Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 17 min czytania

W sieci - rozdział 1.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Musiała przyznać, że tego dnia wyglądała świetnie. Była szczupła, zgrabna i wysoka. Długie włosy w kolorze blond opadały jej na plecy i sięgały prawie do pasa. Oczy miała duże, zielone i zawsze pełne uroku. Za każdym razem, gdy stawała przed lustrem, nie mogła się nadziwić swojej urodzie. Zdawała sobie mimo to sprawę z tego, że do piękna matki jest jej, niestety, daleko. Długo przebierała w szafie, nie mogąc znaleźć odpowiedniej kreacji na dzisiejszy wieczór. - "Muszę ubrać się tak, aby Heniek zaniemówił z wrażenia." - Pomyślała. Poznała go kilka dni temu na chacie. Musiała przyznać, że od razu jej się spodobał. Przypadł jej do gustu, gdy na ekranie plazmowego monitora ukazało się jego zdjęcie. Rozmyślanie dziewczyny przerwało energiczne wejście mamy. - Ela! Nie masz pojęcia, co się stało! Musimy bardzo poważnie porozmawiać! - Kobieta była tak rozpromieniona, jakby przed chwilą wygrała fortunę. - Co takiego? Jakiś kontrakt? - Zapytała Eliza, odkładając wybraną, czarną i obcisłą sukienkę na krzesło. - Tak! Dostałam kontrakt! Ale jeszcze jaki! Ile pieniędzy! Nigdy za tyle mnie nie kręcili! - Niemal krzyczała kobieta. - Gdzie? Na ile wyjeżdżasz? Jak zamierzasz wszystko załatwić? - Pytała z nagłym entuzjazmem dziewczyna. - Chodź do kuchni. Wszystko ci zaraz powiem. - Powiedziała kobieta i wyszła z pokoju. Eliza szybko ubrała się i zeszła na dół. Jej matka, Agata, siedziała przy stole i popijała kawę. Eiza usiadła naprzeciwko. - Więc co masz mi do powiedzenia? Nie mogę się już doczekać. - Zapytała po chwili. - Zwróciła się do mnie agencja "Pretty Girl". Praca polega na codziennych zdjęciach do reklam i teledysków promujących odzież. Kontrakt przewiduje 12 miesięcy, ale jeśli będę dobra, wezmą mnie na dłużej. Agencja jest w Londynie. Hotel i wyżywienie mamy zapewnione za darmo. - Mówiła z zadowoleniem kobieta. - A co będzie ze mną? - Zapytała Eliza. - Możesz ze mną pojechać do Londynu, ale myślę, że twoja znajomość angielskiego jest za mała. Pomyślałam, że mogłabym cię zapisać do ekskluzywnego internatu. Będziesz tam miała odpowiednie warunki i towarzystwo. Pieniądze wyślę ci na konto. Jak ci się ten pomysł podoba? - Pytała Z ożywieniem modelka. - Widziałaś, gdzie to jest? Jak tam jest? - Zapytała Eliza. Kobieta położyła przed córką ilustrowany folder. - Popatrz, piękny, duży dom w Katowicach. Pokoje są 2-osobowe, zaopatrzone w łazienki. W każdym pokoju jest komputer z Internetem, telewizor i wieża. - Zachwalała pani Agata - Bardzo chętnie tam zamieszkam. Co ze szkołą? - Zapytała dziewczyna - Renomowane liceum jest 5 minut od internatu. Oczywiście, na piechotę. - Poinformowała modelka. - Nagła decyzja, ale może być. - Oświadczyła dziewczyna. W tym momencie zadzwonił telefon. Modelka wdała się w rozmowę po angielsku. Eliza wstała i poszła do pokoju. Była bardzo podniecona. - "No, dobrze, ale co na to Heniek? To aż 80 km stąd. Trudno, będzie musiał to jakoś zaakceptować. Jakoś to będzie" - pomyślała. Rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko zbiegła na dół i otworzyła drzwi. - Cześć. Wreszcie jesteś. - Powitała wchodzącego chłopaka. Henryk był dość wysoki. Miał czarne oczy i włosy. Był jakiś blady i spięty. Eliza przypisała to temu, że jest pierwszy raz u niej w domu. - Wiesz, poszedłbym do kina. Co ty na to? - Zaproponował chłopak. - Dobry pomysł. Poczekaj, powiem mamie i możemy wychodzić. - Powiedziała i poszła do kuchni. - Mamo, wychodzę z Henrykiem do kina. - Oświadczyła. - Dobrze. Wróć o przyzwoitej porze. - Odparła kobieta, nie podnosząc wzroku znad jakiejś książki. Gdy wyszli, Henryk zagadnął: - Czy ta kobieta zawsze tak z tobą rozmawia? - Tak, a jak niby miałaby to robić inaczej? - Zdziwiła się Eliza. - Nie wiem, po prostu sprawia wrażenie, jakby cię zbywała. - Stwierdził niepewnie. - Eee, wydaje ci się. - Powiedziała Eliza wymijająco. Ruszyli w stronę kina.

