Inne · 8 min czytania
W wirze
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tekst jest kiepski pod względem gramatycznym i interpunkcyjnym, był pisany z konieczności, w krótkim czasie. Nie chcę narazie poprawiać, gdyż zależy mi na ocenie oryginału. Życzę miłej lektury. Mała3332
„W wirze”
Obudziłam się nagle, zlana potem i z przyspieszonym oddechem. Miałam przeszywające wrażenie, że ktoś nade mną stoi. - Już rano - pomyślałam i ociągając się chwilę otworzyłam oczy. Światło było silne, kiedy przywykłam do otaczającej mnie jasności, zdałam sobie sprawę, że się pomyliłam co do pory dnia, była ciemna noc, źródło owej jasności znajdowało się gdzie indziej. Wyrażając się dokładniej była to postać, jednak nie potrafiłam stwierdzić czy jest to kobieta czy mężczyzna. Nie bałam się, jednak czułam dziwny respekt, przed tą tajemniczą istotą, nie potrafiłam podnieść wzroku aby spojrzeć na twarz przybyłej zjawy. W ułamku sekundy usłyszałam melodię i słowa, które układały się w zdanie: „Umrzesz, już niedługo, pozostał ci jeden dzień”. Przybysz zniknął, wraz z nim światło oraz moje wszelkie zaciekawienie tą dziwną sprawą, więc położyłam się ponownie spać. Budzik dawał o sobie nieprzyjemnie znać, powoli wstałam, przeciągając się i ziewając doszłam do łazienki, nagle przypomniałam sobie o tym dziwnym śnie, uśmiechnęłam się krzywo do swojego odbicia. - Jeżeli to prawda, co mówiła zjawa jeszcze dzisiaj umrzesz, kochana- mruknęłam do siebie – to śmieszne- dodałam ironicznym tonem. W pracy musiałam zastąpić koleżankę, ale nie przeszkadzało mi to, ten dzień był wyjątkowo ponury i deszczowy. Skończyłam bardzo późno byłam jedną z ostatnich osób wychodzących z biura. Po drodze do domu wstąpiłam do baru nocnego i zjadłam całkiem przyzwoitą kolację. Wróciłam do pustego mieszkania, przypomniało mi się o urodzinach babci, zadzwoniłam do niej z życzeniami, lecz jak zwykle się rozgadałyśmy, kiedy skończyłam było już tak późno, że zostało mi tylko wziąć prysznic i pójść spać, tak też zrobiłam.
***
- Co za niekompetentna, pozbawiona wszelkiej wyobraźni starucha- powiedziałem miotając się wściekle po kuchni. Henryka znowu zapomniała, że w środy jem tylko płatki z mlekiem i zrobiła mi tosty. - Henryko!- krzyknąłem gniewnie w stronę schodów prowadzących do piwnicy, jednak jedynym odgłosem, który usłyszałem było szczeknięcie psa. Jeszcze bardziej zdenerwowany podszedłem do lodówki i samodzielnie zrobiłem sobie śniadanie, mrucząc przy tym pod nosem groźby w stronę opiekunki. Właśnie mówiłem że odliczę jej to od pensji kiedy nagle w talerzu mleka z płatkami owsianymi uformowała się twarz, byłem tak przerażony, że spadłem z krzesła, już miałem wstawać kiedy usłyszałem jak dziwny głos mówił, że umrę a dzisiejszy jest moim ostatnim dniem. Z szoku wyrwały mnie kroki opiekunki, zerwałem się na równe nogi i spojrzałem na zegarek była siódma pięćdziesiąt, miałem jeszcze dziesięć minut do pierwszego dzwonka w szkole. - Henryko!- zawołałem wciąż jeszcze drżącym głosem. - Słucham? – usłyszałem odpowiedź. - Zawieź mnie do szkoły i dzisiaj jest środa, nie jadam tostów- powiedziałem wyniosłym tonem, na to usłyszałem tylko krótkie: - Rozumiem. W szkole przez pierwsze dwie lekcje myślałem o słowach usłyszanych dziś w kuchni, doszedłem do wniosku, że skoro mam umrzeć i dzisiaj jest mój ostatni dzień, trzeba się zabawić. Postanowiłem uciec z reszty lekcji, dwójka kolegów zaproponowała, że też pójdzie, zgodziłem się bez wahania, w końcu im więcej tym lepiej. Uzgodniliśmy, że musimy załatwić sobie jakieś „ dopalacze”, więc poszedłem na przystanek metra i kupiłem trochę narkotyków, różnych, brałem co było. Co się działo dalej nie pamiętam dokładnie, ale wiem jedno, to był najlepszy dzień w moim życiu, nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. - Teraz ojciec może sobie pogadać- myślałem siedząc w klubie z kolegami- skoro mam