Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 12 min czytania

"W testamencie śmierć zapisana"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„W testamencie śmierć zapisana”

Piątek, 13 grudnia 1826 Godz. 19.53.

Spisując te słowa siedzę w powozie kierującym się na północne przedmieścia Londynu, aby zobaczyć posiadłość którą odziedziczyłem po moim zmarłym wuju. Wszyscy mówili że był on człowiekiem obłąkanym, lecz ja traktowałem go jak ojca. W końcu to on mnie wychował gdy zabrakło moich rodziców którzy przepadli bez wieści gdy miałem pięć lat, więc dorastałem w jego domu. Jego żona zaginęła bez wieści (podobnie jak moi rodzice) w kilka lat po ich ślubie, a że nie mieli dzieci to wuj traktował mnie jak syna. Bardzo interesowały go zjawiska nadprzyrodzone, okultyzm, spirytyzm, uparcie twierdził że nad naszą rodziną ciąży jakieś fatum, przekleństwo. Gdy ożeniłem się i wyprowadziłem od niego, on kupił jakąś posiadłość pod Londynem. Potem często mówił że odwiedzają go tam moi rodzice i jego żona, że wzywają go do siebie. Ja nie wierzę w duchy, choć nigdy mu się do tego nie przyznałem. Aż pewnego dnia wuj mój zniknął pozostawiając po sobie list, w którym tłumaczył że Oni czekają na niego, że nadszedł już czas, aby ponownie mógł zobaczyć swą żonę. Jego ciała nigdy nie odnaleziono, lecz na pobliskim cmentarzu natrafiono na grobowiec z jego nazwiskiem. Wyciągnięto z niego trumnę lecz nie można było jej w żaden sposób otworzyć więc złożono ją ponownie do grobu. Na tym samym cmentarzu znajdują się również groby moich rodziców (jak to możliwe, przecież oni nigdy nie bywali w tej okolicy) oraz jego żony. Mój powóz właśnie zatrzymał się obok tego cmentarza, dalej muszę iść pieszo.

Piątek, godz. 23.30.

Posiadłość mego wuja to bardzo duży, stary dom. Cały otoczony jest zrujnowanym murem za którym znajduje się zaniedbany ogród. Sam dom był duży, dwupiętrowy, cały obity od zewnątrz ciemną boazerią. Wszedłem do środka. Przy drzwiach znalazłem świecznik który bardzo mi się przydał, gdyż dom pogrążony był w całkowitych ciemnościach. Moim oczom ukazał się duży hol, kilkoro drzwi i schody na wyższe piętra. Na parterze mieściła się kuchnia, jadalnia oraz duży pokój gościnny. Pierwsze piętro to kilka mniejszych lub większych pokoi z których jeden zaadoptowałem na mą sypialnie, a całe drugie piętro zajmował strych. Zszedłem na dół i odczułem dziwny niepokój, wyraźnie odczuwałem czyjąś obecność, miałem wrażenie że nie byłem tam sam. Lecz na szczęście wrażenie to szybko uleciało pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie. Wróciłem do swego pokoju, spisałem te słowa i udałem się na spoczynek.

Sobota, godz. 9.45.

Jak wielkie było me zaskoczenie gdy rano, po przebudzeniu ujrzałem padający śnieg. Tu, w Anglii śnieg pada niezmiernie rzadko, raz na kilkanaście lat. Miałem za sobą ciężką noc, nie spałem dobrze gdyż dręczyły mnie senne koszmary. Słyszałem jakieś głosy, wydawało mi się że ktoś chodzi po domu. Teraz idę dokładnie obejrzeć całą posiadłość, a potem na zakupy do pobliskiego sklepu.

Sobota, popołudnie-cmentarz.

Wracając ze sklepu postanowiłem pójść jeszcze na cmentarz aby odwiedzić spoczywających tam moich rodziców, wuja i jego żonę. Gdy zbliżałem się do miejsca wiecznego spoczynku mych rodziców, zobaczyłem na ich grobowcu jakąś dziwną, ciemną postać. Był to stary już mężczyzna odziany w czarny płaszcz. Siedział na marmurowej płycie nagrobnej, zgarbiony, ukrywający twarz w dłoniach. „Kim pan jest? Czy coś się stało? Może mógłbym panu jakoś pomóc?”- zapytałem go lecz on nic nie odpowiedział tylko spojrzał na mnie, a me serce (nie wiedzieć czemu, bo szczerze mówiąc nic takiego się nie stało) przeszył lodowaty chłód. Jego twarz pozbawiona była jakiegokolwiek wyrazu, nie zdradzała żadnych emocji, no i jeszcze ten hipnotyczny wzrok. Nagle poczułem, że muszę jak najszybciej opuścić to miejsce. Skierowałem się w stronę bramy cmentarnej, nawet nie zorientowałem się kiedy zacząłem biec. Gdy na chwile odwróciłem wzrok w stronę upiornej postaci zobaczyłem, że rozpływa się ona w powietrzu.

Teraz jestem w domu, ale mimo to nadal trzęsą mi się ręce. Gdy zamykałem za sobą drzwi posiadłości zauważyłem jeszcze jedną rzecz, która wcześniej umknęła mej uwadze. Pod schodami, które znajdują się naprzeciwko wejścia znajdują się jeszcze jedne drzwi. O dziwo jedyne w tym domu drzwi które nie są zamykane na klucz. Zapaliłem świece i skierowałem się w dół krętymi i stromymi schodami, aż doszedłem do miejsca w którym znajdowała się mała kaplica. Wiedziałem że wuj był chrześcijaninem, ale nie wiedziałem że był on aż tak głęboko wierzącym człowiekiem aby w piwnicach własnego domu mieć kaplicę. Wróciłem na górę, pora na obiad.

Sobota, wieczór.

Musiałem wreszcie rozpocząć porządki w posiadłości. Posprzątałem hol, kuchnię i jadalnię, reszta w poniedziałek. Niedzielę mam zamiar poświęcić na zwiedzanie okolicy...

Przerwałem pisanie ponieważ usłyszałem na strychu czyjeś kroki. Wbiegłem na górę, stanąłem przy wejściu i byłem już pewien, że ktoś jeszcze oprócz mnie jest w domu. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka oświetlając strych delikatnym blaskiem świec, lecz wtedy momentalnie wszystko ucichło. Szedłem pomiędzy tymi wszystkimi starymi gratami jakie mój wuj tu trzymał, gdy nagle drzwi zatrzasnęły się z ogromną siłą. Wtedy obudził się we mnie strach, chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce, lecz drzwi za nic nie chciały ustąpić. I wtedy ponownie usłyszałem kroki i poczułem czyjąś dłoń na mym ramieniu. Odwróciłem się przerażony lecz za mną nikogo nie było, tylko na ułamek sekundy ujrzałem ciemną postać, którą widziałem dziś na cmentarzu. Drzwi nadal nie pozwalały się otworzyć a moje świece zgasły pogrążając cały strych w ciemnościach. Opadłem z sił gdy ponownie zobaczyłem ta ciemną, spoglądającą na mnie postać.

Gdy otworzyłem oczy leżałem na podłodze. Od razu wstałem i podbiegłem do drzwi. Były otwarte, co za ulga. Wróciłem do mego pokoju i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%