W dużym, ładnie umeblowanym pokoju siedziała drobna, chuda dziewczyna. Miała ciemnoniebieskie oczy i krótko obcięte blond włosy. Wpatrywała się w leżące na biurku zdjęcie. Przedstawiało ją w towarzystwie chłopaka, którego poznała w tym roku na obozie. Od początku bardzo się polubili. Choć to zbyt płytkie określenie, raczej była to już przyjaźń. Był przystojnym, dość wysokim blondynem. Marta najbardziej lubiła przyglądać się jego dużym, jasnoniebieskim, zawsze wesołym oczom. Miał na imię Fryderyk. Mieszkał w Katowicach, a ona w Warszawie. Bardzo ją to martwiło. Nawet nie liczyła, ile razy w ciągu dnia patrzyła na jego zdjęcie. Oczywiście, był jeszcze Internet i telefon, ale to nie wystarczało. - Marta!! - Usłyszała dobiegające z salonu wołanie mamy. Gdy weszła, jej matka siedziała w fotelu z bardzo zafrasowaną miną. -Niestety, nasze przypuszczenia okazały się słuszne. Po prostu zostaliśmy przyparci do muru. Albo wyjazd do Londynu - wielkie studia i kariera, albo kompletnie nic, koniec umowy. Zdecydowaliśmy, że wyjeżdżamy. - Powiedziała ze smutkiem. - A co ze mną? - Zapytała Marta. - W Katowicach jest ekskluzywny internat, popatrz na ten folder. Do szkoły będziesz miała 5 minut na piechotę. - Poinformowała kobieta, podając córce folder. Marta przeglądała go kilka minut. - I co ty na to? Tata wysłał już formularze i wpisowe. Liczyliśmy na to, że się zgodzisz. W Katowicach mieszka przecież Fryderyk. - Mówiła pani Makowska. - Szkoda trochę, że tak daleko będziemy od siebie, ale naprawdę... naprawdę jestem zadowolona. - Marta nie kryła euforii. Jej matka odetchnęła z ulgą. Mimo zgody córki, wciąż miała duże wątpliwości. Odtąd zdecydowała się poświęcić wszystko wielkim studiom nagrań i koncertom. Ale co z Martą? Czy naprawdę ona i Adam stawiają dobry krok? Tego nie wiedziała. Najbardziej niepokoił ją stan zdrowia córki - na obozie letnim w Kołobrzegu Marta zasłabła podczas pływania w morzu. Na szczęście w porę zauważył to Fryderyk i wyciągnął ją z wody. Badanie krwi wykazało początki anemii. Od tego czasu minął miesiąc i Marta czuła się już dobrze. - "Nigdy nie wiadomo, jak ta sytuacja wpłynie na jej kondycję." - Pomyślała kobieta. - "No, ale ostatecznie będziemy w kontakcie. Po roku spróbujemy przenieść się z powrotem do kraju. Jabłoński nie może ciągle nami rządzić. Porozmawiam jeszcze z Adamem. Trzeba będzie wszystko porządnie uzgodnić." - Myślała, nerwowo chodząc po salonie.

- Kompletna kicha, żadnej akcji, prawdziwy serial brazylijski, strata czasu i pieniędzy. - Mówiła zawiedziona Eliza.

- Zgadzam się. Szczerze mówiąc, trochę przysnąłem. Nieważne. Idziemy na piwo? - Zapytał Henryk.

- Tak, chodźmy. Mam ci coś do powiedzenia. - Stwierdziła dziewczyna.

Weszli do nowocześnie urządzonej restauracji. Usiedli w kącie sali i zamówili po piwie. -, Co masz mi takiego do powiedzenia? - Zagadnął chłopak. - Ale obiecaj, że nie będziesz zły. - Zastrzegła. - Nie, skądże znowu. Mów. - Nalegał, uśmiechając się przymilnie. - Moja mama ma roczny kontrakt w Londynie. Muszę zamieszkać w internacie w Katowicach. Przykro mi. - Powiedziała, spuszczając wzrok. - I za to mam się gniewać? To przecież nie twoja wina. Poza tym bywam w Katowicach bardzo często. Mam tam znajomych. Na pewno ich poznasz. - Powiedział z nieukrywanym zadowoleniem. - Znajomych? Tak daleko? Skąd się znacie? - Eliza nie kryła zaskoczenia. - Poznaliśmy się na koncercie ONA. Ci ludzie są naprawdę ciekawi. Zwłaszcza Darky... - Ugryzł się w język a na twarzy pojawiło się skrajne przerażenie. - Darky? To jego pseudo? No, nie martw się! Przecież nikomu nie powiem! - Zawołała zachęcająco. Patrzyła na niego ze zdziwieniem. Machnął ręką, chcąc zbagatelizować sprawę, ale twarz i oczy mówiły za siebie. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła i kufel Henryka z hukiem rozbił się o ziemię. Eliza poczerwieniała ze wstydu, a Henryk, blady jak papier, siedział ze spuszczoną głową. Natychmiast zjawił się oburzony kelner. - Będzie pan musiał pokryć koszty zniszczenia. - Oświadczył chłodno. - Ile mam za to zapłacić? - Zapytał chłopak. - 20 złotych. - Odparł kelner, z rozdrażnieniem patrząc na ziemię. Przyszła jakaś kobieta w fartuchu i zaczęła sprzątać rozlane piwo. - Proszę to dopisać do rachunku. Bardzo przepraszam. - Powiedział nadal bardzo zmieszany Henryk. Eliza spojrzała na zegarek. Była 23:34. - Heniek. Moja mama jest zła, gdy nie ma mnie po północy. Poza tym, jeśli w ogóle mamy się spotykać, przemyśl sprawę tego twojego znajomego. Czuję, że coś tu nie gra. - Stwierdziła lodowato. - No, to cześć. Naprawdę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W sieci - rozdział 1. — czytnik · opowiadania