Melodramat · 8 min czytania
W życiu nie ma przypadków (1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„ W sumie to dzisiaj nie za dużo spałam, uczyłam się do późna. Może idźcie same, a ja kiedy indziej do was dołączę” – zajadając się dopiero co kupionymi czereśniami od przemiłego pana z bazarku obok, odpisywałam Kaśce na wiadomość. Dziewczyny chciały wyciągnąć mnie do klubu, uczcić koniec sesji, potańczyć, pobawić się. „Oj no chodź. Sandra już się nastawiła, że z nami pójdziesz, będzie fajnie. Może kogoś ciekawego poznamy ;)” Jeszcze raz dokładnie przeanalizowałam całą sytuację i w końcu stwierdziłam, że z chęcią rozerwę się po intensywnym wysiłku umysłowym. „Okej, to o 22.30 przed klubem ;P” Wskoczyłam pod prysznic, który szczerze mówiąc bardzo mnie orzeźwił, bo dzień był niesamowicie upalny. Postanowiłam wyprostować włosy i założyć swoją ulubioną, chabrową sukienkę (właściwie to jedyną). Delikatny makijaż i byłam gotowa podbijać parkiet. Ale gdzie moje maniery? Nawet Wam się nie przedstawiłam. Jestem Dominika i mam 20 lat. Właśnie zakończyłam swój pierwszy rok studiów, technologia chemiczna. Dlaczego właśnie to? Idąc do liceum marzyłam o farmacji albo pracy w prosektorium. Niestety już w pierwszej klasie znienawidziłam biologię, a to jednak przeszkoda w dostaniu się na biologiczno-medyczne kierunki. Zawsze byłam umysłem ścisłym i nienawidziłam polskiego, historii czy WOS-u. I tu pojawia się mały paradoks, gdyż zawsze kochałam książki, które były moimi najlepszymi przyjaciółmi. Zawsze byłam raczej zamknięta w sobie, a przenosząc się do innego świata mogłam być kimkolwiek tylko chciałam. Postanowiłam, że uniwersytet to nie dla mnie i tylko będąc inżynierem coś osiągnę. Pozostawała tylko kwestia wyboru miasta. Jednak to stolica miała mi najwięcej do zaoferowania i tak dzięki dobrym wynikom z matury trafiłam do Warszawy. Wtedy postanowiłam sobie, ze koniec z dawnym, szarym, smutnym życiem. Poznałam nowych ludzi, zawarłam przyjaźnie z Kaśką i Alą, niesamowicie szaloną osobą, której wszędzie pełno i trafia na znajomych na każdym kroku, gdzie by nie poszła. Troszkę się rozgadałam, czas wrócić do wieczoru, który zmienił wiele w moim życiu, niekoniecznie na dobre. Kiedy dotarłam na miejsce, dziewczyny już na mnie czekały. Jako, że wcześniej zapisałyśmy się na internetową listę wejście miałyśmy darmowe plus talony na piwo. Początek nie zapowiadał się najlepiej. Raczej mało osób, nikogo ciekawego na horyzoncie, ale cóż – poczekałyśmy na rozwój sytuacji. Z kolejnymi minutami przybywało ludzi, zaczęłyśmy tańczyć. Oczywiście Sandra jako pierwsza wyrwała jakiegoś przystojniaka, no ale to już był standard. Z Kaśką cierpliwie czekałyśmy na swoją kolej. W końcu się udało! I na szczęście trafiłyśmy na chłopaków, którzy nie tylko potrafią kleić się do Ciebie i marzą o wsadzeniu Ci języka do ust, ale też potrafią całkiem nieźle tańczyć. Po kilku utworach zgodnie stwierdziłyśmy, że czas na piwo. Wadą klubu był brak klimatyzacji, a że był czerwiec i raczej ciepłe noce już po kilku chwilach można było czuć się jak w saunie. - I jak się bawisz? Nie żałujesz, że przyszłaś? – zaczęła Kaśka. - Wiesz co?? W sumie cieszę się, że mnie wyciągnęłyście. Pewnie siedziałabym teraz i oglądała jakieś romansidło, a tak chociaż się pobawię. -No to świetnie! Ale muszę Ci powiedzieć – pasuje do Ciebie ten kolor, naprawdę. - A dziękuję. Oczywiście wy też świetnie wyglądacie, jak zawsze z resztą. Na to Sandra: - No dobra, koniec tych czułości. Wracamy na parkiet, bo nie przyszłyśmy tutaj sobie słodzić! - Okej, okej, już idziemy. – zaśmiałyśmy się i wróciłyśmy do tańca. Wtedy zwróciłam uwagę na grupkę czterech chłopaków tańczących niedaleko nas. Trzymali się razem, ale miałam nieodparte wrażenie, że chcą do nas podejść. Nie zdawałam sobie sprawy, że za chwilę moje życie wywróci się do góry nogami. Pierwszy odważył się Grzesiek, który porwał nam Sandrę, więc z Kaśką pozostałyśmy na parkiecie, mając nadzieję, że…