała patera z misternie ułożonymi kawałeczkami ciasta drożdżowego. Gosposia Frings. Miano gosposi nijak się miało do jej powierzchowności. Szczupła, wysoka, o szlachetnych rysach kobieta w średnim wieku. Być może w jej żyłach płynęła szlachecka krew. Czasem ludzie mają w sobie na tyle odwagi, by wybrać sobie „lżejszy” los i zostają być może tak jak Pani Frings gosposią. Pan Foley lekko się uniósł z niewygodnego, wyściełanego krzesła, które można by z łatwością nazwać fotelem z zaściankowego rodu foteli. Podziękował serdecznie za tak wspaniały gest. A przyznać trzeba że było za co dziękować – wspaniałe ciasto drożdżowe etatowej gosposi domu Państwa Routledge’ów, to coś co zasługiwało na swoje miejsce w rejestrze patentów. Lecz mimo znajomości przepisu na ten specjał, nikomu oprócz Pani Frings nie udawało się dokonać tego wypiekowego cudu. Całość prezentowała się dość pospolicie – ot... zwykła drożdżówka. Lecz już w samej kruszonce drzemała wielka moc wspaniałego smaku, jaki czekał na smakosza wypieków.

- Jest Pan umówiony na 16:14 z Panem Routledge? Wskazówki pokaźnych rozmiarów zegara kredensowego wskazywały godzinę 15:38. - O, tak. Przepraszam najmocniej że zjawiłem się za wcześnie. Lecz kolej nie kursuje na indywidualne życzenie pasażerów. - Rozumiem, oczywiście. Proszę się nie przejmować. Nie będzie musiał pan dłużej czekać, niż do wyznaczonej godziny. – odparła ze spokojem gosposia. - Ach, tak? - Tak, oczywiście, Pan Routledge jest człowiekiem niebywale punktualnym. - Heh, większość kulturalnych osób jest punktualnych. – z widocznym zażenowaniem odpowiedział gość domu Państwa Routledge. - To coś więcej, niż zwykła punktualność – w głosie gosposi Frings pojawiła się nuta zagadkowości. - Co Pani chce przez to powiedzieć? - Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek Pan Clive był się spóźnił. - Niesamowite... ależ to przecież nie możliwe. – po krótkim namyśle rzekł Pan Foley. - Dlaczego Pan tak uważa? - Przecież jest masa czynników, które mogą przeszkodzić człowiekowi w realizacji jego najdokładniej przemyślanych planów. - ‘Czynników’? Co dokładnie ma Pan na myśli? – Zapytała z obojętnością gosposia Frings, jednocześnie poprawiając mankiecik swojej koszuli. - Różne rzeczy mogą się przydarzyć, na przykład odjazd pociągu może się opóźnić. - To możliwe, ale na plany Pana Clive’a Routledge’a nie miało to nigdy wpływu. – powiedziała szlachetna podpora porządku domowego. Słowa te wypowiedziała z takim przekonaniem, jak gdyby mówiła o słońcu które codziennie wschodzi i zachodzi nad zamglonym miasteczkiem, którego mieszkańcami byli domownicy rezydencji Państwa Routledge.

- I zawsze jest wszędzie na czas? - Tak, jeśli zaplanował z panem spotkanie, to z pewnością będzie na godzinę którą obiecał. W głowie Pana Foleya kłębiła się nieodparta pokusa pokrzyżowania planów Panu Clive’owi. – To nie możliwe, nikt nie może być aż tak poukładany w czasie. Nikt. – Myślał i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W samą porę — czytnik · opowiadania