Fantasy · 19 min czytania
W tańcu ze smokiem.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W tańcu ze smokiem. Słońce bez pośpiechu zachodziło nad jedną z wiosek Krainy Siedmiu Rzek. W Tikonie ulice powoli pustoszały. Każdy bowiem wiedział, że spacery po zmierzchu są równoznaczne z samobójstwem, ponieważ można było spotkać żądne krwi wampiry, lub złowieszcze wilkołaki. Istniała jednak jedna osoba, której mrok nie przerażał. Tą odważną osobą była Dekari. Dekari to pół elf pół skrzydlata. To bardzo dziwna „mieszanka”, niestety nieakceptowana ani przez elfów, ani przez skrzydlatych. Dekari bardzo żałowała, że nie ma teraz przy niej jej ojca, który by ją wspierał, a który zginął podczas Wielkiej Wojny trzy lata temu. Dziewczyna miała czarne, sięgające do łokci włosy, które były lekko falowane. Jej oczy były wyjątkowo zimnie i szare o pionowych źrenicach. Nosiła czarną bluzkę na ramiączkach i krótką spódniczkę. Jej duże, szafirowe skrzydła mierzył ponad 2 metry wysokości i 1, 5 metra szerokości. Na górnym zakończeniu znajdował się gruby, „szklany” ( czyli przezroczysty o zielonkawym zabarwieniu) kieł. Po ojcu odziedziczyła sino szarą skórę, co było tematem wielu kpin ze strony elfich rówieśników. Najgorsze chyba jednak były kpiny a czasem nawet okrzyki przerażenia starszych elfów na widok skrzydeł Dekari, dlatego też rzadko wychodziła na ulicę w dzień. Ciągle jednak nie mogła pogodzić się z odrzuceniem przez Smoczych Dziedziców, czyli inaczej przez skrzydlatych. Nie rozumiała ich, ponieważ oprócz szpiczastych uszu nie miała nic elfiego. Jej ojciec często próbował jej to wytłumaczyć, ale ona i tak nie mogła tego pojąć. Szła teraz ulicą skąpaną w pomarańczowym świetle zachodzącego słońca. Pojedyncze elfy biegły w stronę swoich domów. Słychać bowiem było już wycie wilkołaków idących na żer. Dekari jednak się ich nie bała. Nie wiadomo czemu, ale wzbudzała w nich strach. Gdy jednak któryś z nich odważył się ją zaatakować zabijała go szybko i bez skrupułów. Z wampirami było nieco gorzej. Te stworzenia nie lubią, gdy ktoś ich przewyższa, więc niechętnie godzą się na omijanie Dekari. Wiedzą jednak, że spotkanie z nią to niechybna śmierć. Tak, więc ta pół elfka mogła bez żadnych przeszkód przechadzać się w nocy po miasteczku. Jej celem było sąsiednie osada, w której mieszkała jej jedyna przyjaciółka, Anyla. Anyla należała do kotołaków, była jednak bardzo miłą i wyrozumiałą dziewczyną o niebieskich włosach sięgających do ramion i delikatnym, aksamitnym głosie. Poruszała się zgrabnie i zwinnie. Nikt nie wie, dlaczego polubiła Dekari. Była jednak jej wierną przyjaciółką. Obie uwielbiały nocne spacery po lesie, gdzie mogły spotkać się z zaprzyjaźnionym skrzydlatym, Diamonem. Diamon był czystej krwi Smoczym Dziedzicem. Skąd w ogóle wzięła się nazwa Smoczy Dziedzice? Otóż jak głosi legenda ludzie dawno temu chcieli podporządkować sobie niezależne smoki. W tym celu wykradli kilka jaj i zatruli je. Niestety w trutkach znajdowały się ludzkie geny. Tak właśnie powstała nowa rasa. Smoki jednak traktowały skrzydlatych, jak własne dzieci i ogłosiły ich swoimi dziedzicami. Jak powiedział jeden z nich: „Przyjdzie czas, gdy smoki odejdą w niepamięć. Pozostawią po sobie jednak następców”. I tak skrzydlaci stali się Smoczymi Dziedzicami. Dekari wraz z Anylą szła w milczeniu w stronę lasu. -Dekari.