Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 8 min czytania

W świetle serpentyn...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W świetle serpentyn wschodzącego słońca, u podnóża Cergowskiej, gdzie lawiny wyblakłych myśli mieszały się z gwarem mieszkańców pobliskiej wioski. Gdzie wiatr ukołysany romantyczną melodią stwarzał wyidealizowane historie tubylczych ludzi, a złocisty kwiat nieba ckliwymi muśnięciami dotykał promienistych horyzontów dolin i gór. Właśnie tam, na pograniczu marzeń i złudzeń, w świecie kompromisów i zarzutów, w dobie XXI wieku rozgrywa się niewiarygodna wyprawa w odnalezieniu własnego powołania. W odszukaniu prawdziwego, chociaż często pozornego drogowskazu na życiowych zakrętach i zawirowaniach. W końcu, w odkryciu głęboko zakorzenionych, własnych pragnień i najskrytszych myśli. Ta wędrówka jest nie tylko fascynującą podróżą w głąb własnej podświadomości, ale również, a może przede wszystkich kolejną, bezcenną lekcją życia. Jednak to, co jest piękne i wartościowe, często bywa trudne, a zarazem nietuzinkowe w jego osiągnięciu. Żadna droga nie jest wybierana przypadkowo, gdyż każda określana jest priorytetowymi wartościami. Główna bohaterka tego opowiadania boryka się z wieloma wyborami, szuka rozwiązań, które ugruntują jej poglądy i zamiary, pragnie dostrzec światełko w najciemniejszych stronach swej duszy. Podejmuje ryzyko, podąża za głosem serca a bezprecedensowo odrzuca głos rozsądku. Jednak czy naprawdę można poznać samego siebie? Czy warto snuć marzenia za cenę rzeczywistości? „Idąc prosto przed siebie nie można zajść daleko”-, te słowa każdego dnia, zaraz po przebudzeniu wykrzykiwała sobie dwudziestoletnia dziewczyna, dla wielu obca i niezrozumiała, posiadająca w swej osobowości kontrastowe cechy, które nadawały jej charyzmatycznej, ale także wrażliwej osobowości. Pragnęła zatrzymać piękne chwile na własność, skuć w kajdany mijający czas i spoglądając przez dziurkę od klucza uciec od problemów. Zmaterializowany świat przygniatał ją swoją pazernością i kłamstwem, jednakże bała się odsłonić twarz i ukazać oblicze delikatnej, sympatycznej i uczuciowej nastolatki. Nikomu nie ufała, jej jedynym przyjacielem, a zarazem powiernikiem był pamiętnik, gdzie dokładnie mogła przelać na papier swoje odczucia, spostrzeżenia i niepokoje. Tylko tam, czuła, że nikt jej nie skrzywdzi, nie zrani i nie wyśmieje. Wiedziała, iż nawet najdalsze zakamarki swego umysłu nie są już dla niej bezpiecznym schronieniem. Źli ludzie, poznając jej wnętrze zatruwali przestrzeń, w której ukrywała się. Bała się stać się częścią masy, która nieustannie odgrywałaby spektakle na chwałę fikcyjnego zadowolenia i złudnego dobrobytu. Aby uciec musiała przebić się na drugą stronę, gdzie absolutna wolność była jedynym wyznacznikiem możliwości. Pragnęła błogiego spokoju i łagodnego zapachu nieskończoności. Tworzyła bajki, w których grała istotę obdarzoną parą skrzydeł i nieskazitelną wolą. Marzyła o tym, odkąd odkryła świadomość.... Struktura rzeczywistości jest jednak niedoskonała. Można w niej dostrzec szczeliny, które są przejściami do wyższych, szczęśliwszych światów. Wokół nich rozlega się echo, które bez końca naśladuje wieczny śmiech. Tam w końcu starała się ujrzeć nieśmiertelne krainy do, których zmierzała. Tworzyła niestworzone historie, których nigdy nie kończyła, tak jakby były lazurowymi wariacjami między wersami kolejnych, sennych strof. Niepozornie błahymi, ale w rzeczywistości selekcjonującymi i oddzielającymi jej indywidualny, baśniowy świat. Kochała przyrodę, ciszę brzęczących pszczół wśród śnieżnobiałych dzwonków konwalii, kryształkowe kropelki rosy spływające powolutku po ostrych krawędziach krzykliwej zieleni. Śpiew nadlatujących ptaków, odkrywających jej najskrytsze tajemnice. Każdego dnia, gdy gwiazdy okrywały senne niebo, a księżyc zaglądając do okien zapraszał do snu, ona wymykała się z pokoju w poszukiwaniu zaginionego skarbu, własnej tożsamości. Twierdziła, że cisza nocy ma swoje

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
W świetle serpentyn... — czytnik · opowiadania