Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

zbrodnia · 6 min czytania

Waga

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Waga

Zmierzając ku wyjściu jednego z warszawskich centrów handlowych ujrzałem na zewnątrz osobnika entuzjastycznie domagającego się jałmużny od zniesmaczonych tym faktem przechodniów. Był on ubrany teoretycznie elegancko, spodnie na kant, gustowna marynarka, budy przedniej jakości, a do tego czapka a la Lenin. Byłby robił całkiem niezłe wrażenie gdyby nie fakt, że cała garderoba jego pokryta była błotem, resztkami jedzenia, wymiocinami, a spostrzegawczy obserwator z pewnością zauważyłby cienką strużkę kału spływającą powoli po tylnej części nogawki. Sodomia i Gomora. Smród brutalny. Mizantropia wskazana. Ten to jegomość krzyczał na całe gardło: - Ludzie ludzie bądźcież ludźmi darujcie monetę dla ubogiego. Pomóżcie bliźniemu w potrzebie. Byłem kiedyś porządnym człowiekiem takim jak wy na jedzenie… - Taki jak my? - Patrzcie jaki skurwesyn na wódkę napalony. - Wali gorzej niż z klozetu, gdzie jest ochrona ja się pytam, zaraz się porzygam. Powoli głos żebrzącego zapadał się w łkanie: - Ludzie ludzie przecież wszyscy jesteśmy jak bracia tacy sami równi... Zaintrygowało mnie niezmiernie owo tajemnicze stwierdzenie, więc podchodzę i mówię ściszonym głosem: - Mam propozycję. Jeżeli mi pan udowodnisz równość między ludźmi wtedy zagwarantuję panu fundusze zapewniające godziwą egzystencję aż do śmierci – na co uśmiecha się tkliwie, patrzy z nadzieją jak piesek któremu macha się kiełbasą przed oczami – jeżeli nie, dasz się mi pan zabić. Uniosłem zewnętrzne krawędzie łuków brwiowych, wytrzeszczyłem na sekundę oczy i uśmiechnąłem się ledwie dostrzegalnie, całkiem, całkiem mi to wyszło, złowieszczo jak cholera, aby wiedział, że to propozycja wymagająca, ale poważna, na co on wzdycha jak straceniec, co sprawiło mi ogromną przyjemność, i pyta: - Co z pana za dewiant? - Jestem po prostu ciekawskim człowiekiem, nigdy nikogo jeszcze nie zabiłem i jest to dla mnie najlepszy argument aby to zrobić. Chwilę milczał, po czym powiedział stanowczo, jednak z pewną wyczuwalną rezygnacją: - Chodźmy. Szliśmy więc dobre kilka minut w kompletnym, rozpychającym się coraz brutalniej milczeniu, gdy niespodziewanie mój towarzysz rozpoczął tłumaczenie tajemniczego stwierdzenia: - Równi jesteśmy przez to, że należymy do jednego gatunku, gatunku wyjątkowego, wykraczającego poza nasze zwierzęce pochodzenie. Wszystkich nas łączą fundamentalne fakty, rodzimy się, umieramy, hipostazą naszych działań są potrzeby wyrastające z tego samego korzenia, żyjemy razem, musimy żyć razem, szczególnie w dzisiejszych czasach. W obliczu obu nieskończoności, przed narodzinami i po śmierci wszyscy stoimy tak samo nadzy, nie wiemy jeszcze nic, ciągły rozwój, kto myśli o sobie w oderwaniu od gatunków nas poprzedzających i tych które wyrosną na naszej podstawie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%