- odezwała się Anyla. -Tak?- odrzekła pół elfka, była jednak widocznie pochłonięta rozmyślaniami. -Jak myślisz, czy królowi uda się w końcu wytępić wampiry z okolicy? -Nie wiem.- spojrzała na Anylę lekko zaskoczona tym pytaniem.-Do czego zmierzasz? -Chcę się tylko dowiedzieć, o czym tak intensywnie rozmyślasz. -O niczym. -Na pewno? -Tak.- znów zapadła krępująca cisza. Anyla posyłała, co chwilę spojrzenia w stronę swojej przyjaciółki. Wiedziała, że Dekari nie mówi jej wszystkiego. Dochodziły już do miejsca, w którym miały się spotkać z Diamonem, gdy nagle Dekari zatrzymała się i powiedziała: -Muszę ci coś powiedzieć, Anyla. Jesteś moją prawdziwą przyjaciółką, więc powinnaś o tym wiedzieć. -Słucham.- rzekła, stając. -Poznałam pewną wyjątkową osobę. -Kto to jest?- spytała z ciekawością. -To smok.- odpowiedziała spokojnie Dekari. Wiedziała, że jej przyjaciółka nie będzie zachwycona tą wiadomością. -Smok?! Ale, jak to… -Może opowiem ci wszystko od początku.- przerwała jej. -Dobrze.- wykrztusiła Anyla i razem z Dekari usiadła na trawie. -To było…- zaczęła pół elfka. Była jasna noc. Księżyc dawał łagodne, niebieskie światło. Dekari szła sama cichymi uliczkami w stronę lasu. Wiele by dała, żeby spotkać się z Anylą. Nie widziały się już kilka dni, a dzisiaj Dekari potrzebowała jej jak nigdy. Czuła się taka samotna. Nagle na jej drodze pojawił się jakiś zbłąkany wilkołak. Pewnie był tu pierwszy raz, bo stanął naprzeciw niej i groźnie warczał. Po chwili rzucił się na nią bez zastanowienia. Dekari niechętnie wyciągnęła nóż z pokrowca przypiętego do uda i wbiła go prosto w serce przeciwnika, gdy ten był jeszcze w powietrzu. Wilkołak runął na ziemię, a wokół niego powstała spora kałuża czarnej krwi. Głupi, powiedziała w myślach i przeszła obok ciała chowając nóż. Zabijanie przychodziło jej nadzwyczaj łatwo. W końcu weszła do lasu, gdzie mogła poczuć się swobodnie. Zwolniła kroku, a myśli powoli przepływały przez jej głowę. Po chwili jej uwagę przykuła mała polana. Dekari ostrożnie zbliżyła się do niej i zaniemówiła z wrażenia. Trawa emanowała czystym błękitem, który niczym mgiełka unosił się nad nią. Dziewczyna ostrożnie postawiła nogę na tej niezwykłej łące. To miejsce było niesamowite i wyczuwalna był tu aura magii. Zauroczona pół elfka uklękła i zachwycała się dotykiem tej nieziemskiej trawy, uśmiechając się przy tym. -Widzę, że i ciebie zauroczyła Łąka Prawdy.- odezwał się obcy głos. Dekari rozejrzała się dookoła i po chwili zza drzew wyłonił się szafirowy smok. Był długi na ponad 4 metry a jego skrzydła były dwa razy większe od skrzydeł Dekari. Smok podszedł bliżej. Pół elfka oparła się na rękach i wychyliła do przodu, by móc przyjrzeć się nieznajomemu z bliska. Patrzyła na niego niewinnymi szarymi oczami. Wyglądała jak małe dziecko, taka czysta i bez skazy. Zauroczyła go swoim wzrokiem. Spojrzał na nią uważniej bystrymi, szmaragdowymi, pionowymi źrenicami. Mierzyli się tak wzrokiem przez kilka chwil, a potem oboje wybuchli śmiechem. Znad ciała Dekari unosiła się lekka, srebrna mgiełka natomiast smoka miała kolor złocisty. Było nie do pomyślenia, że jeszcze kilka minut temu ta niewinnie wyglądająca dziewczynka, bez skrupułów zabiła wilkołaka. -Powiesz mi jak masz na imię?