Kultura · 7 min czytania
W taką ciszę...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
- Zostaw! - krzyknęła Kasia, ale pilot był już w mojej ręce. - Co zostaw? - odburknąłem przełączając na dwójkę. - Dawaj go! I w tym momencie nasze dłonie zetknęły się na pilocie. Jakże obrzydliwy był to dotyk, i jak nie na miejscu - jak zetknięcie szczura z ropuchą. Pomyśleć, że trzy lata wcześniej marzyłem o tym, by podała mi dłoń.
Odpuściłem. Natychmiast wyrwała mi pilota z ręki i z powrotem przełączyła na Polsat. Akurat kończyły się reklamy. - Jak chcesz oglądać mecze, to sobie kup telewizor... - A potem zaczęła wypominać, że ten jest jej i tak dalej. Telewizor rzeczywiście był jej, bo wzięła go z domu, ale ani pralki, ani kuchenki, ani lodówki nie wzięła z domu. Ja to wszystko kupiłem, a ona korzystała! - Kurwa, no i ten serial dla idiotek! - Właśnie się zaczynał. - Sam jesteś idiotą, pijaku! Umyj sobie zęby, jak do mnie mówisz. - Spierdalaj! - I wyszedłem do przedpokoju. - No. I idź sobie pograć w te swoje gierki, dzieciaku. - Doścignęło mnie szyderstwo na progu drugiego pokoju.
Na ten akurat mecz kupiłem sobie trzy piwa - Warka Strong. Teraz w siatce były już tylko dwa. Wydawać by się mogło, że już i tak nie potrzebne, ale nic bardziej mylnego. Na takie nerwy przydałyby się jeszcze ze dwa albo trzy więcej - co najmniej. I tak właśnie, powolutku, wpadałem w alkoholizm.
Włączyłem komputer. Nic innego mi nie pozostało. Butelka i komputer - jedynymi przyjaciółmi - od kiedy żona stała się wrogiem. A kiedy się stała? Nie dziś, nie wczoraj. To działo się stopniowo.
Myślę, że zaraz po ślubie, kiedy w naszym M2 zaczęła kręcić się pralka, kiedy lodówka zaczęła świecić pustkami, a kosz pod zlewem śmierdzieć śmieciami - proza życia. Nie to jednak było najgorsze. Najgorszy był brak dziecka, które miało się przecież pojawić najdalej rok po ślubie. Tymczasem mijał już drugi rok i nic. Zaczynały się docinki o moją męskość, a w odpowiedzi na to, równoprawne przecież, wątpliwości co do jej kobiecości. Tak oto spirala nakręcała się i oddalała nas od siebie. Nie było już najmniejszych szans na dziecko. No chyba, że z kimś obcym.
Część 22 / 2
Mało tego - nie było nawet widoków na psa. Nawet najmniejszego kundla. Mam alergię, więc znów moja wina.
Otworzyłem piwo, włączyłem komputer i kliknąłem w ikonę gadu-gadu.
Ja> czesc kika Kika> hej dziubku Ja> masz jakieś plany na dziś? Kika> hmm raczej nie. a co? Ja> może byśmy się spotkali? Kika> na żywo!!?? Kika> a co ci się stało!? Ja> nic się nie stało. jest piątek Kika> no ale hmm... ale dziś? musiałabym no wiesz... Kika> ale mnie zaskoczyłeś! Kika> :) Ja> to jak?
Sięgnąłem po piwo i zanim wziąłem łyka... zgasło światło! W jednej chwili zrobiło się cicho i zupełnie ciemno.
- Ocho - usłyszałem głos Kasi z "dużego" pokoju. - Światło wyszło. Odstawiłem piwo po omacku na biurku i wstałem. - I to chyba na całym osiedlu - kontynuowała żona, wyglądając przez balkonowe okno. - Darek, w kuchni są chyba świece. Ale ty i tak ich nie znajdziesz. A ja byłem już w kuchni, już ich szukałem, i rzeczywiście miałem dość mroczne pojęcie, gdzie one mogą być. Podejrzewałem, że w którejś z szuflad przy kuchence, bo tam je kiedyś widziałem i tam właśnie próbowałem je wymacać. Kasia już stała koło mnie i także szperała w szufladach. I wtedy nasze dłonie spotkały się, znów się spotkały i byłoby tego już za wiele, gdyby nie to, że TEN dotyk był jakiś... inny. Trzymałem rękę na jej dłoni, a ona trzymała w niej świecę. - Pierwsza! - wykrzyknęła…