Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

W zaświatach

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I wtedy zobaczyłam białe światło w tunelu. Zbliżało się, rozświetlając gładkie ściany. Popłynęłam w jego kierunku, a ono wypełniało moje jestestwo błogością. "W porządku, może Pani otworzyć oczy" - usłyszałam, odruchowo zaciskając je. A potem ktoś potrząsnął mną - osiemdziesięcioletnim, schorowanym ciałem i chcąc, nie chcąc uchyliłam powiekę. Lewą. Nad łóżkiem stał ordynator szpitala, w którym kilka chwil temu w spokoju, pośród nocnej ciszy odchodziłam. Podejrzliwie zerknęłam nad widzący nad drzwiami zegar - rzeczywiście upłynęło niewiele ponad dziesięć minut. I ciągle byłam podłączona do kroplówki. Zaniemówiłam z wrażenia - byłam przekonana, że zasypiam na wieki wieków. Przeszłam dwa zawały, wojnę, komunizm w Polsce i nerwowego kundla sąsiadki spod dziesiątki. W ostatnim roku trzy razy złamałam rękę. Szprycowałam się tonami leków. Do szpitala trafiłam z rozpoznaniem trzeciego zawału i naprawdę chciałam już odpocząć. Dzieciom stuknęła pięćdziesiątka, miałam kilkoro wnuków i męża. Tego ostatniego na cmentarzu. Zamierzałam do niego dołączyć po czteroletniej rozłące. Tymczasem, mój ślubny wysunął się zza pleców lekarza. Wyglądał jak w dniu, w którym się pobraliśmy, albo i nieco wcześniej. Wyprostowany, szczupły brunet, przystojniak. Bardzo mi go brakowało przez te lata. Jak sobie uświadomiłam, że go widzę, to byłam pewna, że umieram i zamknęłam lewe oko. Niestety, znów mnie poszturchano. - Zuziu - ciepły głos męża - Zuzinku, już po wszystkim. Otwórz oczka. - Mowy nie ma - odpowiedziałam - Umarłam! Umieram w najlepsze. A Wy nie istniejecie. Idźcie duchy!" - Kochanie - nie poddawał się - Tak, umarłaś. A to się dzieje po tej, no - śmierci. Otworzyłam oczy, ze złością wpatrując się w sufit. Inaczej to sobie wyobrażałam. Miało być połączenie ze światłością i fanfary. I psalmy, przepełnione miłością do Boga. I aniołowie ze skrzydłami. Niech nawet w koszulach nocnych. Aha, i Święty Piotr miał mi otworzyć nieba bramy. Koniec - takie to trudne? - Przepraszamy panią bardzo - zaczął ordynator - za niewygody jakich Pani doświadczyła w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat... - Taa, rzeczywiście, wojna to tylko zdziebko niewygoda - mruknęłam. - ... ale to było konieczne - ciągnął dalej - Chcieliśmy sprawdzić, jak psychika człowieka zareaguje w warunkach skończonej, ale losowej długości życia. Sama się Pani zgłosiła do programu. Brzmiało jak z Matriksa. Przynajmniej dla mnie, a ten film oglądałam z piętnastoletnim wówczas wnukiem. Dziesięć lat temu. - To jest co? To w końcu umieram czy nie umieram? A gdzie Bóg? - poczułam lekki zawrót głowy. - Zuziu... - teraz mąż - niech Pan do cholery wróci jej pamięć, albo co! - ryknął na doktora. Doktor…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%