- spytał po chwili. -Dekari, a ty? -Newaro. Czy wiesz, że to nie jest zwykła łąka? -Domyśliłam się, ale czym, oprócz tej niezwykłej mgiełki, się różni? -Bo widzisz- usiadł przy niej.-Każdy ma niepowtarzalną duszę. Łąka ta pokazuje nam kolor naszego wnętrza, dlatego też emanuje z nas ten przedziwny dym. Każdy ma inny kolor. -I każdy na świecie ma niepowtarzalny kolor?- spytała. -Tak. Jest jeszcze jedna właściwość tej łąki. Na niej nie wolno kłamać. Z resztą nawet się nie da. Gdy tylko spróbujesz skłamać twoje usta się zamkną i nie będziesz mogła tego powiedzieć. -Ta polana… jest naprawdę niesamowita. Rozmawiali tak aż do wschodu słońca. Potem każdy z nich poszedł w swoją stronę. Od tamtej pory każdej nocy spotykali się na tej przedziwnej łące. Powoli poznawali siebie coraz lepiej i tworzyła się między nimi więź. Dekari czuła coś dziwnego do Newaro, ale nie wiedział, co. Było to coś większego niż przyjaźń. Pewnego dnia Newaro się spóźniał. Dekari była trochę niespokojna, wiedziała bowiem, że spotykanie się ze smokiem jest surowo zakazane w jej mieście. To tyczyło się również Newaro. W końcu smok przybył. -Przepraszam za spóźnienie. -Nic nie szkodzi, ale bałam się, że ciebie złapali. -Nie, na szczęście. Spóźniłem się, bo robiłem to dla ciebie.- mówiąc to otworzył łapę a na niej spoczywał smoczy sygnet, znak przynależności do danej rodziny. -Dla mnie?- Dekari była kompletnie zaskoczona. Jeszcze nigdy nikt nie dał jej prezentu, nawet Anyla. Wzięła delikatnie sygnet i włożyła go na kciuka.-Piękny.- rzekła. Szafirowy pierścień przepięknie mienił się w blasku księżyca. -Cieszę się, że ci się podoba. -Bolało?- spytała nagle. -Co? -Ten sygnet jest zapieczętowany i zdjęcie go to jak wyrwanie pazura, prawda? -Ach, tak, ale nie bolało za mocno. Z resztą, to znikome poświęcenie dla kogoś, kto jest kimś najważniejszym dla mnie.- Dekari spuściła wzrok.- Coś się stało?- spytał z niepokojem. -Nie. Tylko, że jeszcze nikt tak o mnie nie mówił. Nawet moja przyjaciółka. Ja… pierwszy raz w życiu czuję się ważna i potrzebna.- w jednej chwili zrozumiała nagle, że te dziwne uczucie związane z Newaro to miłość. Zdjęła z szyi płaską blaszkę z inicjałami jej ojca. Była to rzecz, za którą Dekari była gotowa nawet zginąć. Teraz wyciągała rękę z wisiorkiem w kierunku Newaro. -Dekari, przecież to…- zaczął protestować, ale uciszyła go gestem. -Proszę ciebie, przyjmij to ode mnie.- w jej oczach zabłysły łzy.-To znak mojej miłości do ciebie. Wiedział, że nie kłamała. Pierwszy raz w życiu ktoś mu to powiedział… Dekari skończyła swoją opowieść. -To niemożliwe, powiedz mi, że śnię.- powtarzała Anyla. -To jeszcze nie wszystko. -Co?! -Newaro lubi podróże tak jak ja. Opowiadał mi jak był przy Portalu. -Portalu do ludzkiej krainy? -Tak. -To twoje marzenie. Myślisz, że…